Po dwóch tygodniach pracy w systemie awaryjnym, Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu wraca do normalnego, sieciowego zasilania. Problemy pojawiły się, gdy po wycieku z rur ciepłowniczych zalany został transformator prądu w lecznicy.
- Informacje z Twojego regionu znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Naprawiliśmy wyciek z rur ciepłowniczych - przekazała RMF FM Beata Freier, dyrektor szpitala. Lecznica jest obecnie na etapie audytu energetycznego. Jest to konieczne, aby placówka była zabezpieczona przed podobnymi sytuacjami jak ta z przed dwóch tygodni.
Miejmy nadzieję, że wojny nigdy nie będzie, ale musimy być przygotowani, aby wyłączenie fragmentu energetycznego albo wodnego nie sparaliżowało pracy szpitala i do tego się przygotowujemy - zaznaczyła Freier.
W niedzielę 1 marca w szpitalu po pęknięciu rury zalany został transformator. Początkowo szpital musiał odwołać przyjęcia pacjentów, którzy dzień po awarii mieli się pojawić w placówce. Dyspozytorzy otrzymali instrukcję, aby poszkodowanych pacjentów, którzy są transportowani śmigłowcami Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, kierować do innych placówek. Na wniosek wojewody dolnośląskiej Anny Żabskiej z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych do placówki przewieziono trzy agregaty prądotwórcze.
Dzień później dyrekcja szpitala poinformowała o włączeniu zasilania awaryjnego w części budynku. Działalność nie jest ograniczona. Dzisiaj wracamy do normalnego funkcjonowania - powiedziała wówczas dziennikarzom Freier. Dodała również, że wszyscy pacjenci są bezpieczni.
Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Jana Mikulicza-Radeckiego to największa placówka medyczna na Dolnym Śląsku.


