Nie ma żadnej dziury budżetowej - upiera się minister finansów. Oświadczenie Jacka Rostowskiego brzmi zaskakująco, bowiem od tygodnia reporterzy RMF FM naświetlają sprawę brakujących funduszy na przykład w resortach obrony czy sprawiedliwości. Dziś wyszła na jaw sprawa niezapłaconych faktur na sześćset milionów złotych w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Na kwotę sześciuset milionów złotych opiewają niezapłacone faktury Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad – ustalił nieoficjalnie reporter RMF FM Paweł Świąder. Najwyraźniej dziura budżetowa, z którą zmaga się kasa państwa, jest większa niż się to na początku wydawało, i nie ominęła... czytaj więcej

Jednak zdaniem Jacka Rostowskiego, niedobory w kasach poszczególnych ministerstw to nie dziura budżetowa, a… zarządzanie płynnością budżetu, jak fachowo nazywa to minister. Twierdzi również, że z dziurą w budżecie mielibyśmy do czynienia, gdyby państwo miało problem z wypłatą emerytur, pensji nauczycielom albo sprzedawaniem subwencji do samorządów. Teraz natomiast mamy do czynienia wyłącznie z korektą wydatków i zaciskaniem pasa. Zupełnie jak w rodzinie w trudnych czasach. Ktoś zachoruje, ma mniejsze dochody. To co robimy? Odkładamy wydatki, nie kupujemy nowego telewizora - tłumaczy minister:

Przełożone mają być również płatności za budowę dróg, ale - jak zapewnił Rostowski - nie zagraża to planom budowy autostrad. Program budowy autostrad nie będzie spowolniony - podkreślił:

Minister finansów nie chciał ujawnić, ile wynosi niedobór funduszy w kasie państwa. Przyznał jedynie, że tylko w grudniu wyniósł on 5 miliardów 700 milionów złotych.

Jacek Rostowski nie widzi również potrzeby nowelizacji budżetu, nawet gdyby spełniły się prognozy Komisji Europejskiej o obniżeniu do 2 procent wzrostu polskiego PKB. W sposób normalny i spokojny będziemy przygotowywali harmonogram wydatków budżetowych dla wszystkich resortów na pierwsze półrocze i zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie - przekonywał.

Polska gospodarka wyhamuje, ale nie wrzuci biegu wstecznego - prognozuje Komisja Europejska. Zdaniem Brukseli, wzrost gospodarczy wyniesie w tym roku w naszym kraju dwa procent, a więc znacznie mniej niż zakłada rząd Donalda Tuska. Równocześnie będzie jednak znacznie wyższy niż w większości... czytaj więcej

W opublikowanych w poniedziałek prognozach gospodarczych Komisja Europejska przewiduje, że polski PKB wyniesie w 2009 roku 2 procent. Większym od polskiego wzrostem gospodarczym mogłaby się – zdaniem KE – pochwalić wyłącznie Słowacja. Unijny PKB będzie natomiast ujemny i wyniesie -1,8 procenta.

Rząd Donalda Tuska założył tymczasem w projekcie tegorocznego budżetu wzrost PKB na poziomie 3,7 procenta PKB. Prognoza KE dotycząca wzrostu PKB jest naprawdę bardzo rozczarowująca dla całej UE. Nie dla Polski, bo gdybyśmy patrzyli jak wypadamy w porównaniu z innymi krajami, to paradoksalnie nasza pozycja się poprawiła - stwierdził minister finansów.

W listopadowych prognozach Komisja Europejska zakładała, że polska gospodarka rozwijać się będzie w tempie 3,8 procenta. Polska uplasowałaby się tym samym na 4. miejscu w Unii Europejskiej. W poniedziałkowych prognozach Polska zajmuje już drugą pozycję w Unii, ale z gorszymi prognozami.

Wolałbym 3,8 procenta i być na czwartym albo nawet dziesiątym miejscu, niż 2 procent i być na drugim - skomentował te przewidywania Jacek Rostowski.

Zdaniem Rostowskiego fakt, że Komisja Europejska musiała po dwóch miesiącach skorygować w dół swe prognozy o około 2 punkty procentowe pokazuje, jaka dynamiczna, w złym sensie tego słowa, jest cała sytuacja.

Jedynym poważnym i odpowiedzialnym podejściem do obecnej sytuacji na świecie jest na bieżąco zarządzać kryzysem i minimalizować jego skutki. Tak rząd do tego podchodzi - zapewnił.