- Więcej informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej rmf24.pl
Prokuratura o tragedii w Bystrzycy Kłodzkiej
Do strzelaniny doszło w piątkowy wieczór na jednym z osiedli w Bystrzycy Kłodzkiej. Trzej młodzi mężczyźni pod wpływem alkoholu zaczepiali tam przechodniów.
Byli dość agresywni. Spotkali mężczyznę, który spacerował z psem i doszło między nimi do awantury, ale się rozstali - relacjonował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy Mariusz Pindera.
Mężczyzna wrócił do domu. Zostawił psa w domu, a wziął karabin automatyczny, taki jak karabin wojskowy. Udał się z tym na miasto. Ponownie spotkał te 3 osoby. Doszło do kolejnej scysji. Oddał strzał ostrzegawczy, a następnie serię z karabinu - dodał w rozmowie z reporterką RMF FM Martyną Czerwińską.
Trafiony przez Borysa B. 26-latek zginął na miejscu, a jego towarzysze uciekli. Mężczyźni w wieku 17 i 18 lat zgłosili się na policję w niedzielę, po wytrzeźwieniu. Zostali przesłuchani i są na wolności.
Borys B. miał pozwolenie na broń
Wiadomo, że 26-letni Borys B. miał pozwolenie na broń - to instruktor strzelectwa. Mężczyzna usłyszał już zarzuty. Ma odpowiadać za zabójstwo. Grozi mu dożywocie.
Nie przyznał się, wyjaśnił, że działał w obronie koniecznej - relacjonował prokurator Pindera. Pozostałe dowody - zeznania dwóch pozostałych uczestników zdarzenia i zapisów monitoringu wskazują na bezpośredni zamiar zabójstwa - dodał.
Sąd uzasadnił decyzję o dwumiesięcznym tymczasowym areszcie dla Borysa B. obawą matactwa oraz grożącą mężczyźnie wysoką karą.
Protest przed gmachem sądu. "Co miał zrobić?"
Przed sądem w Kłodzku w poniedziałek protestowali mieszkańcy, którzy nie zgadzają się z decyzją o tymczasowym areszcie dla Borysa B. W kilkudziesięcioosobowej grupie byli również bliscy podejrzanego - jego ojciec chrzestny i kuzyn.
Uczestnicy protestu przekonywali, że trzej mężczyźni, którzy zaatakowali instruktora strzelectwa, mieli terroryzować całą okolicę od dłuższego czasu - także feralnego dnia.
Inny człowiek nieco wcześniej został zaatakowany przez tę samą grupę. Co miał pan Borys zrobić? Skulić się i czekać na wyrok? - pytał retorycznie jeden z uczestników protestu. To jest obrona konieczna. Po oddaniu strzału ostrzegawczego napastnik powinien się cofnąć. Oni się nie cofnęli - dodał inny.
Czy Borys B. chciał uciec? Nowe informacje z prokuratury
Wcześniej prokurator Pindera przekazywał, że mężczyzna, który strzelał, sam zgłosił się na policję. W poniedziałek uściślił, że jedynie zadzwonił do "znajomego policjanta, informując go o zdarzeniu". Jak ustaliła dziennikarka RMF FM Martyna Czerwińska, ten funkcjonariusz nie był wtedy na dyżurze, mimo to przekazał sprawę dalej. Efektem tego była wizyta mundurowych w miejscu zamieszkania Borysa B.
Gdy policja udała się do jego mieszkania, zatrzymała go na klatce schodowej. Miał przy sobie większą sumę pieniędzy i spakowane rzeczy osobiste oraz paszport - mówił prokurator. W rozmowie z reporterką RMF FM przyznał, że takie zachowanie Borysa B. mogło sugerować chęć ucieczki.
Na czym polega obrona konieczna?
Kwestia obrony koniecznej jest opisana w artykule 25 Kodeksu karnego. Zgodnie z przepisami "nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem".
"W razie przekroczenia granic obrony koniecznej, w szczególności gdy sprawca zastosował sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia" - wyjaśniono.