Poranna ewakuacja fabryki Procter and Gamble w Łodzi. Mężczyzna wtargnął do zakładu z bronią i zaczął strzelać. Na miejscu są służby, które negocjują z napastnikiem, aby się poddał. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

  • Były pracownik zakładów Gillette w Łodzi dostał się na teren firmy, oddał strzał do jednego z kierowników, a następnie uciekł. 
  • Na miejscu pracuje policja, która zlokalizowała sprawcę. Trwają negocjacje. 
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

WAŻNA AKTUALIZACJA: Mężczyzna został zatrzymany przed godz. 17.

Dramatyczne sceny w fabryce Procter and Gamble w Łodzi. 

W środę rano (ok. godz. 7.00) do zakładu wtargnął mężczyzna i zaczął strzelać w kierunku jednego z kierowników. Służby ewakuowały wszystkich przebywających na terenie fabryki, w sumie było to około 400 osób. 

Na szczęście nikomu nic się nie stało. 

Na miejscu pracują służby, które próbują zatrzymać napastnika i nakłonić go, by się poddał i oddał broń. 

Prowadzimy negocjacje ze sprawcą. Na miejscu pracują policjanci z komendy miejskiej i komendy wojewódzkiej, a także kontrterroryści  - powiedziała Kamila Sowińska z łódzkiej policji. 

Mężczyzna, który strzelał to 42-letni były pracownik zakładu.  

Z nieoficjalnych infomracji wynika, że to mogła być zemsta za zwolnienie z pracy lub złe traktowanie przez kierownika.

Pracownicy w pośpiechu opuszczali zakład

Jak informuje reporterka RMF FM Agnieszka Wyderka, która jest na miejscu zdarzenia, na parkingu przed zakładem zgromadziła się grupa kilkudziesięciu osób owiniętych w folie termoizolacyjne. 

Ludzie musieli wychodzić z fabryki w pośpiechu, niektórzy byli ubrani tylko w koszulki z krótkim rękawem. Zostali oni zabrani samochodami, które przewiozły ich do ogrzewanych pomieszczeń.

Jeden ze świadków powiedział naszej reporterce, że "napastnik celował do kogoś konkretnego, ale nie chciał zranić nikogo z szeregowych pracowników firmy".

Za bramą zakładu stoi kilka samochodów policyjnych. 

Przed godz. 11.00 zakładowy parkig opustoszał. Cały teren jest zamknięty przez policję i nikt nawet nie może podejść w pobliże bramy wjazdowej na teren firmy.

Fabryka jest zamknięta i wydaje się mało prawdopodobne, żeby pracownicy jeszcze dziś po południu wrócili do pracy. 

Trwa ustalenie okoliczności zdarzenia i motywu działania sprawcy.

Prokuratura o sytuacji w fabryce

Po godz. 13.00 w sprawie zdarzenia w fabryce w Łodzi wypowiedziała się prokutura. Jak poinformowała prok. Marta Stachowiak - Klimaszewska - do ataku doszło w biurze byłego szefa 42-latka. 

Mężczyzna oddał dwa lub trzy strzały. 

Napastnik był zatrudniony przez 14 lat w tym zakładzie - z pracy odszedł półtora roku temu.