Czterech tatrzańskich grotołazów potrzebowało pomocy w ostatni weekend. Ratownicy wyruszyli po nich, gdy przekroczona została tzw. godzina alarmowa.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
O sprawie informuje Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.
W sobotę o godz. 20:01 TOPR powiadomiono, iż czterech grotołazów, którzy wybrali się do Jaskini Czarnej, nie wróciło przed ustaloną godziną.
Speleolodzy mają w zwyczaju ustalanie tzw. godziny alarmowej. Jeśli zespół eksplorujący jaskinię nie wróci przed ustalonym czasem i nie skontaktuje się z osobą zabezpieczającą wyprawę, należy wszcząć alarm.
Zaginieni grotołazi weszli do Jaskini Czarnej od strony Polany Pisanej około godziny 7 rano. W planach mieli pokonanie trawersu jaskini i wyjście otworem północnym zlokalizowanym w Żlebie pod Wysranki. Godzina alarmowa została ustalona na 20:00.
Na poszukiwania ruszyły dwie grupy ratowników, którzy postanowili wejść do jaskini obydwoma otworami. Grupa, która weszła od strony Żlebu pod Wysranki, natrafiła na taterników około 300 metrów od otworu jaskini.
Grotołazi, w asyście toprówców, wyszli na powierzchnię o własnych siłach ok. godziny 01:30.
Wyprawa zakończyła się przed 5:00 rano.
Ratownicy transportowali sprzęt dronem.
Łącznie wykonał on 16 lotów i przeniósł ponad 300 kilogramów. W akcji uczestniczyło 11 osób, w tym dwóch pilotów.


