Ryszard Petru mówi w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM, że może złożyć deklarację, iż odejdzie z polityki, jeśli trafi do Sejmu jesienią, ale będzie nadal w opozycji. Szef i współtwórca partii Teraz wyjaśnia: „Mam 47 lat i nie ma sensu przez kolejne 4 lata nie mieć wpływu na rzeczywistość. My chcemy wchodzić do Sejmu, który obali PiS, a nie Sejmu, który będzie się przyglądał jak PiS niszczy państwo”.

Nie jestem zwolennikiem obalania pomników - mówi w Popołudniowej rozmowy w RMF FM przewodniczący partii Teraz! Ryszard Petru pytany o przewróceniu w Gdańsku pomnika księdza Henryka Jankowskiego. Gość Marcina Zaborskiego dodaje jednak: Rozumiem intencje osób, które to zrobiły. Wolałbym, żeby to był incydent, natomiast to zwraca uwagę na problem (pedofilii w Kościele przyp.red.), jaki istnieje. Jeżeli w sprawie się nic nie dzieje, nie ma żadnych działań, wszyscy zamiatają sprawę pod dywan - to nie dziwmy się, że do takiego aktu (przewrócenia pomnika - przyp. red.) dochodzi - podkreśla Petru.

Zarzuty, które miałem (odnośnie Platformy Obywatelskiej - przyp. red.) są nadal aktualne. (...) Ale w życiu trzeba zawierać kompromisy - tak Petru odpowiada na pytanie, dlaczego partia Teraz! idzie do eurowyborów w koalicji z Platformą Obywatelską, którą wcześniej Petru krytykował. W życiu, biznesie i w polityce trzeba zawierać kompromisy. (...) Trzeba zawierać kompromisy, które są dobre. One powinny być dobre dla Polski i dla poszczególnych ugrupowań. Uważam, że ta koalicja musi być koalicją różnorodną - dodaje gość Marcina Zaborskiego.

Petru pytany o to, czy sam powalczy o miejsce w europarlamencie odpowiada: Żadnych decyzji bym w tym momencie nie ogłaszał, bo nie ma decyzji PSL-u, czy wchodzi do Koalicji Europejskiej. Petru dodaje jednak, że "wszystko jest możliwe".

Ryszard Petru w Popołudniowej rozmowie w RMF FM. Posłuchaj!

Ryszard Petru mówi w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM, że może złożyć deklarację, iż odejdzie z polityki, jeśli trafi do Sejmu jesienią, ale nadal będzie w opozycji. Szef i współtwórca partii Teraz! wyjaśnia: Mam 47 lat i nie ma sensu przez kolejne 4 lata nie mieć wpływu na rzeczywistość. My chcemy wchodzić do Sejmu, który obali PiS, a nie Sejmu, który będzie się przyglądał jak PiS niszczy państwo.


Marcin Zaborski, RMF FM: Zakrzyknął pan dziś z samego rana?

Ryszard Petru, lider partii Teraz!: A o co panu chodzi?

Chodzi mi o to, czy się pan oburzył tym, co się stało w nocy w Gdańsku.

Chodzi panu o pomnik, tak?

Tak, trzej mężczyźni przewrócili pomnik prałata Henryka Jankowskiego.

Szersza sprawa. Mianowicie, z jednej strony nie jestem zwolennikiem obalania pomników, bo to na tej zasadzie każdy pomnik można obalić. Niemniej jednak tutaj brak jakichkolwiek działań ze strony kurii, nie było działań ze strony też w pewnym sensie urzędu miasta, ta sprawa nabrzmiewała i rozumiem, że do tego aktu doszło w wyniku emocji z tym związanych i to rozumiem, że też chodzi o taki symboliczny gest: "Słuchajcie, nic się w tej sprawie nie dzieje".

No tak, zaraz do tego dojdziemy, czy się dzieje, czy się nie dzieje. Pan jako polityk, który na co dzień upomina się o praworządność, o przestrzeganie i respektowanie prawa w Polsce, zaapeluje pan dzisiaj: "Nie idźmy tą drogą, nie obalajmy pomników w ten sposób"?

Nie jestem zwolennikiem obalania pomników. Rozumiem intencje osób, które to zrobiły, wolałbym żeby to był incydent. Natomiast to zwraca też uwagę na problem, jaki istnieje. Jak pan wie, państwo wiedzą, Joanna Scheuring-Wielgus wraz z fundacją "Nie lękajcie się" wczoraj wręczyli raport o pedofilii w polskim Kościele papieżowi Franciszkowi. Dzisiaj opublikowali ten raport, opublikowali nazwiska 25 biskupów (w raporcie są 24 nazwiska biskupów - przyp. red.) którzy chronili księży pedofilów, w związku z tym temat istnieje.

Bez wątpienia, tego nikt nie podważa. Ale Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar na przykład pisze dzisiaj na Twitterze: "W państwie demokratycznym pomniki się stawia, ale także obala w sposób przewidziany przepisami prawa". Na co Joanna Scheuring-Wielgus, komentując wydarzenia gdańskie, pisze dzisiaj tak: "To było obywatelskie nieposłuszeństwo. Ludzie wzięli sprawę w swoje ręce". Trudno mi nie pytać, czyli co:teraz będzie tak, że można będzie obalać pomniki wedle własnego sumienia?

Jeszcze raz podkreślam, że nie jestem zwolennikiem obalania pomników, ale zgodzę się z Joanną w tym sensie, że nie może być tak, że jeżeli w jakieś sprawie się nic nie dzieje, nie ma żadnych działań, wszyscy zamiatają sprawę pod dywan, to nie dziwmy się, że do takiego aktu dochodzi.

Tyle że pełniący obowiązki prezydenta Gdańska Aleksandra Dulkiewicz wyjaśniła dzisiaj, że dzieje się w tej sprawie, że władze podjęły działania, że jest zaplanowane głosowanie w Radzie Miasta i tłumaczyła, że nie może być zgody na akty wandalizmu, które noszą znamiona przemocy symbolicznej.

Jeszcze raz, są osoby, które są poszkodowane i ta sprawa od dłuższego czasu nabrzmiewa, w związku z tym rozumiem, dlaczego tak się stało. Nie jestem zwolennikiem tego typu akcji, natomiast jeszcze raz podkreślam, miejmy świadomość tego, że jak będą pewne sprawy zamiatane pod dywan, to różnego rodzaju bardziej radykalne działania mogą mieć miejsce, stąd też tak ważne jest wzięcie sprawy przez Kościół katolicki w Polsce na agendę i powiem szczerze, jestem pod wrażeniem sposobu traktowania tej delegacji polskiej, przez organizatorów audiencji u papieża Franciszka. Joanna Scheuring-Wielgus opowiadała, jak to było. Weszła tam, wiedzieli że będzie, zaprosili ją bardziej do środka, powiedzieli, gdzie będzie przechodził papież Franciszek i ustawili ich w taki sposób, żeby mogli chwilę z nim porozmawiać i przekazać raport. W związku z tym tam była w pewnym sensie otwartość na zmierzenie się z tym problemem i apelowałbym do Kościoła katolickiego, żeby też zmierzył się z tym problemem, a wtedy takich aktów wandalizmu nie będzie, bo to nie jest akt, który jest godny poparcia, natomiast rozumiem z drugiej strony, dlaczego tak się stało.

Panie przewodniczący, na pierwszych stronach programu Nowoczesnej, dawno dawno temu, kiedyś pisał pan tak, że tworzy pan partię z uwagi na gniew na bezideowość i bezruch rządów Platformy Obywatelskiej, oburzenie na ich kłamstwa, zaniechania, leniwą i niemoralną politykę. Uśmiecha się pan, to dobrze. A dzisiaj idzie pan z Platformą pod rękę - dołączając do Koalicji Europejskiej. To znaczy, że Platforma już się otrząsnęła z tego wszystkiego, o czym pan wtedy pisał?

Po pierwsze jest tak, że te zarzuty, które miałem są nadal aktualne. Miałem pretensje za skok na OFE, za brak reform gospodarczych, niemniej jednak mamy przed sobą dylemat, mianowicie mamy przed sobą wybory europejskie. Można iść oddzielnie albo można stworzyć koalicję, która jest koalicją oczekiwaną przez Polaków, szeroką, która w wyborach europejskich ma wspólny mianownik. Silna Polska w Europie, nie na peryferiach Europy, demokracja, praworządność...

I tę koalicję trzeba założyć z partiami, o których pan mówił głośno i wyraźnie, że to są stare partie, którym się w ogóle już nie chce, że tam są ludzie, którym naprawdę się niczego nie chce, bo są zmęczeni ostatnimi 25 latami i nagle idzie pan z nimi pod rękę, z tymi starcami, którymi się nie chce?

Nie użyłem nigdy słowa starcy.

Zgoda.

To jest raz. A dwa...

Ale co, już im się chce?

Mogę powiedzieć jedną rzecz?

Pewnie.

W życiu, biznesie i w polityce trzeba zawierać kompromisy.

Czyli to jest biznes?

W życiu, biznesie, w polityce. Akurat powiem panu, że relacje biznesowe są często dużo bardziej czyste niż polityczne, ale wracam... Uważam, że trzeba zawierać kompromisy, które są dobre. One powinny być dobre dla Polski i dla poszczególnych ugrupowań. Uważam, że ta koalicja musi być koalicją różnorodną, ja się nigdy nie zgodzę z PSL na to, żeby KRUS był bez zmian. Jestem zwolennikiem reformy KRUS-u i odchodzenia od tego sytemu na rzecz normalnego systemu ZUS-owskiego dla rolników. Natomiast możemy się różnic w kwestiach programowych w tym obszarze, ale do wyborów do europarlamentu bardzo łatwo iść wspólnie, bo jest wspólny mianownik. Wbrew pozorom jest dużo trudniej...

Idąc wspólnie powalczy pan o miejsce w europarlamencie...

Zaraz skończę. Dużo trudniej będzie znaleźć formułę programową na wybory do polskiego parlamentu, dlatego że w tych wyborach do polskiego parlamentu kwestie gospodarcze będą istotne. 

O tym za chwilę. Pan startuje w wyborach do europarlamentu?

Żadnych decyzji bym w tym momencie nie ogłaszał, bo nie ma decyzji PSL-u, czy wchodzi do Koalicji Europejskiej czy nie. 

Czyli pan może wystartować w wyborach europejskich?

Wszystko jest możliwe, natomiast powiem tak: żadnych decyzji personalnych nie ma ostatecznych, bo jeśli do Koalicji Europejskiej wchodzi PSL, wtedy na tych listach potrzebne jest miejsce dla większej liczby partnerów. Rozumiem dylematy PSL.

Chce pan, żebym uwierzył, że rozmawiając z Grzegorzem Schetyną o dołączeniu do Koalicji Europejskiej, pan nie rozmawia ilu kandydatów wystawiacie, jakie miejsca dostajecie, czy biorące?

Panie redaktorze, wiadomo, że o wszystkim rozmawiam.

No i co? Posłowie partii Teraz!, jest ich troje - startują w tych wyborach, czy nie?

Na pewno część będzie startowała, ale chcę powiedzieć tylko tyle...

Część z tej trójki?

Ale panie redaktorze, pan chyba nie oczekuje, że ja panu będę teraz opowiadał o czym ja rozmawiam albo z Grzegorzem Schetyną albo z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem.

Nie, oczekuję odpowiedzi na pytanie. Czy partia Teraz! może sobie pozwolić na to, żeby trzy najbardziej znane twarze tejże partii, bo to jest trójka posłów, nie startowały w wyborach do Parlamentu Europejskiego?

Większość będzie startować, natomiast nie chciałbym niczego deklarować i wracam do kwestii PSL, bo wydaje mi się krytyczna. Rozumiem ich dylemat startowania, niestartowania, bo mają ten sam elektorat co PiS w dużym stopniu, jeśli chodzi o elektorat wiejski i zawsze istnieje ryzyko, że PSL - startując w Koalicji Europejskiej - odda część elektoratu na rzecz PiS-u i zawsze istnieje ryzyko, że na zawsze. Z drugiej strony, nie startując mogą nie uzyskać odpowiedniego wyniku, by wprowadzić po raz kolejny 4 europosłów do europarlamentu. Dla nich to jest fundamentalna decyzja, bo też siłą rzeczy powoduje podziały w PSL-u, a podziały dla żadnej partii nie są dobre.

To pan wie doskonale.

Doskonale o tym wiem. Mogę o tym książkę napisać.

Myśli pan że Grzegorz Schetyna bardzo czeka na Donalda Tuska, tutaj w Polsce?

Moim zdaniem, wie pan, to jest normalne. Jeżeli Grzegorz Schetyna buduje Koalicję Europejską, to chce wygrać. Jeśli Koalicja Europejska wygra ten najbliższy pojedynek z PiS-em, to jakby siłą rzeczy będzie to fala, która poniesie nas wszystkich na wybory do parlamentu polskiego. Jakby pomysł Donalda Tuska, o którym mówił, o ruchu 4 czerwca z samorządowcami, będzie jakby mniej potrzebny, powstanie koncept wygrywający.

Odpowiedź na pytanie, czy Grzegorz Schetyna czeka na Donalda Tuska, na razie nie padła. Może padnie na RMF24.PL.

Padła, ale trzeba między wierszami czytać.

To może ja nie rozumiem wszystkiego, ale spróbuję zaraz to zrozumieć także w portalu Interia.pl.