"Mnie to dopadło pod koniec sierpnia. Obudziłem się pewnego dnia z gorączką. Nie najlepiej się czułem. Myślę: no cóż, jestem pechowcem, więc pewnie jako pierwszy Polak zaliczam grypę jesienną. Drugiego dnia nic się nie poprawiło, trzeciego dnia nic się nie poprawiło. Miałem bardzo wysoką gorączkę, której nie byłem w stanie zbić. Byłem straszliwie słaby" - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM Igor Zalewski - dziennikarz i publicysta, wspominając swoje zakażenie koronawirusem i przejście Covid-19. "Zaczęło we mnie kiełkować podejrzenie, że to koronawirus. Wykupiłem test komercyjny - trzeba pojechać samochodem i robią test - tylko problem polegał na tym, że nie byłem w stanie dowlec się do samochodu. Szczęście moje polega na tym, że mieszkam na Woli, 200 metrów od szpitala zakaźnego" - opowiadał. "Słabość brzmi dosyć abstrakcyjnie. Każdy jest słaby jak ma grypę. Moja słabość to było coś niesamowitego. Po kilku dniach w domu postanowiłem się umyć. Chciałem zmyć jakoś tę chorobę z siebie. Dowlokłem się pod prysznic. Umyłem się, wyszedłem spod prysznica i musiałem się położyć, rzucić na łóżko mokry, niewytarty. Nie byłem w stanie ustać" - relacjonował.

W szpitalu na początku robiono mi badania rentgenowskie, prześwietlano klatkę piersiową. Stałem przed aparatem i nie byłem w stanie ustać, mało się nie wywróciłem. Podsunięto mi krzesło i pozostałe zdjęcia rentgenowskie robiono mi na krześle - mówił w Porannej rozmowie Igor Zalewski - dziennikarz i publicysta, który po zakażeniu koronawirusem trafił do szpitala zakaźnego na warszawskiej Woli.

Pytany o to, jak wyglądała jego hospitalizacja, gość Roberta Mazurka stwierdził: "To jest bardzo nieludzka rzeczywistość". Oddzielonym się jest od świata taką śluzą, do której nie ma się prawa wejść. Odwiedzają cię tylko jakieś dziwne istoty w takich kosmicznych skafandrach - twarzy nie jesteś w stanie zauważyć. Pościel, w której leżysz, jest plastikowa - wyliczał. Otoczenie jest strasznie nieludzkie i tym bardziej człowieczeństwo ludzi, którzy się tobą zajmują, robi wrażenie. Byłem wielokrotnie wzruszony dobrocią i empatią ludzi, którzy się mną opiekowali - dodał Zalewski.

Miałem kilka takich sytuacji, kiedy ludzie odrzucali fakt, że przechorowałem Covid. Jeden pan mi mówił: "Wie pan, to grypa". Odpowiedziałem: "Jak miałem grypę to nie trafiłem na dwa tygodnie do szpitala" - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM dziennikarz i publicysta Igor Zalewski. Z ludźmi odpornymi na argumenty nie ma sensu dyskutować - dodał. 


Schudłem 13 kilo, co jest bardzo sympatycznym działaniem koronawirusa, za to jestem mu wdzięczny - tak w Porannej rozmowie w RMF FM Igor Zalewski mówił o "pozytywnych" skutkach przejścia zakażenia koronawirusem. Dziennikarz i publicysta, u którego w sierpniu stwierdzono Covid-19 żartował, że "popadł w abstynencję, której nie pamięta za swojego dorosłego życia". Trwa od choroby. Kompletnie mi się skończyła chęć na popijanie alkoholu - stwierdził. Jak ocenił, "stał się bardziej cierpliwym człowiekiem". Mówił też o zupełnie negatywnych skutkach choroby. Mam poczucie skokowego postarzenia się. Koronawirus postarzył mnie o dobrych kilka lat. Czas się nie cofa, więc już taki starszy pozostanę - skwitował gość Porannej rozmowy w RMF FM.


Pełna treść rozmowy:

Robert Mazurek, RMF FM: Państwa i moim gościem jest Igor Zalewski. Dziennikarz, publicysta, twórca Akademii Retoryki. Mój znajomy, ale nie dlatego jest naszym gościem, że moim znajomym. To człowiek, który pokonał koronawirusa.

Igor Zalewski: Cześć, ale prawda jest taka, że jestem tutaj, dlatego że jestem twoim znajomym. Bo miałem mnóstwo opcji występów medialnych, żeby opowiadać, jak się walczy z koronawirusem, ale nie chciałem zostać covidowym celebrytą. Dla Ciebie oczywiście robię wyjątek.

No to bardzo się cieszę, że dla mnie i dla naszych słuchaczy zrobiłeś wyjątek. Jak to się zaczęło? Jak człowiek dowiaduje, że na koronawirusa?

Ma nadzieję, że to nie jest koronawirus. Mnie to dopadło pod koniec sierpnia. Obudziłem się pewnego dnia z gorączką, nie najlepiej się czułem. Myślę: no cóż jestem pechowcem, więc pewnie jako pierwszy Polak zaliczam grypę jesienną już w sierpniu. Ale potem, drugiego dnia nic nie poprawiło, trzeciego dnia nic nie poprawiło, miał bardzo wysoką gorączkę, której nie byłem w stanie zbić. No i przede wszystkim byłem straszliwie słaby. Kiedy te objawy nie ustępowały, jak to zazwyczaj ma miejsce przy grypie, no to zaczęło we mnie kiełkować podejrzenie, że to koronawirus. Wykupiłem sobie taki test komercyjny, że trzeba pojechać samochodem i tam robią ten test. Tylko problem polegał na tym, że nie byłem w stanie dowlec się do samochodu i pojechać najzwyczajniej w świecie. Byłem tak słaby.

To co zrobiłeś?

Szczęście moje polega na tym, że mieszkam na Woli, 200 metrów obok szpitala zakaźnego.

Tego, dla którego dyrektorem jest Andrzej Horban, w tej chwili główny doradca premiera do walki z koronawirusem?

Tak jest. Świetny szpital. Pewnie jeszcze o nim opowiem troszeczkę. Tam się dowlokłem. To był sierpień panowały inne zasady troszkę niż obecnie. W ogóle chorowałem bardzo dobrym momencie.

Jeżeli w ogóle może być dobry moment na koronawirusa.

Przed szpitalem był taki namiot, w którym osoby, które źle się czuły, mogły sobie zrobić test. Mi tam zrobiono test. Po 2 dniach okazało się, że ten test wyszedł pozytywnie. Zaproszono mnie do szpitala.

Ale nie skorzystałeś od razu, tak?

Nie, nie. Skorzystałem. Byłem sam, dlatego że moja rodzina -szczęście w nieszczęściu - pojechała sobie na wakacje na Mazury. A ja rzeczywiście czułem się fatalnie. Żeby to zobrazować...

Ale czy ty wiesz, skąd się zaraziłeś? Gdzie się zaraziłeś? Bo miałeś jednak kontakt, mimo że rodzina na wakacjach, to miałeś kontakt z jakimiś innymi ludźmi.

Nie mam zielonego pojęcia. Ja kilka dni przed chorobą byłem w Krakowie. Kraków był takim "siedliskiem" koronawirusa. W ogóle żona mi mówiła: nie jedź tam, bo jeszcze się zarazisz. Oczywiście jak to żona, miała pewnie rację. I pewnie się w tym Krakowie zaraziłem. Natomiast od kogo? Nie mam zielonego pojęcia. Ludzie, z którymi tam kontaktowałem się, stykałem, po tym, jak ja zachorowałem, sami się przebadali. Byli zdrowi, więc może w pociągu...

Dobrze. Mówisz, że byłeś słaby. Co to znaczy, że byłeś słaby? Nie jesteś jeszcze starszym panem. To rzeczywiście często wygląda mniej więcej tak: tak myślimy... młodzi to w ogóle myślą, że są nieśmiertelni. To oczywiste. Jak byliśmy młodzi, też tak myśleliśmy zapewne. A cała reszta myśli: to jest choroba starszych państwa, takich starszych pań, starszych panów.

No cóż, kiedy oglądam seriale familijne, to coraz częściej się identyfikuję z dziadkami, ale faktycznie dziadkiem jeszcze nie jestem, za co mojej córce dziękuję. Jestem w dosyć niezłej kondycji fizycznej, tak w ogóle. Jestem zdrowym człowiekiem, nie jestem schorowany. I "słabość" - to brzmi dosyć abstrakcyjnie. Każdy jest słaby, jak jest chory, jak właśnie ma tę legendarną grypę.

A jak u ciebie to wyglądało?

To było zupełnie coś niesamowitego. Najlepiej chyba zilustruje to moja opowieść o prysznicu - mianowicie po kilku dniach w domu postanowiłem się jednak umyć, bo byłem strasznie przepocony no i chciałam zmyć jakoś tę chorobę z siebie, więc dowlokłem się pod prysznic, wziąłem go, umyłem się, wyszedłem spod prysznica... I musiałem się położyć. Musiałem się rzucić na łóżko. Mokry, nie wytarty po tej kąpieli, ponieważ nie byłem w stanie ustać. Musiałem po prostu. Rzuciłem się na to łóżko, jak głodny na chleb. Tak wyglądała moja słabość. Inny przykład tej słabości, już w szpitalu. Na początku robiono mi badania rentgenowskie. No prześwietlano klatkę piersiową. Stałem przed tym aparatem i nie byłem w stanie ustać. Mało nie wywróciłem, podsunięto mi krzesło i pozostałe zdjęcia rentgenowskie robiono mi na krześle, dlatego że nie mogłem stać.

Opowiadałeś mi, że masz to szczęście, że byłeś jeszcze w luksusowych warunkach, w izolatce. Jak wyglądała w ogóle opieka lekarska i opieka pielęgniarska w szpitalu?

Chciałbym być oryginalny i kontrowersyjny, ale nic oryginalnego i kontrowersyjnego nie powiem. Była wspaniała. Była doskonała. To jest w ogóle bardzo nieludzka rzeczywistość. Jest się w izolatce, odgrodzonym się jest od świata taką śluzą, do której nie ma się prawa wejść. No i odwiedzają cię tylko jakieś dziwne istoty w takich kosmicznych skafandrach...

Tacy kosmici rzeczywiście, tak?

Twarzy nie jesteś w stanie zauważyć. Pościel, w której leżysz, jest plastikowa. To jest, to otoczenie jest strasznie ludzkie. I tym bardziej człowieczeństwo ludzi, którzy się tobą zajmują, robi wrażenie. Ja tam byłem po prostu wielokrotnie wzruszony tą dobrocią i empatią ludzi, którzy się mną opiekowali.

To nie jest trochę tak, że wiesz, spotkali znanego dziennikarza, celebrytę i może dlatego byli dla ciebie mili?

Mylisz siebie ze mną. Być może, gdybyś ty tam był, to tak by cię traktowano. Mniej nikt w ten sposób nie postrzegał, ponieważ nie jestem celebrytą i nikt nie rozpoznawał we mnie jakiegoś tam dziennikarzyny. Traktowano mnie jako normalnego człowieka i traktowano... Stopień człowieczeństwa, który w tym nieludzkim świecie mnie otaczał był naprawdę wzruszający. Kilka razy, dziękując tam, autentycznie się wzruszyłem miałam łzy w oczach.

Nosisz maseczkę nadal?

Tak. Oczywiście, że noszę. To znaczy ja raczej nie zarażam, natomiast nie wiadomo po pierwsze jak długo, bo zdarzają się przypadki powtórnego zarażenia, a po drugie, uważam, że trzeba funkcjonować w tym reżimie, który mamy i jestem jednym z obywateli. Staram się zajmować postawę obywatelską.

No właśnie, co powiesz tym wszystkim ludziom, którzy mówią: nie. Nie ma Covidu-19. To znaczy być może wirus jest, ale wiesz - grypa też jest i nikt z tego powodu nie robi halo i nie zamyka połowy świata.

Szczerze mówiąc, to miałem kilka takich sytuacji, kiedy ludzie odrzucali fakt, że przechorowałem Covid-19 i jeden taki pan mi mówił: wie pan, to grypa. Ja mówię: ale jak miałam grypę kiedyś, to nie trafiłem na dwa tygodnie do szpitala. "E, to grypa" - usłyszałem. Więc cóż, takim ludziom mówię: tak, masz rację. To tylko grypa. Bo nie jestem w stanie ich przekonać, najzwyczajniej w świecie. A z ludźmi odpornymi na argumenty nie ma sensu dyskutować.