Niebezpieczna sytuacja we Wrocławiu. Dwulatek bez opieki przebywał sam w rejonie ruchliwej jezdni - poinformowali wrocławscy funkcjonariusze we wtorkowym komunikacie. Gdyby nie reakcja postronnej kobiety i policji, mogłoby dojść do tragedii.
- Informacje regionalne i ogólnopolskie znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Świadkiem groźnej sytuacji była kobieta, która później zadzwoniła do policjantów. Z jej relacji wynika, że w rejonie ulic Bardzkiej i Pięknej zauważyła chłopca, który bez opieki wyszedł w stronę ulicy i w pewnym momencie znalazł się w pobliżu ruchliwej jezdni. Kobieta, widząc, że może dojść do wypadku, krzyknęła do chłopca, aby się zatrzymał. Na szczęście dwulatek posłuchał i zatrzymał się w miejscu.
Kobieta zabrała chłopczyka w bezpieczne miejsce i zadzwoniła na policję. Funkcjonariusze rozpoczęli poszukiwania rodziców dziecka. Starali się porozmawiać z 2-latkiem, ale okazało się, że chłopiec nie porozumiewa się w języku polskim i odpowiada tylko pojedynczymi słowami.
Policjanci w radiowozie włączyli syreny i sygnały świetlne, by przykuć uwagę osoby, która szukała dziecka. Jednocześnie jeden z mundurowych szedł z dwulatkiem za rękę po ulicy. Później dziecko zasnęło na rękach policjanta.
Poszukiwania zakończyły się sukcesem. Funkcjonariusze w pewnym momencie zauważyli kobietę, która machała w kierunku radiowozu. Po sprawdzeniu dokumentów okazało się, że to matka chłopca.
Kobieta tłumaczyła policjantom, że była z dzieckiem na placu zabaw. W pewnym momencie dwulatek miał pobiec za budynek i zniknąć z jej pola widzenia. Razem ze znajomym szukała dziecka, ale nie potrafiła go odnaleźć.
Matka dziecka była trzeźwa. W miejscu, gdzie mieszkało dziecko, nie znaleziono żadnego alkoholu. Policja przekazała, że nie wykazano żadnych nieprawidłowości. Funkcjonariusze ustalili, że dziecko bez opieki przeszło w rejonie ulic z dużym ruchem około 500 metrów.
Mundurowi przypominają, że każdy z nas widząc małe dziecko bez opieki, powinien zadbać o jego bezpieczeństwo i zadzwonić pod numer alarmowy 112.


