Kombinacja alpejska łączy w sobie dwie najbardziej odmienne narciarskie konkurencje: zjazd i slalom. Z jednej strony wymaga prędkości, a z drugiej nienagannej techniki. 90 lat temu to była pierwsza narciarska konkurencja rozgrywana na Igrzyskach. Dziś, w czasach sportowej specjalizacji, zadebiutuje w nowej odsłonie.
Po raz pierwszy kombinacja pojawiła się na Igrzyskach Olimpijskich w 1936 roku. W Garmisch-Partenkirchen złote medale zdobyli przedstawiciele Niemiec.
Gdy Igrzyska wróciły po II Wojnie Światowej, alpejskich konkurencji było więcej. W Sankt Moritz oprócz kombinacji rywalizowano w obu składowych tej konkurencji, czyli zjeździe i slalomie. W ramach slalomu oczywiście odbywały się dwa przejazdy. Później z kombinacji zrezygnowano na rzecz slalomu giganta.
Specjaliści potrafiący łączyć dwie skrajne narciarskie umiejętności dostali ponownie szansę walki o olimpijskie medale dopiero w Calgary w 1988 roku. System był podobny jak 40 lat wcześniej - zjazd i dwa przejazdy slalomu.
Świat sportu zaczął się jednak zmieniać. Specjalizacja stała się niezbędna. Coraz mniej narciarzy i narciarek potrafiło z powodzeniem łączyć dwie odmienne konkurencje. Efekty wyglądały przeciętnie: slalomiści męczyli się na trasie zjazdu. Zjazdowcy w toporny sposób walczyli o życie na trasie slalomu. W efekcie zamiast wyrównanej walki mieliśmy ogromne różnice w czołówce. To jednak była szansa, by się pokazać. W Nagano w 1998 roku wykorzystał ją Andrzej Bachleda-Curuś, zajmując 5. lokatę.
Zasady postanowiono zmienić podczas Igrzysk w 2010 roku. W Vancouver zadebiutowała superkombinacja. Do zjazdu doliczano już tylko jeden przejazd trasy slalomu. Tak było przez kolejnych 12 lat.
Jeszcze w Pekinie po złote medale w superkombinacji sięgnęli Szwajcarka Michelle Gisin i Austriak Johannes Strolz. W programie Igrzysk pojawiła się także rywalizacja drużynowa. Na trasie slalomu równoległego walczyli dwaj zawodnicy i dwie zawodniczki z danego kraju. Odbywały się cztery przejazdy. Zwycięstwo dawało punkt na konto drużyny. System pucharowy obowiązywał od 1/8 finału aż do walki o złoto.
Na włoskich Igrzyskach tego już nie zobaczymy, podobnie jak superkombinacji. Zamiast tego zadebiutuje drużynowa kombinacja. Dziś o medale powalczą w niej w Bormio alpejczycy, a jutro w Cortinie d’Ampezzo alpejki. Wreszcie nie trzeba znać się na wszystkim. Wystarczy specjalizacja.
Zespoły będą się składać z jednego specjalisty od zjazdu i jednego ze slalomu. Łączny czas przejazdów zdecyduje o tym, kto zdobędzie miejsca na podium. Trzeba przyznać, że brzmi interesująco.
W męskiej rywalizacji zgłoszonych zostało 21 duetów z 9 krajów. Po cztery pary zawodników zgłosiły: Austria, Szwajcaria i Włochy. Trzy duety wystawiają Francuzi, a dwa Norwegowie.
O medale powalczą także: Czesi, Niemcy, Finowie i Amerykanie.
Bardzo mocno wyglądają szwajcarskie pary: Marco Odermatt i Loic Meillard, Franjo von Alleman i Tanguy Nef oraz Alexis Monney i Daniel Yule. Mocni powinni być Francuzi: Nils Allegre i Clement Noel oraz Maxence Muzaton i Paco Rassat. Świetnych slalomistów mają Norwegowie, na czele z liderem pucharu świata w tej konkurencji Atle Lie McGrathem. Groźni u siebie na pewno będą Włosi z medalistami zjazdu Giovannim Franzonim i Dominikiem Parisem.
Późnym popołudniem poznamy kobiece składy. Panie w tej samej specjalności powalczą w Cortinie d’Ampezzo we wtorek.
Dziś początek rywalizacji w Bormio na trasie zjazdu o 10:30. Slalom rozpocznie się o 14:00.


