W nocy z czwartku na piątek w elektrociepłowni w Olsztynie, w której spalane są śmieci, doszło do dwóch pożarów. W ich wyniku jedną z instalacji grzewczych wygaszono. "Dostawy ciepła dla Olsztyna nie są zagrożone" - poinformowała wiceprezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Olsztynie Lidia Warnel. Zapewniła, że incydenty nie były aktami sabotażu.

Po pożarze w spalarni dostawy ciepła nie są zagrożone

Dostawy ciepła dla mieszkańców Olsztyna nie są zagrożone, ponieważ do pożaru doszło w jednym z wielu źródeł pracujących w miejskiej sieci ciepłowniczej. W miejsce wyłączonej instalacji zostały uruchomione kotły gazowe - poinformowała w piątek wiceprezes zarządu MPRC Olsztyn Lidia Warnel. 

Dodała, że instalacja, w której doszło do pożaru, powinna być naprawiona w ciągu kilku dni. Zapewniła, że nie doszło do sabotażu. To było zdarzenie związane ze zwiększoną eksploatacją wynikającą z mrozów - powiedziała.

Rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Olsztynie st. kpt. Jakub Wiecierzycki powiedział, że po godz. 20 w miejskiej elektrociepłowni przy ul. Bublewicza doszło do pierwszego pożaru, a tuż po północy do drugiego

Do tych zdarzeń doszło na jednej linii, ale w dwóch różnych miejscach. Był to tzw. odżużlacz czyli miejsce, z którego z pieca wypadają gorące odpady. Gaszenie tego typu pożarów jest trudne ze względu na specyfikę tego miejsca, strażacy współpracowali ściśle z załogą spalarni - powiedział strażak.