"Wszystko jest w porządku. Jest to bezpieczna szczepionka, dobra, dająca gwarancję tego, że możemy przystąpić do walki z wirusem" - mówi o swoim samopoczuciu dr Agnieszka Szarowska, jedna z pierwszych osób w Polsce, które 27 grudnia przyjęły szczepionkę na Covid-19. Według ostatnich danych do tej pory w Polsce zaszczepionych zostało 80 tysięcy osób. "Żadna szczepionka nie powinna być zmarnowana" – podkreśla gość Porannej rozmowy w RMF FM. Szpital MSWiA w Warszawie, w którym pracuje, dostał w poniedziałek 2000 dawek. Na ich wykorzystanie ma czas do soboty. "Domyślamy się, że w sobotę możemy mieć nadmiar szczepionki i wtedy będziemy starali się znaleźć osoby, które będą chciały się zaszczepić. Będziemy dzwonić i prosić, żeby ktoś natychmiast przyjechał, bo mamy szczepionkę. Nie możemy doprowadzić do tego, że szczepionka ląduje w koszu" - podkreśla rozmówczyni Roberta Mazurka.

Dr Agnieszka Szarowska ze szpitala MSWiA w Warszawie była jedną z osób zaszczepionych 27 grudnia, pierwszego dnia szczepień na Covid-19 w Polsce. Pytana w RMF FM, jak się czuje, odpowiada: "Uszy mi nie urosły, uszy mam w porządku, żadnych innych kończyn dodatkowych nadal nie obserwuję".

Podkreśla, że źródłem wiedzy dla ludzi powinny być artykuły medyczne, a nie "wpisy na Facebooku".

Pełnomocnik dyrektora CSK MSWiA ds. Covid-19 obala obawy koronasceptyków przed szczepieniami. "Badania nad szczepionkami są od 200 lat" - przypomina - "To jest 200 lat pracy naukowców".

Jej zdaniem, jedynym środowiskiem, które nie powinno się szczepić, są kobiety w ciąży.


"Nie jest to wskazane. Trwają badania na temat szczepienia kobiet w ciąży. W wyjątkowych sytuacjach ze względu na duże ryzyko możemy dopuścić kobietę w ciąży do zaszczepienia, ale lepszym rozwiązaniem jest to, że całe środowisko, które będzie się z nią stykało: najbliższe osoby, mieszkańcy, osoby, które chcą ją odwiedzić po porodzie lub w trakcie ciąży - one powinny się zaszczepić, stanowiąc tak zwany kokon ochronny" - mówi w Porannej rozmowie w RMF FM lekarz zakaźnik dr Agnieszka Szarowska.

Dr Szarowska: Szczepionka na Covid-19 jest cenna, nie może lądować w koszu

"Żadna szczepionka nie powinna być zmarnowana" - mówi gość Porannej rozmowy w RMF FM dr Agnieszka Szarowska. Michał Dworczyk z kancelarii premiera na poniedziałkowej konferencji prasowej mówił o 26 dawkach szczepionki na Covid-19, które zostały zutylizowane.

"Jeżeli pod koniec dnia zostaje nam szczepionka, powinniśmy ją wykorzystać. To nie może być tak, że taka cenna rzecz, jaką jest szczepionka, w momencie epidemii ląduje w koszu i idzie do utylizacji" - podkreśla pełnomocnik dyrektora szpitala MSWiA ds. Covid-19.

Dr Szarowska tak opisuje realia szczepień na Covid-19: "Od przygotowania mamy 6 godzin na podanie. Jeśli w ciągu 6 godzin ich nie wykorzystamy, musimy je wyrzucić. Czas jest ograniczony. Uważam, że powinniśmy każdą szczepionkę wykorzystać".

Dodaje, że szczepionka przyjeżdża do szpitala już rozmrożona i placówka ma 5 dni na jej wykorzystanie.

W poniedziałek szpital, w którym pracuje, dostał 2000 dawek.

"Musimy je wykorzystać do soboty. Zaczynamy szczepić medyków spoza naszego szpitala, bo nasz zespół już się wyszczepił. Domyślamy się, że w sobotę możemy mieć nadmiar szczepionki i wtedy będziemy starali się znaleźć osoby, które będą chciały się zaszczepić, np. z naszych pacjentów oraz wśród naszych rodzin. Będziemy dzwonić i prosić, żeby ktoś natychmiast przyjechał, bo mamy szczepionkę. Nie możemy doprowadzić do tego, że szczepionka ląduje w koszu" - podkreśla gość Roberta Mazurka.

Według ostatnich danych, w Polsce szczepionkę na Covid-19 przyjęło do tej pory ponad 80 tysięcy osób.

Dr Szarowska o powrocie dzieci do szkół 18 stycznia: Jest za wcześnie. Dzieci nie będą szczepione

"Jest za wcześnie" - tak dr Agnieszka Szarowska odpowiedziała na pytanie o możliwy powrót dzieci do szkół 18 stycznia.

"Jeszcze nie nabyliśmy odporności poszczepiennej i nauczyciele jeszcze nie zostali zaszczepieni. Poczekajmy do tego momentu, kiedy wyszczepimy pracowników szkół. Dajmy im dwa tygodnie od drugiej dawki. Wtedy można pomyśleć o otwarciu szkół" - tłumaczyła pełnomocnik CSK MSWiA ds. Covid-19. "Pamiętajmy, że dzieci noszą tego wirusa i dzieci nie będą szczepione " - dodała.

Lekarka chorób zakaźnych podkreślała, że "mamy nadal epidemię". Jak oceniła, tempo szczepień w Polsce jest "słabe". "Jeżeli zaszczepiliśmy 85 tysięcy osób przez tydzień, to (...) potrzebujemy 5 lat na wyszczepienie Polski" - wyliczał gość RMF FM.


   (...)

Robert Mazurek: Przebrałem się na tę poważną w sumie rozmowę wyjątkowo niepoważnie. Całkowicie celowo. Mam jakąś absurdalną koszulę w choinki i inne takie. I to mnie nastraja do takiego pytania: a jak tam święta wyglądały u pani doktor? Święta, Sylwester?

Agnieszka Szarowska: W tym roku święta Bożego Narodzenia nie bardzo wyszły, jeżeli chodzi o rodzinną atmosferę ze względu na to, że w Wigilię miałam nieplanowany wyjazd.

Dokąd pani się udała?

Dover. I tam badania kierowców w kierunku zakażenia koronawirusem tak, żeby oni mogli wrócić w tym roku jeszcze do domu. Po powrocie z Dover w pierwszy dzień świąt dyżur, w drugi dzień świąt dyżur, skończyłam dyżur w niedzielę rano...

I została pani spakowana przez rodzinę, tak że w takim razie wyprowadzaj się z domu. To rzeczywiście urocze święta. Czyli jak nie Dover i tiry, to dyżur i koronawirus. Dobrze. A porozmawiamy o szczepieniach. Pani była zaszczepiona pierwszego dnia, czyli dzień po świętach 27 grudnia, prawda?

Tak.

Jak pani się czuje jako zaczipowana i właśnie... Skutki uboczne. Tak przyglądam się pani, co prawda zdalnie, ale przyglądam. Nie widzę jakichś zmian na twarzy, ale może są gdzieś ukryte?

Uszy mi nie urosły, uszy w porządku. Żadnych innych kończyn dodatkowych nadal nie obserwuję (śmiech). Wszystko jest w porządku. Jest to bezpieczna szczepionka mimo tego, co na różnych forach internetowych jest pisane. To są bzdury, jest szczepionka bezpieczna, dobra, dająca gwarancję tego, że możemy bezpiecznie przystąpić do walki z wirusem.


Ale pani doktor, ale ludzie nie bez pewnej racji mówią tak: wszystkie inne leki wprowadzane przeciw również ważnym i groźnym chorobom są bardzo długo testowane, a tutaj trach! Wirus się pojawia w zasadzie w styczniu, a my już w grudniu mamy dostępne szczepionki. A gdzie te wszystkie lata oczekiwań, badań klinicznych?

Przede wszystkim zwróćmy uwagę na to, że badania nad szczepionkami są od 200 lat. To nie są badania, które nagle dzisiaj ktoś miał wymyślić, szczepionkę. To jest 200 lat pracy naukowców. A jeżeli chodzi o to, co się dzieje teraz ze szczepionką przeciwko koronawirusowi, to po pierwsze, laboratoria i naukowcy, którzy zajęli się tylko i wyłącznie tym i ich ciężka praca całymi dniami po to, żeby opracować odpowiedni materiał i wykonać prawidłową szczepionkę, a pozostałą drugą część stanowi grupa badana. To nie jest tak, że mamy ograniczoną ilość osób, na której moglibyśmy przetestować szczepionkę.

Pani zapewnia, że szczepionka jest bezpieczna. Tak zresztą zapewniają wszyscy inni, nie tylko twórcy tej szczepionki, ale również ci, którzy się testują. To porozmawiamy może o tym, jak w takim krótkim poradniku. Już wkrótce, bo pod koniec stycznia mamy być szczepieni my wszyscy, prawie wszyscy. Znaczy najpierw seniorzy, nauczyciele, itd. Ale będziemy szczepieni wszyscy. Mam kilka pytań takich, które ludzie zgłaszają, np. czy kobiety w ciąży będą mogły być szczepione na koronawirusa?

Jeżeli chodzi o kobiety w ciąży, nadal w polskiej charakterystyce produktu leczniczego nie jest to wskazane. Trwają badania na temat szczepienia kobiet w ciąży w wyjątkowych sytuacjach, ze względu na duże ryzyko, możemy dopuścić kobietę w ciąży do zaszczepienia. Ale uważam, że lepszym rozwiązaniem dla kobiet w ciąży jest to, gdzie całe środowisko, które będzie się z nią stykało, najbliższe osoby, mieszkańcy z danego mieszkania, osoby, które chcą ją odwiedzić świeżo po porodzie czy w trakcie ciąży, one powinny się zaszczepić, stanowiąc tzw. kokon ochronny dla osoby, która tej szczepionki przyjąć nie może.

A przewlekle chorzy? Ludzie chorzy np. na cukrzycę, nadciśnienie? Bardzo wielu Polaków cierpi na te schorzenia. Czy oni będą mogli się zaszczepić?

Żadna z chorób przewlekłych, jeżeli nie jest po okresie zaostrzenia, nie stanowi przeciwwskazania do szczepienia. Ważne jest to, żeby już teraz zastanawiać się nad przyjmowaniem szczepionki i można swojego lekarza prowadzącego, lekarza w POZ czy lekarza specjalistę, który się zajmuje naszymi chorobami, zapytać, co on o tym sądzi. Czy jeżeli choruje na jakąkolwiek chorobą przewlekłą, powinien zapisywać się na szczepienie.

80 tysięcy Polaków - to jest informacja z wczoraj wieczora - zostało zaszczepionych przeciwko koronawirusowi. Czy u was też się szczepią poza kolejnością celebryci?

Nie. U nas nie ma takiej możliwości, u nas wykonaliśmy szczepienia. Jeżeli chodzi o znane osoby, to byli to politycy, którzy są też lekarzami. Więc w ten sposób, jeżeli chcieliśmy promować szczepienia, to wykonaliśmy w ten sposób promocję szczepień, więc nie obeszliśmy grupy 0. Zostali zaszczepieni politycy-lekarze.

Tylko lekarze, tak? Dobrze, czyli na razie tylko lekarze. No ale wie pani o tym, że to się zdarzyło szpitalu WUM w Warszawie. W innych miastach w Polsce politycy lokalni, nie wiem czy lokalni celebryci również, zgłaszają się poza kolejnością do szczepień. Pani pozwoliłaby na takie rzeczy u siebie w szpitalu?

Uważam, że żadna szczepionka nie powinna być zmarnowana. W pierwszej kolejności szczepmy medyków, szczepmy pracowników szpitali, osoby, które bezpośrednio się narażają, a w sytuacji takiej, tak jak jest w rozporządzeniu napisane, jeżeli pod koniec dnia zostaje nam szczepionka, powinniśmy ją wykorzystać. Nie może być tak, że taka cenna rzecz, jaką jest szczepionka w momencie epidemii, ląduje w koszu, idzie do utylizacji.


Czy szczepionki przeznaczone do wykorzystania pewnego dnia - jeśli wieczorem okaże się, że nie są wykorzystane - one rzeczywiście lądują w koszu? One są niszczone?

Tak. Od przygotowania mamy 6 godzin na podanie. Jeżeli w ciągu 6 godzin ich nie wykorzystamy, musimy je wyrzucić. Więc czas jest ograniczony i uważam, że powinniśmy każdą szczepionkę wykorzystać.

No tak. Czyli rozumiem, że jest sytuacja nadzwyczajna. Rozumiem, że można przewidzieć, ilu pacjentów przyjmiemy i tyleż szczepionek przygotować.

Z jednej strony tak, a z drugiej strony patrzmy też na ciąg chłodniczy. Jeżeli chodzi o szczepionkę, przyjeżdża do nas rozmrożona. W związku z tym mamy 5 dni na jej wykorzystanie. Wczoraj mój szpital dostał 2000 dawek. Musimy je wykorzystać do soboty. Organizujemy szczepienia, zaczynamy szczepić medyków spoza naszego szpitala, bo nasz szpital już się wyszczepił, ponad 3000 osób już zaszczepiliśmy. Ale domyślamy się, że w sobotę możemy mieć nadmiar szczepionki i wtedy jak najbardziej wg rozporządzenia będziemy znowu starali się znaleźć osoby, które będą chciały się zaszczepić, np. z naszych pacjentów. Mamy bardzo małą liczbę, jesteśmy szpitalem jednoimiennym, więc wśród naszych rodzin. Będziemy dzwonić i prosić, żeby ktoś natychmiast przyjechał, bo mamy szczepionkę.

Czy to się może zdarzyć i nie będzie to skandal pt. "szukamy znajomych", tak?

Po prostu to jest sytuacja nadzwyczajna, gdzie nie możemy doprowadzić do tego, że szczepionka ląduje w koszu.