Kiedyś tętniła tu życie, dziś pozostała tylko samotna latarnia. Historia Arngast – największej niegdyś wyspy Zatoki Jade w Niemczech – to opowieść o walce człowieka z żywiołem, który w końcu zwyciężył, pochłaniając osadę i jej mieszkańców. Tylko jedna budowla przypomina o tym, że na środku morza istniał ląd.

Zaledwie 4,5 kilometra od portu w niemieckim Wilhelmshaven, na środku Zatoki Jade, z wód Morza Północnego wynurza się samotna latarnia morska Arngast. Dla współczesnych to tylko punkt orientacyjny dla żeglugi, ale jej obecność zdradza, że kiedyś w tym miejscu istniała wyspa - Arngast, największa spośród około 45 wysp, które uformowały się w średniowieczu w wyniku gwałtownych sztormów.

Od lądu do wyspy - narodziny Arngast

W średniowieczu obecna Zatoka Jade była zamieszkanym lądem. Osady, pola uprawne i parafie - to wszystko znajdowało się tam, gdzie dziś rozciąga się morska toń. 

Katastrofalne sztormy, które regularnie nawiedzały region, stopniowo zatapiały te tereny, aż w końcu uformowały archipelag wysp. Arngast, mająca powierzchnię około sześciu kilometrów kwadratowych, przez długi czas była zamieszkana, a nawet po wielkiej powodzi w 1511 roku, która ostatecznie odcięła ją od lądu, ludzie nie poddali się tak łatwo.

Siła żywiołu - powodzie i upadek osady

Wyspa Arngast przetrwała wiele dramatycznych wydarzeń. Powódź z 1334 roku poważnie zniszczyła osadę, ale życie trwało tam jeszcze przez wiele dekad. Kolejne sztormy i pływy stopniowo niszczyły wyspę. 

Z czasem ląd zaczął się kurczyć, a domy i kościół stawały się coraz bardziej zagrożone. Ostateczny cios przyniosła powódź z 1511 roku, która całkowicie odcięła Arngast od stałego lądu

Według przekazów, nawet kościół nie wytrzymał naporu natury i zawalił się na początku XVII wieku. W końcu wyspa zniknęła pod powierzchnią wody, pozostawiając po sobie jedynie wspomnienia.

Latarnia morska - ostatni ślad po Arngast

Początek XX wieku przyniósł nowe zainteresowanie miejscem, gdzie kiedyś znajdowała się wyspa. W latach 1909-1910 na piaszczystej ławicy Arngast zbudowano latarnię morską.

Jej konstrukcja była wyzwaniem inżynieryjnym: wbito w morski grunt 112 drewnianych pali, które zabezpieczono przed niszczeniem przez małże wiercące. Wieża, wysoka na około 30 metrów, została zmontowana z żeliwnych płyt i osadzona na solidnym cokole, który sięgał ponad 10 metrów nad poziom morza.

Przez wiele lat latarnia była obsadzona przez trzech latarników, którzy zmieniali się co dwa tygodnie. Dziś światło Arngast jest sterowane automatycznie z Wilhelmshaven, a sama latarnia znajduje się na liście zabytków kultury.

Życie między wodą a płycizną

Latarnia Arngast jest nie tylko pomnikiem historii, ale także atrakcją turystyczną. W zależności od pływów, wieża raz stoi na płyciźnie, innym razem jest całkowicie otoczona wodą. 

Z brzegu można ją zobaczyć gołym okiem, ale bliżej podejść można tylko podczas zorganizowanych wycieczek po dnie morskim, które trwają nawet 7,5 godziny i prowadzą przez wały przeciwpowodziowe, park narodowy i głębokie mule. To wyzwanie dla wytrwałych, ale także okazja, by poczuć wyjątkowy klimat Morza Wattowego.