"Brytyjski obywatel Jimmy Lai został dziś skazany w Hongkongu na 20 lat więzienia za korzystanie z prawa do wolności wypowiedzi, po politycznie motywowanym procesie. Dla 78-latka jest to równoznaczne z wyrokiem dożywotnim" - pisze o wyroku w sprawie magnata prasowego minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Yvette Cooper. Lai został dziś skazany za zmowę z obcymi siłami. Decyzja ws. twórcy jednego z najważniejszych prodemokratycznych dzienników "Apple Daily" może znacznie pogorszyć relacje między Londynem a Pekinem.

  • Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl

"Dla 78-latka jest to równoznaczne z dożywotnim wyrokiem. Nadal jestem głęboko zaniepokojona stanem zdrowia pana Lai i ponownie wzywam władze Hongkongu do zakończenia tej przerażającej męki i uwolnienia go ze względów humanitarnych, aby mógł ponownie być się z rodziną" - zaznaczyła Cooper.

"Chińskie przepisy o bezpieczeństwie narodowym zostały nałożone na Hongkong, aby uciszyć krytyków Chin" - stwierdziła brytyjska minister. "Po dzisiejszym wyroku będziemy szybko podejmować dalsze działania w sprawie pana Lai" - dodała.

"Solidaryzujemy się z mieszkańcami Hongkongu i zawsze będziemy uznawać historyczne zobowiązania podjęte w ramach prawnie wiążącej chińsko-brytyjskiej wspólnej deklaracji. Chiny muszą robić to samo" - napisała.

Stanowisko Chin

 Jimmy Lai poważnie naruszył zasadę "jeden kraj, dwa systemy", szkodząc bezpieczeństwu narodowemu oraz stabilności Hongkongu - komentował wyrok rzecznik MSZ Lin Jian podczas briefingu. Zaznaczył, że władze centralne "zdecydowanie popierają" egzekwowanie prawa, a jego skuteczne wdrażanie sprawia, że "prawa i wolności mieszkańców (Hongkongu - przyp. RMF FM) są lepiej chronione".

Wyrok z satysfakcją przyjął szef administracji Hongkongu John Lee. Ocenił, że kara jest "powszechnie oklaskiwana", a Lai wykorzystywał swój dziennik do "zatruwania umysłów". Chińskie Biuro ds. Hongkongu i Makau uznało wyrok za dowód na to, że sprawiedliwość "może być opóźniona, ale nigdy nie jest nieobecna".

Uznano, że chciał nałożenia sankcji na Chiny

Sąd, złożony z sędziów wyznaczonych bezpośrednio przez władze, w uzasadnieniu wyroku uznał, że czyny Laia były "zaplanowane z premedytacją" i należały do "najcięższej kategorii" przestępstw. Podkreślono, że oskarżony był "siłą napędową" spisku mającego na celu skłonienie USA i innych państw do nałożenia sankcji na Chiny oraz blokady Hongkongu.

Lai miał wykorzystywać swoją gazetę "Apple Daily" jako narzędzie politycznego lobbingu i podżegania do nienawiści wobec rządu, dążąc - zdaniem sądu - do "upadku" Komunistycznej Partii Chin. Sąd odrzucił wniosek obrony o zmniejszenie wyroku w związku ze stanem zdrowia Laia, uznając czyny oskarżonego za "szczególnie poważne".

78-latek nie przyznał się do winy, określając się mianem "więźnia politycznego".

"Prześladowania polityczne" i "sądowa farsa"

Skazanie Laia spotkało się z natychmiastową krytyką rodziny i zagranicy. Syn magnata Sebastien Lai nazwał wyrok "druzgocącym", a córka Claire Lai uznała, że jest "rozdzierająco okrutny". "Poważne zaniepokojenie" losem skazanego wyrazili m.in. rzecznik rządu Japonii Minoru Kihara i szefowa MSZ Australii Penny Wong.  Prześladowanie Laia wywołało mrożący efekt dla wolności słowa w Hongkongu - oceniła Wong, wzywając Chiny do uchylenia ustawy o bezpieczeństwie narodowym.

Międzynarodowe organizacje również nie kryją oburzenia, mówiąc jednym głosem o "sądowej farsie". "Ten werdykt to ostatni gwóźdź do trumny wolności prasy w Hongkongu" - oceniła Jodie Ginsberg z Committee to Protect Journalists (CPJ). Wtórował jej Human Rights Watch, nazywając karę "okrutną i niesprawiedliwą", która w efekcie stanowi "wyrok śmierci". Thibaut Bruttin z organizacji Reporterzy bez Granic (RSF) przywołał tragiczną historię noblisty Liu Xiaobo, który zmarł w chińskim więzieniu. "Nie możemy pozwolić, by Laia spotkał podobny los. Kurtyna opada, to całkowity upadek niezależnego dziennikarstwa" - podkreślił w oświadczeniu Bruttin.

Również władze Tajwanu skrytykowały "prześladowanie polityczne" Laia, wzywając do jego natychmiastowego uwolnienia. "Surowy wyrok wydany wobec Jimmy'ego Lai na mocy hongkońskiej ustawy o bezpieczeństwie narodowym nie tylko pozbawia go wolności osobistej i narusza wolność słowa oraz wolność prasy, ale także odmawia obywatelom podstawowego prawa do pociągania rządzących do odpowiedzialności" - oświadczyła tajwańska Rada ds. Chin Kontynentalnych (MAC).

Proces pod szczególnym nadzorem

Ogłoszeniu wyroku towarzyszyły nadzwyczajne środki ostrożności i silna obecność policji, która kordonem odgrodziła gmach sądu. Na sali rozpraw, oprócz rodziny skazanego i przedstawicieli zagranicznych konsulatów, pojawił się m.in. 94-letni kardynał Joseph Zen, emerytowany biskup Hongkongu i symbol oporu wobec Pekinu. Przed budynek sądu przybyli także byli pracownicy zamkniętego przez władze "Apple Daily", by okazać solidarność z dawnym szefem.

Lai, który posiada także brytyjskie obywatelstwo, został wcześniej skazany na kary pozbawienia wolności w innych postępowaniach i przebywa w więzieniu od 2020 r. Jest przetrzymywany w izolatce, a rodzina i prawnicy wielokrotnie alarmowali o znacznym pogorszeniu jego stanu zdrowia.

Jest najgłośniejszą ofiarą przepisów o bezpieczeństwie narodowym, wprowadzonych przez Pekin w odpowiedzi na masowe protesty z 2019 roku. Krytycy wskazują, że prawo to, kryminalizujące secesję i zmowę z zagranicą, posłużyło do całkowitego stłumienia opozycji demokratycznej i niezależnych mediów w byłej brytyjskiej kolonii.