Dyrektor wilanowskiego muzeum przeprasza i obiecuje, że kolejnej takiej imprezy nie będzie. Chodzi o koncert muzyki elektronicznej Circoloco, który trwał prawie 12 godzin i zakończył się o 3:30 nad ranem w niedzielę. Za wynajęcie przestrzeni Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie otrzymało 116 tysięcy złotych. "To mało, biorąc pod uwagę szkody w przyrodzie i nieprzespaną noc tysięcy osób, w tym starszych, chorych i małych dzieci" – mówi naszej reporterce jedna z mieszkanek Wilanowa. "Żadne pieniądze nie naprawią tego, co się stało" - dodaje. Eksperci, z którymi rozmawiała reporterka RMF FM Magdalena Grajnert, sugerują, że negatywny wpływ kontrowersyjnej imprezy na przyrodę możemy odczuć dopiero za jakiś czas.

Ile ptaków zginęło? Nie da się ustalić

W Wilanowie stwierdzono ok. 90 gatunków ptaków - tak wskazują badania przeprowadzone w latach 2014-2016. Blisko 40 z nich to gatunki lęgowe. W tym gronie są też ptaki bardzo rzadko spotykane w Polsce, na przykład bączek, czyli nasza najmniejsza polska czapla, która gniazduje nad Jeziorem Wilanowskim czy muchołówka żałobna. Wszystkie te gatunki podlegają ochronie ścisłej. Wszystkie są niezwykle wrażliwe na hałas, światło i jakiekolwiek niepokojenie w okresie lęgowym.

Zaburzenie trasy migracyjnej czy rytmu migracyjnego w postaci hałasu, pulsujących świateł, pokazów pirotechnicznych może skończyć się bardzo znacznym osłabieniem, zagubieniem, czyli zmianą trasy migracyjnej, a nawet śmiercią - tłumaczy w rozmowie z RMF FM Monika Klimowicz-Kominowska z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.

Mamy środek sezonu lęgowego i pierwsze maluchy zaczynają opuszczać miejsca lęgowe. Zarówno na przedpolu pałacowym, jak i na dziedzińcu są zlokalizowane gniazda. Podloty mogły być narażone na rozdeptanie lub rozjechanie - zwraca uwagę ekspertka.

Ogromny stres, jaki wywołał w świecie zwierząt kilkunastogodzinny hałas i zmieniające się światło, mógł spowodować porzucenie gniazd z wysiadywanymi jajami albo pisklętami, bo dorosłe osobniki mogły próbować oddalić się od źródła hałasu. Z pewnością w tym czasie nie żerowały.

To dla maluchów oznacza bardzo duże osłabienie albo wręcz śmierć - dodaje Monika Klimowicz-Kominowska. Na przykład bogatki czy modraszki dokarmiają swoje maluchy nawet kilkaset razy dziennie - zwraca uwagę.

Ucierpiały nie tylko ptaki. To czas, kiedy na świat przychodzą borsuki, które zamieszkują Rezerwat Morysin czy bobry. Dla nich natężenie dźwięków również było szkodliwe.

Oszacowanie liczby ptaków, które straciły życie w konsekwencji sobotniej imprezy, jest praktycznie niemożliwe.

Rodzice w wielu przypadkach nie pozbywają się z gniazd martwych piskląt, więc o skali tragedii możemy się dowiedzieć w momencie czyszczenia budek lęgowych, ale też nie będziemy znać dokładnej daty śmierci maluchów - tłumaczy ekspertka. Być może były widoczne dowody strat w postaci ptaków, które rozbiły się o budynek pałacu w Wilanowie. Podejrzewam, że tego nigdy się nie dowiemy, bo muzeum nam takich danych nie poda - sugeruje.  

W oszacowaniu strat mogłyby pomóc dwie rzeczy.

Gdyby zgodzono się na rejestrowanie otoczenia tego koncertu - np. przez drony termowizyjne -  i sprawdzenie, jaki jest ruch ptaków. Na to trzeba mieć zgodę pana dyrektora - podkreśla Klimowicz-Kominowska.

Drugą metodą byłoby przeprowadzenie inwentaryzacji, którą zalecał wojewódzki konserwator zabytków. Chodziło o zlokalizowanie wszystkich gniazd, wszystkich dziupli zajętych przez ptaki, w promieniu 300 metrów od sceny i ponowne sprawdzenie ich zajętości oraz stanu piskląt po koncercie. W tej chwili takiej możliwości nie ma z powodu braku danych do porównania - podsumowuje rozmówczyni RMF FM.

Inwentaryzacji nie przeprowadzono

Obrońcy przyrody mówią, że wskazanie potrzeby inwentaryzacji ornitologicznej zostało zignorowane przez dyrektora. Podobnie jak zalecenie, a właściwie nakaz wystąpienia do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Warszawie o zezwolenie na płoszenie ptaków w sezonie lęgowym.

Nie robimy inwentaryzacji faunistycznej w muzeum w ogóle. Nikt od nas tego nie oczekiwał - mówi reporterce RMF FM Magdalenie Grajnert dyrektor muzeum, Paweł Jaskanis. Wojewódzki konserwator powiedział, że trzeba byłoby coś takiego zrobić, ale przecież dzisiaj gniazdko jest tu, gniazdko jest tam... Nie bardzo wiem, jakie są punkty odniesienia. Trzeba rozmawiać z przyrodnikami - sugeruje.

Dyrektor dodaje, że jeśli zdaniem specjalistów doszło do strat wśród ptaków, potrzebne są dowody.

Narażę się znowu na stwierdzenia, że na pewno nie mam racji, ale druga strona też musi udowodnić swoją rację - podkreśla Jaskanis w RMF FM. To producent, który wyprodukował koncert, ma te rzeczy w swoim zakresie działania. Pozwolenie miejskie też musiało być zbudowane na opiniach dostarczonych przez właściwe służby. Muzeum oczekuje stwierdzenia, jaki jest stan rzeczywisty, ale na podstawie dowodów, a nie stwierdzeń, że trawa jest niedobra, że komuś się zrobiło smutno - dodaje.

Jak informuje na swojej stronie internetowej muzeum: "wydarzenie zostało zorganizowane przez zewnętrznego organizatora - Awake Events Sp. z o.o. - na podstawie wymaganych zgód administracyjnych właściwych dla imprez masowych oraz zgodnie z obowiązującymi przepisami, w tym dotyczącymi ochrony zabytków. Muzeum nie było organizatorem koncertu i nie odpowiadało za jego produkcję artystyczną, sprzedaż biletów ani działania promocyjne. Bezpieczeństwo uczestników oraz ochrona terenu były zapewnione przez odpowiednie służby i podmioty zabezpieczające wydarzenie".

"Widziałem podrzucane martwe ptaszki"

Dyrektor stanowczo zaprzecza, że drzewostan mógłby ucierpieć w efekcie poruszania się ciężkiego sprzętu pod koronami.

Czekam na zdjęcia, jeśli tak będzie, to będziemy rościli w stosunku do producenta zdarzenia - podkreśla Paweł Jaskanis w RMF FM. Nie zauważyły tego służby muzealne, więc nie wiem, skąd te stwierdzenia. Już widziałem podrzucane jakieś martwe ptaszki na zdjęciach i pojawia się pytanie, kto je zabił, bo tutaj nic takiego nie miało miejsca - zapewnia.

Eksperci obawiają się szkód, które będą widoczne dopiero za jakiś czas.

Na teren dziedzińca i przedpola pałacu w Wilanowie wprowadzono ciężki sprzęt, który poruszał się bezpośrednio po trawnikach i pod drzewami - mówi naszej reporterce Jacek Kuśmierski, architekt krajobrazu specjalizujący się w ogrodach historycznych. Pomiędzy drzewami składowano również materiały i infrastrukturę techniczną. Tego typu działania mogą prowadzić do zagęszczenia gleby, ograniczenia dostępu korzeni do powietrza i wody oraz uszkodzeń systemów korzeniowych. W konsekwencji może mieć to negatywny wpływ na kondycję drzew i ich stopniowe zamieranie - wylicza.

Stan gleby można byłoby poznać dzięki badaniom niezależnych ekspertów. Ich przeprowadzenie mógłby nakazać konserwator zabytków. 

Na terenie pałacu znajduje się kilkaset drzew, w tym ponad 20 drzew pomnikowych. Na samym przedpolu są dwa, które podlegają ochronie z tytułu ustawy o ochronie przyrody.

"Tam, gdzie było ptactwo, teraz cisza jak makiem zasiał"

Mieszkańcy Wilanowa nie mogą zrozumieć, dlaczego taki koncert w ogóle mógł się odbyć.

Opiekuję się starszą mamą, którą to wybudziło ze snu - mówi naszej dziennikarce jedna z kobiet. O tej imprezie nikt z moich znajomych nie wyraża się pozytywnie. Różnicę słychać nawet podczas spacerów z psem, bo tam, gdzie było ptactwo, teraz cisza jak makiem zasiał. Dlaczego nikt z nami tego nie konsultował? Dlaczego koncert zrobili w okresie lęgowym ptaków? Dzisiaj wszystko można za pieniądze kupić, nawet naszą bezsenną noc i stresy - podsumowuje gorzko.

Koncerty są zazwyczaj organizowane w okolicy ratusza, na Plaży Wilanów. One są też dość głośne, natomiast kończą się do godziny 22 i mieszkańcy mogą się wyspać - dodaje druga z pań. Tym razem hałas do godzin porannych, to jest po prostu niedopuszczalne! W okolicy są osoby chore, starsze, w mocno podeszłym wieku i z różnymi problemami. Nikt o nich nie pomyślał - ocenia.

"Skorzystali na tym przedsiębiorcy"

Dyrektor wilanowskiego muzeum przerzuca odpowiedzialność za niedogodności odczuwane przez okolicznych mieszkańców na władze stolicy.

Pretensje się kierują ku muzeum, ale pozwolenie wydały władze Warszawy. Pozwolenie na imprezę masową, bo to zdarzenie miało taki charakter, musiało mieć wszystkie uzgodnienia z odpowiednimi służbami i administracją lokalną - mówi naszej reporterce Paweł Jaskanis.

Muzeum nie odpowiada za to, co robi producent. My tyko wynajęliśmy ten teren, obserwując samo zjawisko, po pierwsze kulturowe, po drugie oddziaływanie na zabytki i środowisko przyrodnicze. Tutaj nic złego się nie stało - dodaje.

Muzeum zapewnia też, że normy hałasu nie zostały przekroczone.

Będę zawsze przepraszał, jak ktoś mnie zapyta i będzie miał pretensje, to powiem, że miał rację, zapewne było za głośno - mówi w RMF FM dyrektor Jaskanis. To miasto przyszło do muzeum, a nie muzeum do miasta. Obecność dużej międzynarodowej instytucji w tkance miejskiej powoduje pewne perturbacje związane z obecnością turystów. Na ten koncert przyjechało ponoć około 3,5 tysiąca cudzoziemców. Skorzystali na tym przedsiębiorcy warszawscy. Gdzieś ten pieniądz w podatkach się tutaj rozpłynął, na korzyść głównie społeczności biznesowej Warszawy - analizuje.

Muzeum z tego skorzystało, zarabiając na najmie i z tego powodu też rekultywując trawniki zmaltretowane po mrozach i suszy. Liczę na to, że ich stan będzie znacznie lepszy niż byłby, gdyby nie ta impreza - podkreśla Jaskanis.

Na co pójdą pieniądze zarobione na wynajmie terenu?

Dyrektor podkreśla też, że muzeum musi zarabiać, dlatego wynajmuje teren na takie wydarzenia. Jaki jest plan na spożytkowanie zarobionych na głośnej imprezie 116 tysięcy?

Musimy 10 kilometrów brzegów okołkować na przykład, bo było to ostatni raz zrobione bardzo dawno temu. Każdy sobie może policzyć, że za metr bieżący to ok. 1000 - 1500 złotych. Musimy też prowadzić prace konserwatorskie we wnętrzach pałacowych  - mówi nam dyrektor Muzeum Pałacu w Wilanowie. Współpraca z biznesem prywatnym jest przyszłością nie tylko tego muzeum, ale wszystkich instytucji kultury - sugeruje.

Na koniec Paweł Jaskanis zwrócił się do mieszkańców Wilanowa.

Przepraszam za koncert. Obiecuję, że więcej podobnych zdarzeń nie będzie. Ale oceńcie stan środowiska przyrodniczego, zwłaszcza tego, co potok Służewiecki przynosi także z Waszej dzielnicy na teren muzeum. Czy jesteśmy w stanie stworzyć wspólny projekt zarządzania tą przestrzenią w sposób, który będzie przyjazny? - pyta gość RMF FM.

Nie prowadźcie psów do rezerwatu, bo prawo na to nie pozwala. Nie straszcie tam dzików, które przychodzą i potrafią straszyć turystów pod pałacem, ryją trawniki i rabaty, które Was cieszą. Zastanówmy się, jak to rozwiązać. Służę wszelką radą, pomocą. Przyjmę oczywiście każde pretensje i obiecuję przeprosiny - podsumowuje.

Opracowanie: