Chwilowe zamieszanie legislacyjne na Węgrzech - wywołane przypadkowym zniesieniem embarga z powodu wygaśnięcia dekretów nadzwyczajnych po zmianie tamtejszego rządu - posłużyło za impuls do ponownego rozbudzenia unijnej dyskusji wokół blokowania od 2023 roku importu ukraińskiej żywności przez kraje Europy Środkowo-Wschodniej.

  • Komisja Europejska wzywa Polskę, Węgry i Słowację do zniesienia embarga na import żywności z Ukrainy.
  • Embargo w Polsce obejmuje m.in. pszenicę, kukurydzę, rzepak, słonecznik oraz produkty przetworzone z tych zbóż.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Komisja Europejska wykorzystała tę okazję, aby wysłać jasny sygnał nie tylko do Budapesztu, ale również do Warszawy i Bratysławy, że utrzymywanie jednostronnych restrykcji handlowych nie ma uzasadnienia ekonomicznego i musi zostać zakończone. W przypadku Polski embargo dotyczy ukraińskiej pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika oraz niektórych produktów ich przetwórstwa np. śruty. Nie uważamy, aby te środki, które grożą fragmentaryzacją jednolitego rynku, były uzasadnione - powiedział rzecznik KE Thomas Regnier.

Cała sprawa odżyła z powodu chaosu prawnego w Budapeszcie. Przypomnijmy, że 14 maja, w wyniku ekspresowego znoszenia stanu wyjątkowego przez nowy parlament Pétera Magyara, dotychczasowe embargo na ukraińską żywność (na około 20 produktów takich jak wieprzowina, miód czy kukurydza), nałożone jeszcze przez Viktora Orbána, wygasło automatycznie przez zwykłe niedopatrzenie. Gdy tylko zorientowano się w błędzie, premier Magyar natychmiast przywrócił blokadę. Ten krok wywołał natychmiastową reakcję Komisji Europejskiej, która przy okazji upomniała także Polskę oraz Słowację, wskazując, że ich krajowe zakazy importu również powinny zostać jak najszybciej zlikwidowane.

Na razie KE nie grozi działaniami prawnymi czy karami. Nadal stawia na dialog i współpracę. Zamiast eskalować konflikt, unijni urzędnicy skupiają się na tłumaczeniu mechanizmów ochronnych w nowej umowie handlowej z Ukrainą, przyjętej w październiku zeszłego roku. Komisarz ds. rolnictwa, Christophe Hansen, podkreślał po spotkaniu unijnych ministrów rolnictwa we wtorek, że znowelizowana umowa handlowa z Ukrainą gwarantuje optymalne limity na ukraińską żywność oraz specjalne klauzule ochronne, które można aktywować w momencie nadmiernego importu. W jego ocenie pozwala to na skuteczne monitorowanie i sterowanie strumieniem towarów przekraczających unijną granicę. 

Hansen dobitnie zaznaczył, że priorytetem dla Brukseli pozostaje niczym niezakłócona wymiana produktów rolnych z Ukrainą. Prowadzimy rozmowy z zainteresowanymi państwami członkowskimi, aby szybko znaleźć rozwiązania umożliwiające swobodny przepływ produktów objętych ulgami celnymi - powiedział Hansen.

Bruksela widzi w Péterze Magyarze proeuropejskiego partnera, dlatego na razie przymyka oko na rolnicze embargo, zdając sobie sprawę, że Magyar gra na użytek wewnętrzny. KE ma także w pamięci rolnicze protesty, gdy w latach 2022-2023 ukraińskie zboże zalało rynki w Polsce i krajach sąsiadujących z Ukrainą. Zdaje sobie sprawę, że wymuszenie otwarcia granic mogłoby wywołać falę niepokojów społecznych, na co nie chce narażać rządów państw członkowskich. 

Jak jednak ustaliła dziennikarka RMF FM w dyrekcji KE ds. handlu, panuje spora frustracja z powodu łamania przez Polskę, Węgry i Słowację unijnego prawa. Tym bardziej że - jak usłyszała nasza dziennikarka - nowa umowa handlowa z Ukrainą "została skrojona pod wymagania tych krajów, by wyjść naprzeciw ich obawom". Chodzi o wprowadzone do niej zabezpieczenia.