Kardynał Stanisław Dziwisz nie stawił się w poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Krakowie, gdzie miał zeznawać jako świadek w procesie Janusza Szymika przeciwko Archidiecezji Krakowskiej. Według informacji przekazanej przez archidiecezję duchowny zachorował, a sąd zobowiązał go do przedstawienia zaświadczenia lekarskiego pod rygorem grzywny.

  • Kard. Stanisław Dziwisz nie stawił się na rozprawie przed Sądem Okręgowym w Krakowie, gdzie miał zostać przesłuchany jako świadek. 
  • Archidiecezja Krakowska poinformowała sąd, że duchowny zachorował; sąd zażądał przedstawienia zaświadczenia lekarskiego pod rygorem grzywny.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

"Kardynał Dziwisz się rozchorował"

Janusz Szymik domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia od Archidiecezji Krakowskiej za krzywdy związane z wykorzystywaniem seksualnym przez księdza Jana W. Proces toczy się przed Sądem Okręgowym w Krakowie.

Na poniedziałek sąd wezwał jako świadka kardynała Stanisława Dziwisza. Duchowny nie przyszedł jednak na rozprawę. Archidiecezja Krakowska w mailu przesłanym w poniedziałek rano do sądu poinformowała, że "kard. Dziwisz się rozchorował". Sąd zobowiązał hierarchę do przekazania zaświadczenia lekarza pod rygorem grzywny.

W poniedziałek i podczas kolejnych terminów rozprawy zaplanowano przesłuchanie kolejnych świadków - to m.in. psychologowie i lekarze, którzy opiekowali się Januszem Szymikiem.

Szymik: Jestem człowiekiem zrujnowanym

Przed rozprawą Janusz Szymik powiedział dziennikarzom, że walczy "przede wszystkim o sprawiedliwość, a także o godziwe zadośćuczynienie za całą traumę".

Całe moje życie się zmieniło, zostało wywrócone do góry nogami, przede wszystkim moja sfera duchowa, psychiczna. Uważam, że wewnętrznie jestem człowiekiem zrujnowanym, ale walczącym o sprawiedliwość i zadośćuczynienie. To mi daje nadzieję i otuchę, że wreszcie po tylu latach sprawiedliwość zostanie osiągnięta - zaznaczył.

Według pełnomocników Szymika, którzy wnioskowali o przesłuchanie kard. Dziwisza, hierarcha dostawał sygnały z prośbą o interwencję w sprawie ks. Jana W. od księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego i dlatego powinien być świadkiem. Uważamy, że jest to ważna osoba, mająca znaczenie dla sprawy, mająca informacje - podkreślił adwokat Artur Nowak.

Pełnomocnicy starają się, by także ks. Jan W. był świadkiem w tej sprawie. W poniedziałek sąd poinformował, że nie ustalono jeszcze aktualnego miejsca pobytu W. wydalonego z duchowieństwa. Sąd czeka na te informacje od diecezji bielsko-żywieckiej. Pełnomocnicy wnieśli o próbę wezwania świadka Jana W. za pośrednictwem przeora kamedułów w Bieniszewie.

Jak przekazał Janusz Szymik, jeszcze przed rozpoczęciem procesu został zaproszony przez metropolitę krakowskiego kardynała Grzegorza Rysia. Usłyszałem po wielu latach to słowo: "przepraszam". Nigdy nie usłyszałem od żadnego hierarchy tego słowa - dodał.

Proces o 20 mln zł zadośćuczynienia od Archidiecezji Krakowskiej

Proces o zadośćuczynienie Archidiecezji Krakowskiej wytoczył Janusz Szymik, który w latach 1984-1989 jako dziecko był wykorzystywany seksualnie przez ks. Jana W., ówczesnego proboszcza w Międzybrodziu Bialskim. 

Parafia należała wtedy do Archidiecezji Krakowskiej. Pełnomocnik Janusza Szymika adw. Jarosław Głuchowski przekazał, że jego klient domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia za krzywdy będące skutkiem nadużyć seksualnych, jakich dopuścił się wobec niego ks. Jan W.

Wcześniej Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej przyznał mężczyźnie zadośćuczynienie za brak reakcji na doniesienia o nadużyciach seksualnych ze strony diecezji bielsko-żywieckiej.

W tamtej sprawie sąd wprost napisał, że za to, co zrobił sprawca, powinna być pozwana Archidiecezja Krakowska. I to właśnie zrobiliśmy - powiedział mec. Głuchowski.

Diecezja bielsko-żywiecka: Wyrok sądu

Przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej Janusz Szymik domagał się od diecezji bielsko-żywieckiej zadośćuczynienia za krzywdy będące skutkiem nadużyć seksualnych oraz za cierpienia, które powstały wskutek braku reakcji ordynariusza bielsko-żywieckiego bp. Tadeusza Rakoczego na zgłoszone mu nadużycia. Proces toczył się przez niemal trzy lata.

Na początku 2025 r. sąd orzekł, że diecezja bielsko-żywiecka ma zapłacić 400 tys. zł zadośćuczynienia za brak reakcji na informacje o nadużyciach. Sąd nie miał wątpliwości, że Szymik "został wielokrotnie wykorzystany seksualnie przez proboszcza", uznał jednocześnie, że za winę księdza nie ponosi odpowiedzialności diecezja bielsko-żywiecka, powstała dopiero w 1992 roku, ale Archidiecezja Krakowska, ponieważ to jej podwładnym był wówczas międzybrodzki proboszcz. 

Po wyroku obie strony złożyły apelacje, a sprawa została przekazana Sądowi Apelacyjnemu w Katowicach. Proces odwoławczy jeszcze się nie rozpoczął.

Janusz Szymik - kim jest?

Szymik w przeszłości były ministrantem. Jak wskazywał, po raz pierwszy został skrzywdzony przez ks. Jana W., ówczesnego proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim, gdy miał 12 lat. Po powstaniu diecezji bielsko-żywieckiej w 1992 roku Szymik opowiedział o wszystkim jej ordynariuszowi, bp. Tadeuszowi Rakoczemu. Pozostało to bez echa.

Działania Kościół bielsko-żywiecki podjął dopiero w 2014 roku, gdy nowym ordynariuszem został bp Roman Pindel. Doszło wtedy do procesu kanonicznego, w którego trakcie ks. Jan W. przyznał się do współżycia z nieletnim. Wówczas został zawieszony, a potem ukarany przez Kościół.