Mysłakowice, niewielka wieś w Kotlinie Jeleniogórskiej, skrywa niezwykłą tajemnicę. Charakterystyczne domy przypominające alpejskie chaty to pozostałość po uchodźcach z Tyrolu, którzy niemal 200 lat temu znaleźli tu schronienie.
Przemierzając Mysłakowice, można odnieść wrażenie, że to nie Dolny Śląsk, a malownicza dolina w samym sercu Alp. Urokliwe domy o dwuspadowych dachach i bogato zdobionych drewnianych balkonach od razu przyciągają uwagę. Nie są to jednak przypadkowe dekoracje architektoniczne - to ślad po dramatycznych wydarzeniach sprzed prawie dwóch stuleci.
W pierwszej połowie XIX wieku polityka religijna Habsburgów była bezwzględna wobec protestanckich mniejszości. W 1837 roku protestanci z doliny Zillertal w Tyrolu stanęli przed tragicznym wyborem - przejść na katolicyzm lub opuścić rodzinne strony na zawsze. 440 osób, wiernych swoim przekonaniom, zdecydowało się na wygnanie. Ich dramatyczną sytuację dostrzegł król pruski Fryderyk Wilhelm III, który zaprosił ich do osiedlenia się u podnóża Karkonoszy. Nowe miejsce nazwali Zillerthal, na pamiątkę utraconej ojczyzny.
Przybysze z Tyrolu postanowili odtworzyć w nowym miejscu namiastkę rodzinnych stron. Wkrótce w Mysłakowicach wyrosło około 60 domów, wzorowanych na tyrolskiej architekturze - z drewna i kamienia, ze spadzistymi dachami i zdobionymi balkonami. Wiele z tych domów przetrwało do dziś, a niektóre z nich zostały przekształcone w gospodarstwa agroturystyczne, wciąż zachowując swój niepowtarzalny charakter.
Najbardziej okazałą i rozpoznawalną budowlą jest Dom Tyrolski przy ulicy Staromiejskiej 14. Ten wyjątkowy obiekt przez dekady popadał w ruinę, lecz dzięki zaangażowaniu potomków dawnych właścicieli i pomocy austriackich instytucji udało się go uratować. Dziś jest to jedna z najciekawszych atrakcji regionu, gdzie można poznać nie tylko historię Tyrolczyków, ale także legendy Karkonoszy.
W Mysłakowicach Tyrolczycy przez ponad sto lat tworzyli zamkniętą, wyjątkową społeczność. Zachowali swoje tradycje, stroje, a nawet charakterystyczny tyrolski dialekt, który wyraźnie różnił się od niemieckiego używanego przez innych mieszkańców Dolnego Śląska. Budowali nie tylko domy, lecz także szkołę, tkalnię lnu i zakład meblarski. Próbowali zaszczepić miejscowym elementy swojej kultury - słynne jodłowanie czy tyrolskie stroje, choć nie zawsze spotykało się to z entuzjazmem.
Z czasem różnice zaczęły się zacierać. Zawierano coraz więcej małżeństw mieszanych, a tyrolskie zwyczaje powoli odchodziły w zapomnienie. Ostatni z pierwszych przybyszów, Johann Bagg, zmarł w 1922 roku, dożywając sędziwego wieku 90 lat.
Po II wojnie światowej historia zatoczyła koło. Potomkowie Tyrolczyków, podobnie jak oni sami przed laty, zmuszeni byli opuścić swoje domy w wyniku powojennych przesiedleń. Mysłakowice stały się nowym domem dla Polaków przybyłych z Kresów Wschodnich. Choć społeczność tyrolska przestała istnieć, jej dziedzictwo przetrwało w niezwykłej architekturze i pamięci mieszkańców.


