Malownicze miejscowości przy wschodniej granicy Polski liczą na powrót turystów przestraszonych wydarzeniami w Białorusi i Ukrainie. Po polskiej stronie jest jednak bezpiecznie i cicho. Nawet za cicho, bo turystyczny niż szkodzi skromnej lokalnej gospodarce, dla której ożywczym zastrzykiem są pieniądze od turystów. Samorządowcy już wprost mówią, że rząd powinien pomóc w przyciągnięciu gości z powrotem i w oderwaniu krzywdzącej metki "niebezpiecznych" od urokliwych terenów ściany wschodniej.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Ci, którzy tu przyjeżdżają, mówią, że nie czują się zagrożeni. I za krzywdzące uważają postrzeganie tego terenu jako niebezpiecznego.
Ludzie pytają, czy tam nie jest niebezpiecznie, ale nigdy się nie pytają, co tam można fajnego zobaczyć - mówi turystka zwiedzająca jedną z trzech zabytkowych synagog we Włodawie w Lubelskiem. Tu rzeczywiście jest co zobaczyć i nie ma się czego bać - dodaje kobieta.
Tu jest raj - mówi towarzyszący jej mężczyzna. Tu jest taka cisza i spokój, ta przyroda... jesteśmy pod wielkim wrażeniem.
Okolice przygranicznej Włodawy witają gości bogactwem przyrody i kojącą ciszą. Aż gęstą, niedającą się porównać z wielkomiejską wersją ciszy, zmąconą szumem z jezdni, szmerem osiedla, tłuczonymi za ścianą schabowymi i wyciem karetek. Nadbużańskie okolice działają jak odtrutka dla rozedrganych codziennym pośpiechem. I chociaż po tę odtrutkę łatwo jest sięgnąć, bo to zaledwie trzy godziny jazdy samochodem z Warszawy (z Lublina półtorej), to turystyka zauważalnie tu osłabła.
Turystów, nie tylko w powiecie włodawskim, ale na całej ścianie wschodniej, jest mniej. Od północnej części województwa podlaskiego aż po samo południe Podkarpacia - stwierdza Mariusz Zańko, starosta powiatu włodawskiego.
Dlaczego turyści odwrócili się od tych terenów? Jako jedną z przyczyn starosta wskazuje zapoczątkowany w 2021 r. kryzys migracyjny na granicy z Białorusią i wprowadzony w związku z nim stan wyjątkowy na terenach przygranicznych. Jako kolejną - rozpoczętą w 2022 r. pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę.
Gdy zdawało się, że Polacy nabrali już przekonania, że konflikt nie będzie bezpośrednio odczuwalny na terenie Polski, we wrześniu 2025 r. zza wschodniej granicy nad polskie terytorium wleciały drony.
Drony nam nie pomogły w turystyce - przyznaje Anita Lewczuk vel Leoniuk dyrektorka Muzeum - Zespołu Synagogalnego we Włodawie, które jest organizatorem największej w mieście imprezy kulturalnej, czyli Festiwalu Trzech Kultur. To międzynarodowe wydarzenie przypominające wielokulturową przeszłość miasta współtworzonego przez wyznawców katolicyzmu, prawosławia i judaizmu.
Drony wleciały do Polski kilka dni przed rozpoczęciem ubiegłorocznej, 25. edycji festiwalu, a najpoważniejszy incydent związany z bezzałogowcami wydarzył się właśnie koło Włodawy. W odległej o kwadrans jazdy samochodem wsi Wyryki-Wola na jeden z domów mieszkalnych spadła rakieta wymierzona w jeden z dronów, o czym głośno było w światowych mediach. Po tym zdarzeniu wiele osób postanowiło nie przyjeżdżać na festiwal.
Z uczestnictwa zrezygnowało dużo osób z zagranicy. Bali się, po prostu się bali - mówi dyrektorka włodawskiego muzeum. Było bardzo dużo turystów, ale byli to jednak głównie turyści z Polski. Osoby i partnerskie instytucje, które zazwyczaj uczestniczą i miały ochotę do nas przyjechać, na pewno z obawy przed tym wszystkim zrezygnowały - zauważa Anita Lewczuk vel Leoniuk. I przyznaje, że ruch turystyczny od dawna jest mniejszy.
Ta strefa nadgraniczna w tym ostatnim okresie strasznie cierpi, tych turystów jest na pewno mniej - potwierdza dyrektorka muzeum. Zastrzega, że rozumie obawy gości, zwłaszcza tych z zagranicy, ale uważa, że nie są uzasadnione. Niezasadne, niesłuszne, my czujemy się tu bezpiecznie.
Zagrożenia nie czują też mieszkańcy Włodawy. Tutaj jest spokojnie - mówi jedna z pań handlujących na targowisku. Nie ma się czego bać - zapewnia sekretarz miasta Edyta Słabko. Proszę się nie bać, nie obawiać. Mimo że jesteśmy blisko tej granicy, jest spokojnie, cicho - wskazuje.
Dobre działania służb mundurowych spowodowały, że stabilizuje się sytuacja - ocenia starosta Zańko. Mieszkańcy województwa lubelskiego już wiedzą, że jest spokojnie, mieszkańcy Podlasia i Podkarpacia wiedzą, że się ta sytuacja stabilizuje. Ale potrzeba takiego impulsu, informacji do mieszkańców centralnej Polski, zachodniej Polski, że ta granica jest bezpieczna, że tutaj żyjemy, funkcjonujemy. Jesteśmy przygotowani do sezonu turystycznego, który niebawem ruszy. Bogactwo przyrody Polesia Włodawskiego, Polesia Lubelskiego, piękne nadbużańskie tereny, Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie z perłą Okunkinką i Jeziorem Białym, czekają na turystów - mówi starosta.
Samorządowcy obawiają się jednak, czy własnymi siłami będą w stanie odkleić od tej okolicy łatkę "niebezpiecznej". A jest o co walczyć, bo postrzeganie regionu przekłada się wprost na jego zamożność, a właściwie na zmniejszenie jego ubóstwa.
Odpływ turystów to poważny problem dla lokalnej gospodarki, w której brak dużych zakładów pracy i za mało jest miejsc pracy. Najwyższe na Lubelszczyźnie bezrobocie jest właśnie tutaj, w powiecie włodawskim. Na koniec lutego stopa bezrobocia przekraczała 18 proc. Dlatego szczególnie ważnym zastrzykiem dla gospodarki są pieniądze zostawiane przez przyjezdnych. A im mniej turystów, tym biedniejsza staje się okolica.
Dobrym pomysłem byłoby, gdyby z poziomu centralnego były zaoferowane bony turystyczne właśnie dla tej części Polski - mówi starosta włodawski w rozmowie z RMF FM. Dzisiaj takie powiaty jak włodawski, sokólski, hrubieszowski, bialski czy chełmski powinny być objęte takim programem pomocowym ze strony państwa polskiego, aby łagodzić skutki tej sytuacji. Pamiętajmy, że ta część Polski straciła w związku z wojną i trzeba przygotować również programy naprawcze dla wschodniej części naszego kraju.
Czy starostwo nie może samo ściągnąć gości, wprowadzając własny bon turystyczny? Starosta przekonuje, że powiatu na to nie stać.
My, jako biedny powiat włodawski, dokładamy 8,5 mln zł z naszych środków do ratowania szpitala, aby spłacić długi, aby mieć pieniądze na wypłatę wynagrodzeń. Robimy to kosztem budowy dróg, kultury i oświaty. Dzisiaj nie stać nas na taki program. Pamiętajmy, że ta sytuacja sytuacja geopolityczna negatywnie wpływa na samorządy we wschodniej części Polski, również trwa tutaj zapaść demograficzna, starzejące się społeczeństwo, nie ma nowych firm, które by płaciły podatki i sytuacja się rzeczywiście nawarstwia - wylicza Zańko. Oprócz działań związanych z poprawą turystyki, która była tutaj pewnym źródłem utrzymania ludzi i wpływów do budżetu, to musimy pamiętać, że trwa odpływ ludzi tutaj mieszkających. Już teraz 30 proc. to są osoby w wieku poprodukcyjnym, a jeżeli nic się nie zmieni, to trendy są bardzo negatywne i zaraz połowa ludzi mieszkających tutaj, to będą osoby w wieku 60 lat i więcej - dodaje.
O ściągnięcie turystów we własnym zakresie postanowiło powalczyć województwo podlaskie, które uruchomiło program Podlaskiego Bonu Turystycznego. Goście mogą dostać dopłaty do noclegów na Podlasiu. Samorząd przeznaczył na ten cel 2 mln zł, pieniądze będą dzielone w trzech turach.
Pierwsza pula została udostępniona w sobotę, a w tym rozdaniu można było dostać 300 zł na osobę pod warunkiem zarezerowania minimum dwóch noclegów między początkiem kwietnia a końcem czerwca. Zainteresowanie było ogromne, pula niemal 2700 bonów rozeszła się w 2 minuty i 7 sekund. Własny bon ma też warmińsko-mazurskie, ale tam program został wstrzymany pod koniec lutego w związku z podejrzeniem hakerskiego ataku na system informatyczny, a wygenerowane już bony anulowano.
Samorząd Lubelszczyzny jak dotąd na taki program się nie zdecydował. W maju 2025 r. zarząd województwa wyjaśniał, że "prowadzi analizę zasadności wprowadzenia takiego rozwiązania w naszym regionie". W lutym 2026 r. informował, że "nadal analizuje zasadność wprowadzenia regionalnego bonu turystycznego", ale już z zastrzeżeniem, że czeka na rządowe decyzje o wprowadzeniu centralnego "czeku turystycznego".
Taki czek miałby być przeznaczony dla czterech województw: warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, lubelskiego i podkarpackiego. Czeki turystyczne miałyby wesprzeć jesienny sezon w bieżącym roku, a państwo miałoby na to przeznaczyć 10 mln zł, przy czym drugie tyle miałyby wyłożyć samorządy województw.


