NASA przygotowuje się do przeprowadzenia jednej z najbardziej innowacyjnych misji w historii współczesnej astronautyki. Stawką jest uratowanie cennego kosmicznego teleskopu, Neil Gehrels Swift Observatory, który od ponad dwóch dekad dostarcza naukowcom bezcennych danych na temat najbardziej gwałtownych zjawisk we Wszechświecie. Jeśli misja się nie powiedzie, 22-letni satelita może w ciągu kilku miesięcy spłonąć w atmosferze Ziemi. Ma go uratować robotyczny statek serwisowy LINK, opracowany przez firmę Katalyst Space. Satelita przeszedł właśnie kluczowy etap przygotowań do startu, został zamknięty w osłonie aerodynamicznej rakiety Pegasus XL w ośrodku NASA Wallops Flight Facility w stanie Wirginia. Początek misji planowany jest jeszcze w czerwcu.
- Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Swift został wyniesiony na orbitę w 2004 roku i od tego czasu nieprzerwanie monitoruje niebo, rejestrując krótkotrwałe, intensywne rozbłyski gamma, promieniowanie rentgenowskie oraz ultrafioletowe pochodzące z eksplodujących gwiazd i innych dynamicznych obiektów kosmicznych. Jak przypomina portal science.org początkowo teleskop krążył na wysokości 600 kilometrów nad Ziemią, jednak przez lata jego orbita stopniowo się obniżała. W ostatnich miesiącach tempo tego procesu gwałtownie wzrosło, głównie za sprawą wyjątkowo silnej aktywności słonecznej, która podgrzała i rozrzedziła górne warstwy atmosfery, zwiększając opór powietrza działający na satelitę.
Pierwotnie szacowano, że Swift pozostanie na orbicie do początku lat 30. XXI wieku, jednak obecnie jego wysokość wynosi już zaledwie 370 kilometrów. Jeśli nie zostaną podjęte żadne działania, teleskop może wejść w atmosferę i spłonąć jeszcze przed końcem bieżącego roku. W obliczu zagrożenia NASA zdecydowała się na bezprecedensową operację. We wrześniu 2025 roku agencja zleciła amerykańskiemu startupowi Katalyst Space Technologies budowę specjalnego statku ratunkowego, który miałby przechwycić Swift i podnieść jego orbitę. Na realizację tego ambitnego projektu przeznaczono zaledwie osiem miesięcy, to tempo w przypadku misji kosmicznych niemal niespotykane.
Tak szybkie tempo realizacji projektu jest rzadkością w branży kosmicznej, gdzie podobne przedsięwzięcia zwykle trwają latami. "To, co osiągnął nasz zespół w tak krótkim czasie, jest niezwykłe" - podkreśla Ghonhee Lee, prezes Katalyst Space. "Zaprojektowaliśmy, zbudowaliśmy, przetestowaliśmy i zintegrowaliśmy robotyczny statek zdolny do przeprowadzenia jednej z najbardziej ambitnych komercyjnych misji serwisowych w historii" - dodaje.
Efektem prac jest ważący 400 kilogramów pojazd LINK. Po serii intensywnych testów, w tym prób w komorze wibracyjnej, satelita o rozmiarach lodówki jest już gotowy do startu. Po zakończeniu procesu integracji z rakietą Pegasus XL, całość zostanie przetransportowana na pokładzie specjalnie przystosowanego samolotu Stargazer, zmodyfikowanego Lockheeda L-1011. Celem podróży będzie odległy atol Kwajalein na Wyspach Marshalla, skąd jeszcze w czerwcu planowany jest start misji. To właśnie tam LINK rozpocznie swoją podróż na orbitę, by wykonać zadanie, które może zrewolucjonizować podejście do eksploatacji satelitów i obserwatoriów kosmicznych.
Po wyniesieniu na orbitę LINK będzie potrzebował od tygodnia do dwóch, by dogonić Swifta. Podczas zbliżania do teleskopu, wykona szczegółowe zdjęcia, co pozwoli kontrolerom na Ziemi ocenić stan techniczny satelity i zaplanować bezpieczne przechwycenie. Następnie, za pomocą trzech robotycznych ramion, LINK uchwyci Swifta i przez ponad sześć tygodni stopniowo podniesie jego orbitę z powrotem na wysokość 600 kilometrów. Po zakończeniu manewru teleskop zostanie uwolniony, by mógł kontynuować swoją misję naukową przez kolejne lata.
To pierwsza w historii próba robotycznego przechwycenia i podniesienia orbity naukowego satelity na taką skalę. Dotychczas podobne operacje przeprowadzano jedynie w ramach testów technologicznych. Eksperci podkreślają, że powodzenie misji może otworzyć zupełnie nowe możliwości w zakresie serwisowania, napraw i przedłużania życia satelitów naukowych i komercyjnych. Udana misja LINK może mieć daleko idące konsekwencje dla przyszłości eksploracji kosmosu. NASA liczy, że technologia ta pozwoli nie tylko na ratowanie innych cennych satelitów, takich jak zbliżający się do końca swojej misji Hubble, ale także na rutynowe serwisowanie i tankowanie pojazdów na orbicie. To szansa na znaczne wydłużenie żywotności kosztownych instrumentów naukowych i komercyjnych, a także na ograniczenie liczby niekontrolowanych wejść satelitów w atmosferę.


