Dwaj członkowie władz spółki będącej liderem konsorcjum usłyszeli zarzuty w sprawie określanej jako „Amber Gold dla bogatych”. Miliony złotych stracili pokrzywdzeni, którzy zainwestowali w piramidę finansową firmowaną przez znanego profesora Uniwersytetu Gdańskiego.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, Mariusz Duszyński, potwierdził, że śledczy postawili pierwsze zarzuty dwóm członkom władz spółki kapitałowej, będącej liderem konsorcjum finansującego działalność innej firmy. 56-letni Adam K. i 49-letni Wojciech H. są podejrzani o niezgłoszenie wniosku o upadłość spółki w latach 2019-2022, mimo powstania ku temu przesłanek prawnych.

Adam K. usłyszał także zarzuty popełnienia piętnastu oszustw oraz działania na szkodę wierzycieli poprzez selektywne spłacanie zobowiązań. Prokurator zastosował wobec niego dozór policyjny, poręczenie majątkowe oraz zakaz prowadzenia określonej działalności gospodarczej.

Mechanizm inwestycji i straty inwestorów

Inwestycja w spółkę L.I. polegała na finansowaniu wynajmu samochodów zastępczych dla klientów zakładów ubezpieczeń, co miało przynosić zyski z wierzytelności wobec ubezpieczycieli. "Twarzą" projektu był znany profesor Uniwersytetu Gdańskiego, który firmował nazwiskiem przedsięwzięcie - podaje Polska Agencja Prasowa.

Wśród pokrzywdzonych są znani biznesmeni z Pomorza, którzy inwestowali od kilkuset tysięcy do prawie 2 mln zł. Według ustaleń śledczych, Adam K. miał wprowadzać inwestorów w błąd, nie informując o ryzykach i rzeczywistej sytuacji finansowej spółek. Straty pożyczkodawców i konsorcjantów szacowane są na co najmniej 9 mln zł.

Znane nazwiska i mechanizm piramidy

Według nieoficjalnych ustaleń Polskiej Agencji Prasowej śledczy dysponują m.in. korespondencją mailową, w której biznes był polecany przez osoby z tzw. śmietanki towarzyskiej Trójmiasta. 

Biznes mógł się kręcić, bo opierał się na znajomości, a czasem nawet przyjaźni poszczególnych osób. Część inwestorów, ufając znajomym, nie czytała podpisywanych umów - relacjonuje agencji jeden z uczestników przedsięwzięcia.

Według relacji świadków, gotówka była wyłudzana od konsorcjantów i pożyczkodawców, mimo że firma nie miała już szans na rynkową działalność.

Śledztwo i możliwe konsekwencje

Pierwsze zawiadomienie w tej sprawie wpłynęło do prokuratury na początku 2022 roku. Pokrzywdzeni zarzucają organizatorom funduszu oszustwa, działanie w zorganizowanej grupie przestępczej oraz wyrządzenie wielomilionowych strat. Za oszustwo grozi kara do 10 lat więzienia.

Profesor Uniwersytetu Gdańskiego, pomysłodawca projektu, twierdzi, że sam poniósł straty, a inwestorzy byli świadomi ryzyka biznesowego.