Prawo i Sprawiedliwość chce odwołania ministra spraw wewnętrznych i administarcji. Decyzja o zbieraniu podpisów pod wnioskiem o wotum nieufności wobec Marcina Kierwinskiego zapadnie na najbliższym posiedzeniu klubu - dowiedział się reporter RMF FM Kacper Wróblewski.

  • Chcesz być na bieżąco? Jeszcze więcej informacji znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl

Politycy PiS-u obwiniają szefa MSWiA za działania służb w Gdańsku. W sobotni wieczór służby po fałszywym alarmie siłowo weszły do mieszkania należącego do matki prezydenta Karola Nawrockiego. Zdaniem opozycji z tego powodu Marcin Kierwinski powinien stracić stanowisko. 

Decyzję podejmie zapewne klub, ale nie wykluczam tego - powiedział RMF FM poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk. Inni politycy PiS: Piotr Uściński, Agnieszka Wojciechowska van Heukelom i Łukasz Kmita zdecydowali się na przeprowadzenie dziś w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji interwencji poselskiej. Z notatek sporządzonych po tej kontroli wynika, że panuje chaos kompetencyjny pomiędzy policją, Państwową Strażą Pożarną, Centrum Powiadamiania Ratunkowego oraz Służbą Ochrony Państwa. Brakuje jasno określonych procedur dotyczących obsługi zgłoszeń związanych z osobami chronionymi. Nie wiadomo, kto odpowiada za koordynację oceny wiarygodności zgłoszeń ani kto podejmuje decyzję o ewentualnym wejściu siłowym - mówił w Radiu RMF24 były wojewoda małopolski. 

Co o zbieraniu podpisów pod wnioskiem o wotum nieufności dla szefa MSWiA sądzi koalicja rządząca? Wniosek o charakterze absurdalnym. W polityce nie brakuje zjawisk absurdalnych i to jest właśnie takie zjawisko - stwierdził Mariusz Witczak z Koalicji Obywatelskiej.

Sobotnia interwencja w Gdańsku

Przypomnijmy, że Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości bada 18 fałszywych alarmów z całego kraju. Do incydentów dochodziło od 11 maja. Mogą mieć tych samych prowodyrów. Największym echem odbiła się sytuacja z soboty. Służby, po fałszywym alarmie, siłowo weszły do mieszkania w Gdańsku, należącego do matki prezydenta Karola Nawrockiego. Późnym wieczorem w MSWiA odbyła się pilna narada służb pod przewodnictwem szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego, z kolei w niedzielę rano premier Donald Tusk zwołał odprawę z udziałem ministrów i przedstawicieli służb.

Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz stwierdził, że  od kilkunastu dni służby są paraliżowane przez fałszywe zgłoszenia uderzające w dziennikarzy oraz osoby publiczne związane z prawicą. Dodał, że "przez kilkanaście dni rządzący nie potrafią odpowiednio zareagować".

Państwowa Straż Pożarna podała, że w sobotę o godz. 19:30 do służb wpłynęły dwa zgłoszenia. Pierwsze "wskazujące na możliwość wystąpienia pożaru w mieszkaniu oraz zagrożenia życia osób znajdujących się wewnątrz", drugie dotyczyło nagłego zatrzymania krążenia.

Poinformowano, że z uwagi na powagę przekazanych informacji oraz fakt, że próby skontaktowania się z osobami zgłaszającymi nie przynosiły rezultatu, na miejsce niezwłocznie zadysponowano siły i środki PSP. "Po przybyciu na miejsce i przeprowadzeniu rozpoznania kierujący działaniem ratowniczym podjął decyzję o siłowym wejściu do lokalu. W wyniku sprawdzenia mieszkania nie stwierdzono zagrożenia pożarowego ani obecności osób poszkodowanych. Lokal był pusty" - podali strażacy.

18 maja MSWiA informowało, że między 10 a 15 maja doszło do 12 interwencji funkcjonariuszy służb policji związanych ze zgłoszeniami dotyczącymi "czy to podłożenia ładunków wybuchowych, czy zagrożenia zdrowia i życia".

Policja podjęła działania m.in. w mieszkaniu redaktora naczelnego TV Republika po zgłoszeniu dotyczącym rzekomego zagrożenia życia osoby nieletniej. Interwencja okazała się bezpodstawna; uznano ją za próbę wprowadzenia służb w błąd.