Amerykanka Breezy Johnson wygrała olimpijski zjazd w Cortinie d'Ampezzo. Srebro zdobyła Niemka Emma Aicher, a brąz Włoszka Sofia Goggia. Amerykanka Lindsay Vonn, która mimo zerwanych wiązadeł w kolanie postanowiła powalczyć o medal, zakończyła swój występ już po kilkunastu sekundach. Błąd i groźnie wyglądający upadek zakończył jej marzenia o medalu. Ze stoku narciarkę zabrano śmigłowcem.

Panie o medale walczyły na trasie Olimpia delle Tofane. Długość? 2572 metry. Różnica poziomów pomiędzy linią startu i metą wynosi tam 750 metrów. 

Już na początku mamy bardzo wymagający stromy odcinek. Nachylenie stoku wynosi tam 64 procent. To jedna z najważniejszych tras w historii narciarstwa alpejskiego. Podczas igrzysk w Cortinie w 1956 roku rywalizowali na niej panowie. 

Królową tego miejsca i to niekwestionowaną jest jednak Lindsay Vonn Amerykanka, która w Pucharze Świata odniosła tam 12 zwycięstw. Sześć w zjeździe i sześć w supergigancie. Tam także po raz pierwszy stała na pucharowym podium. W styczniu 2004 roku zajęła tam trzecie miejsce.

Dziś to także na Amerykankę były zwrócone oczy kibiców. 41-letnia zawodniczka wróciła do sportu po długiej przerwie, by utrzeć nosa na igrzyskom młodszym koleżankom. W trakcie tego sezonu siedmiokrotnie stawała na podium udowadniając, że medal we Włoszech jest możliwy. 

Wszystko zmieniło się jednak przed tygodniem. Po upadku podczas zawodów w Crans-Montanie Vonn zerwała więzadła w kolanie. Mimo to zdecydowała się na przyjazd do Cortiny. Próbą sił były dla niej treningi zjazdu. Poszły na tyle dobrze, że narciarka z USA postanowiła stanąć na starcie. Trzeba było na nią trochę poczekać, bo startowała z numerem 13.

Wcześniej - jako trzecia na trasę wyjechała inna rekonwalescentka - Włoszka Federica Brignione. W kwietniu 2025 roku zawodniczka złamała nogę, ale walczyła o to, by wrócić do rywalizacji. Odpuszczenie włoskich igrzysk nie wchodziło w grę. Wróciła do Pucharu Świata po 292 dniach i w Kronplatz zajęła 6. miejsce w slalomie gigancie. Teraz na mecie zjazdu w Cortinie zameldowała się z drugim czasem, za plecami Austriaczki Ariane Raedler.

Sytuację zmieniła jadąca z 6. Breezy Johnson. Amerykanka poprawiła najlepszy czas aż o ponad sekundę. Teraz do pobicia był wynik: 1:36,10. Kolejne zawodniczki nie były w stanie go poprawić. Dopiero Niemka Emma Aicher walczyła do ostatnich metrów o objęcie prowadzenia. Zabrakło... 0,04 sek.

I tak dotarliśmy do numer 13. Lindsay Vonn była jednak pierwszą zawodniczką, która nie dotarła do mety. Już po kilkunastu sekundach wypadła z trasy. Amerykanka popełniła błąd. Zahaczyła ręką o bramkę. Zawodniczkę obróciło, podbiło jej narty. Vonn z dużą mocą uderzyła o stok. Przy zawodniczce od razu pojawiły się służby medyczne, a zawody zostały przerwane. Amerykankę zabrano ze stoku śmigłowcem.

Walkę o medale wznowiono po kilkunastu minutach. To znaczące utrudnienie dla narciarek czekających na swój występ. Część z nich miała już przypięte narty, za chwilę miały ustawić się na linii startu. Jako pierwsza po wymuszonej wypadkiem przerwie na trasę ruszyła Austriaczka Mirjan Puchner, ale nie zagroziła najlepszym.

Przyszedł czas na występ ostatniej włoskiej nadziei na podium. Sofia Goggia nie była idealna, ale na kilku pomiarach czasu notowała czas lepszy od liderki. Ostatecznie na mecie pojawiła się z trzecim rezultatem (0,59 sek straty do Johnson).

Opracowanie: