Płonie las w powiatach wołomińskim i mińskim na Mazowszu. Ogień objął już ponad 300 hektarów powierzchni. Wielki pożar, który wybuchł w czwartek, gasi kilkuset strażaków. Do akcji wkraczają też żołnierze wojsk obrony terytorialnej. Ewakuowano okolicznych mieszkańców.

  • W powiecie wołomińskim trwa akcja gaszenia pożaru lasu w Międzylesiu - ogień objął już 100 hektarów.
  • Na miejscu działa kilkuset strażaków PSP i OSP oraz prawie 500 policjantów; do akcji dołącza 100 żołnierzy WOT.  
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Płoną hektary lasu na Mazowszu

Ogień zgłoszono w czwartek o godz. 13:37. Z pierwszych doniesień wynikało, że żywioł ogarnął 5 ha lasu. W komunikacie opublikowanym na X przez Państwową Straż Pożarną o godz. 20 w była mowa o ponad 10 ha. Pożar rozprzestrzeniał się błyskawicznie. W czasie briefingu, który odbył się na miejscu akcji gaśniczej w czwartek przed północą, wiceminister spraw wewnętrznych Wiesław Leśniakiewicz przekazał, że ogień objął już 100 ha. W piątek w ogniu jest już ponad 300 ha. Jak podały Lasy Państwowe, początkowo był to pożar wierzchołkowy, obecnie ma charakter pożaru dolnego.

Do gaszenia ognia zaangażowano potężne siły: już około 800 strażaków, ponad sto wozów gaśniczych, do tego cztery samoloty Lasów Państwowych typu Dromader oraz policyjny śmigłowiec Black Hawk, który zrzuca ogromne ilości wody - relacjonuje reporter RMF FM Michał Radkowski.

Jak informuje nasz dziennikarz, według strażaków intensywność pożaru spadła. Nie ma wiatru, który wczoraj bardzo utrudniał pracę gaszącym pożar i powodował, że ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał. Akcja gaśnicza może potrwać nawet cztery dni - ustalił nasz reporter.

Ewakuacja mieszkańców

Na szczęście nikt nie został poszkodowany, choć część osób, tych mieszkających najbliżej miejsca, gdzie pali się las, trzeba było ewakuować do pobliskiej szkoły w Stanisławowie. Część osób na noc wybrała się do krewnych, którzy mieszkają w okolicy.

Szef stołecznej policji, mł. insp. Krzysztof Ogroński przekazał, że do tej pory ewakuowano 42 osoby z 20 budynków. Większość rozjechała się do rodzin. 

Terytorialsi i Bayraktar w akcji

Na briefingu zorganizowanym na miejscu akcji gaśniczej po godz. 23 wiceszef MSWiA Wiesław Leśniakiewicz przekazał, że sztab kryzysowy z udziałem szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego zdecydował, że do akcji w piątek rano zostanie włączonych 100 terytorialsów, a jeszcze w nocy zostanie dostarczony statek bezzałogowy Bayraktar umożliwiający obrazowanie terenu ogarniętego pożarem.

W nocy w rozmowie z TVN24 rzecznik prasowy PSP st. kpt. Wojciech Gralec zwrócił uwagę, że od godz. 16-17 w akcji gaśniczej wykorzystywane są drony PSP, ułatwiające dowodzenie działaniami ratowniczymi. Jak wyjaśnił, oprócz kamery w świetle widzialnym, są wyposażone w kamery na podczerwień, co umożliwia wykrycie - nawet pomimo silnego zadymienia - gdzie jest front pożaru, gdzie są zarzewia ognia oraz gdzie występuje wysoka temperatura.

Utrudnienia i apel do mieszkańców

W komunikacie opublikowanym w nocy przez Komendę Stołeczną Policji czytamy: "W lokalizacji Łochów ruch podłączony jest na DK 62 kierunek Węgrów, dalej na DW 637 kierunek Stanisławów, gdzie na skrzyżowaniu z DK 50 należy skręcić w lewo na Mińsk Mazowiecki. Ruch występujący po tej samej trasie w zasięgu wyszukiwania".

Wiceminister Leśniakiewicz i straż pożarna zaapelowali do okolicznych mieszkańców o ograniczenie zużycia wody, ponieważ do większości działań gaśniczych służby korzystają z instalacji hydrantowej. Ze względu na intensywność pożaru, w czwartek bardzo spadło w niej ciśnienie.

St. kpt. Wojciech Gralec wyraził obawy, że prognoza pogody nie napawa optymizmem - najbliższe dni mają być podobne, czyli słoneczne, z dosyć wysoką temperaturą i dość silnym wiatrem. 

Z relacji Jana Kaczmarowskiego, pożarnika Lasów Państwowych, wynika, że za sprawą spadku temperatury i wzrostu wilgotności w nocy płomienie miały wysokość mniej więcej do kolan. Strażacy próbowali intensywnie wykorzystać tę mniejszą intensywność, żeby "złapać" pożar. Równocześnie próbowano oborać pożarzysko z wykorzystaniem ciągników, tworząc głębokie bruzdy mające zapobiec rozprzestrzenieniu ognia. Gdybyśmy nie podjęli tych działań w nocy, istniałoby ryzyko, że rano - wraz ze wzrostem temperatury i spadkiem wilgotności - pożar by się podniósł - wyjaśnił Kaczmarowski.