"To jest we wspólnej agendzie całej Koalicji Europejskiej, dostęp do służby zdrowia jest absolutnym priorytetem wszystkich" - powiedziała w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Danuta Hübner pytana o obietnicę Grzegorza Schetyny, że Polacy będą czekać na wizyty u lekarzy specjalistów maksymalnie 21 dni. "Dawanie dat nie ma najmniejszego znaczenia. Najważniejsze jest to, żeby od początku, od pierwszego dnia po wyborach, zabrać się do roboty" - dodała. "Czas kampanii ma swoje prawa, ale gdzieś są granice zapowiedzi czy obietnic. Dostrzegam w wypowiedzi pani Hübner pewne zażenowanie wspomnieniem o słowach Grzegorza Schetyny. To, co on opowiadał w kontekście dodatkowych pieniędzy i na co one pójdą to jest po prostu bajka" - odparł były minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. "Schetyna jak królika z kapelusza wyciągnął 21 dni" - ocenił.

W internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM goście Marcina Zaborskiego byli pytani m.in. o to, czy Koalicja Europejska oraz Prawo i Sprawiedliwość popierają budowę elektrowni atomowej w Polsce. "Szczerze mówiąc, powiem, że nie wiem, czy popiera czy nie, dlatego, że wydaje mi się, że jest to sprawa, która jest bardzo trudna i to jest sprawa, która dzieli poszczególne partie, które wchodzą w skład Koalicji Europejskiej. (...) to jest jeden z tych tematów, które będą negocjowane przy okazji następnych wyborów w październiku, jeżeli ta Koalicja będzie w tym samym składzie, wtedy myślę, że będzie to jeden z tych tematów, które trzeba będzie uzgodnić" - odpowiedziała Danuta Hübner. Konstanty Radziwiłł stwierdził, że "rząd przyjął strategię rozwoju sektora energetycznego i projekt budowy dwóch elektrowni atomowych jest w tym zawarty. (...) trochę nieodpowiedzialne jeżeli jest taka siła, która aspiruje, żeby rządzić jak Koalicja Europejska, żeby uchylać się od takiego pytania". Senator PiS dopytywany przez Marcina Zaborskiego o konkrety, w tym datę powstania elektrowni, dodał "to jest kwestia różnego rodzaju analiz, które mają bardzo skomplikowany charakter (...) moim zdaniem nieodpowiedzialne jest mówienie o ochronie klimatu, jeżeli nie myśli się poważnie o energetyce jądrowej. Europosłanka PO doprecyzowała, że "wyzwaniem Koalicji Europejskiej nie jest to, co mówi pan senator, że nie ma stanowiska, tylko, że są bardzo wyraźnie stanowiska, które będą musiały być przedyskutowane".


Konstanty Radziwiłł był pytany o to, dlaczego wyborca ma postawić znak "X" przy jego nazwisku, skoro na liście PiS są doświadczeni eurodeputowani PiS "Jeśli chodzi o mnie, czuję się dobrze przygotowany do pracy w Parlamencie Europejskim, oczywiście w określonych dziedzinach" - zauważył. Wymienił m.in. prawa pacjentów w opiece transgranicznej, kwestie rejestracji leków, bezpieczeństwa krwi, żywności, czy narządów do przeszczepienia.


Danuta Hübner odniosła się także do tego, czy otrzymała propozycję, by startować z listy Wiosny Roberta Biedronia. "Był taki moment, że rozmawiałam z Robertem, czy Robert rozmawiał ze mną. Bardziej rozmawiałam o tym, jak mogę im pomóc. (...) Nigdy nie rozmawialiśmy w sensie finalnym, żebym miałam startować z list Wiosny" - przyznała. "Miałam taki moment, kiedy myślałam, że 4. miejsce jest sygnałem, że już mogę sobie pójść robić coś innego (...)Wydawało mi się, że w układaniu listy straciliśmy najlepsze możliwe proporcje pomiędzy ciągłością i zmianą, dlatego zdecydowałam się wprowadzić ciągłość do tej listy" - tłumaczyła. 

Marcin Zaborski, RMF FM: Na początek być może naiwne pytanie, ale zadam je, a co tam. Dlaczego Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość nie mogą wspólnie, ponad podziałami w polityce krajowej, zawalczyć o większe pieniądze dla Polski w unijnym budżecie? Nie od dziś o to dopytuję: dlaczego nie możecie usiąść przy jednym stole i naprawdę o tym razem porozmawiać, panie senatorze?

Konstanty Radziwiłł: Ja uważam, że to pytanie jest trochę bezzasadne...

Goście: Danuta Hübner i Konstanty Radziwiłł


Naprawdę?

K.R.: Bo oczywiście, że powinniśmy wszyscy zabiegać o większe pieniądze...

Oczywiście, że powinniśmy, ale dlaczego tego nie robimy, jeśli chodzi o polityków?

K.R.: To znaczy, to chyba nie jest tak do końca... To znaczy są określone procedury i w Unii Europejskiej one obowiązują. I nas też obowiązują. A zatem dzisiaj mamy do czynienia z projektem przygotowanym przez Komisję Europejską, w której to komisji Polacy zasiadają, Polka jedna zasiada, prawda?

No tak, ale dlaczego premier Morawiecki na przykład nie spotyka się chociażby z wszystkimi eurodeputowanymi - i tymi z PiS-u, i tymi z PO, i nie rozmawia o tym, jak to zrobić razem?

K.R.: A to nie jest ten etap, bo my zgodnie z procedurą w tej chwili... To państwa członkowskie opiniują ten projekt i jesteśmy na tym etapie, gdzie rozpoczęliśmy akcję, która nie ma charakteru partyjnego zdecydowanie. Na przykład ożywiliśmy można powiedzieć - bo w przeszłości istniał taki klub Przyjaciół Spójności, który ma charakter może nie tylko wspólny z PO, co wspólny z wieloma państwami, które rządzone są przez różne ugrupowania polityczne, bliższe lub dalsze Prawu i Sprawiedliwości... I w ogóle ja nie dostrzegam takiego partyjnego, że tak powiem, punktu widzenia.

Kiedyś pytałem o to eurodeputowaną PO Julię Piterę w naszym studiu i ona mówiła tak: "Jak politycy PiS-u zaczną mówić dzień dobry i do widzenia, to może wtedy usiądziemy do jednego stołu i rzeczywiście będziemy rozmawiać. A poza tym to oni powinni jednak do opozycji zwracać się z większym szacunkiem i ewentualnie próbować nawiązać kontakty, a nie opozycja błagać partię rządzącą, żeby zechcieli z nami rozmawiać. Tak to naprawdę wygląda?"

Danuta Hübner: Ja myślę, że to jest rzeczywiście wielościeżkowa... Takie zadanie, które przebiega różnymi ścieżkami i te negocjacje trwają bardzo długo. To nie jest miesiąc czy dwa. Ja chciałam nawiązać jeszcze do tej grupy przyjaciół spójności, bo akurat jako komisarz odpowiadający za politykę regionalną właśnie tworzyłam tę grupę razem z prezydencją wtedy i powstała grupa krajów zupełnie nieoczekiwanie, nie tylko składająca się z naszej części Europy, ale także z państw należących do tej "piętnastki" wyżej rozwiniętej albo mniej zainteresowanych funduszami, więc to rzeczywiście był rzeczywiście dobry pomysł i wiadomość, że ta grupa przy okazji tego budżetu również może działać. Mam nadzieję, że ona się nie składa...

Ale nie ma takiej potrzeby, żeby eurodeputowani rozmawiali ze sobą i walczyli o te pieniądze razem?

D.H.: Myśmy już walczyli w Parlamencie Europejskim, sprawozdawcy akurat byli z naszej grupy, z PO, zajmujący się budżetem, i udało się przeforsować, przegłosować w PE takie sformułowania, z których jednoznacznie wynika, że domagamy się utrzymania polityki spójności na poziomie obecnym, a nie obniżenia, tak jak zostało to powiedziane, ponad 20 mld euro, więc było takie... I ja nie pamiętam, ale mam nadzieję, że koledzy z PiS również głosowali wspierająco za nami, więc w PE...

No to o pieniądzach porozmawiajmy, tych, które w PE, ale też w Unii Europejskiej w ogóle można znaleźć i wywalczyć. Bo Koalicja Europejska obiecuje w tej kampanii, że dzięki pieniądzom z unii, do lekarza specjalisty w Polsce poczekamy nie dłużej niż 3 tygodnie. Zapytała pani Grzegorza Schetynę, kiedy to naprawdę będzie w Polsce możliwe?


D.H.: To, co jest nowością w UE, to jest 2 lata temu przyjęty tzw. filar społeczny w Goteborgu - w listopadzie, 1,5 roku temu - przyjęty i tam po raz pierwszy wprowadza się rzeczywiście takie rozwiązania czy rekomendacje, zobowiązania, których do tej pory nie było w UE, właśnie dotyczące m.in. nie tylko dostępu do edukacji, dotyczące także dość głęboko idącej interwencji. Także warunki pracy, łącznie z utworzeniem agencji specjalnej ds. pracy, ale także zdrowie pojawia się jako bardzo wysoko ustawiona preferencja. 

Pani profesor, słuchają nas wyborcy, pani wyborcy, nie tylko pani. Czy jest pani w stanie im powiedzieć, kiedy stanie się faktem ten postulat zgłaszany przez Koalicję Europejską w tej kampanii, jako jeden z najważniejszych - nie dłużej niż 3 tygodnie czekania na wizytę u lekarza specjalisty?


D.H.: Oczywiście. Po pierwsze będzie to zależało od tego, czy wygramy wybory w październiku czy tych wyborów nie wygramy.

Wygrywacie wybory i co dalej?

D.H.: Wygrywamy wybory, zakończą się negocjacje europejskie dot. budżetu i będą najprawdopodobniej środki, które wesprą środki, które można będzie w kraju wygospodarować. Jestem przekonana, że to będą priorytety. To jest we wspólnej agendzie całej Koalicji Europejskiej, dostęp do służby zdrowia jest absolutnym priorytetem wszystkich.

Na razie daty nie słyszę, ale żeby pozwolić też panu senatorowi odpowiedzieć.

D.H.: Ja myślę, że ryzykownym jest dawanie dat. Nie ma najmniejszego znaczenia. Najważniejsze jest to, żeby od początku, od pierwszego dnia po wyborach, zabrać się do roboty i zrobić to jak najszybciej.

Konstanty Radziwiłł - jako były minister zdrowia słyszy pan ten postulat i myśli sobie pan tak: Prawo i Sprawiedliwość takiego planu nie ma. Nie ma konkretnej daty, którą może pan podać i powiedzieć, że jeśli PiS będzie rządziło, wygra te wybory i kolejne to Polak będzie czekał nie dłużej niż 3 tygodnie na wizytę do lekarza specjalisty.

K.R.: Panie redaktorze, muszę powiedzieć, że z pewnym zażenowaniem o tym będę mówił. Uważam, że wprawdzie czas kampanii ma swoje prawa, ale gdzieś są granice, w każdym razie wydaje się, że powinny być, granice wypowiedzi, zapowiedzi czy obietnic. Dostrzegam w wypowiedzi pani Hübner pewne zażenowanie wspomnieniem o słowach Grzegorza Schetyny. To, co on opowiadał w kontekście dodatkowych pieniędzy i na co one pójdą to jest po prostu bajka. Po pierwsze, obiecał 100 mld złotych i to w dodatku powiedział to bardzo mocno, powiedział "to jest nasze zobowiązanie wyborcze". To jest zupełnie niemożliwe.

To proszę mi nie opowiadać bajek tylko proszę mi powiedzieć konkretnie, i wyborcom, którzy pana słuchają. Kiedy?

D.H.: Chciałabym powiedzieć, że to nie jest niemożliwe.

Kiedy doczekam się maksymalnie tego, że 3 tygodnie stoję w kolejce do lekarza specjalisty, jeśli wybory wygrywa PiS.

K.R.: Panie redaktorze, bardzo proszę, żebyśmy nie wchodzili na taki poziom, w którym ja rzucę jakąś liczbę i ona będzie lepsza niż ta najpierw podana przez Wiosnę, bo to było, przypominam, 30 dni, a później przez pana Grzegorza Schetynę, który jak królika z kapelusza wyciągnął 21 dni. Tak po prostu nie wypada, to jest po prostu kwestia szacunku do ludzi, którzy nas słuchają i dla wyborców. 100 mld złotych  dodatkowych z budżetu Unii Europejskiej, obiecywać dzisiaj, kiedy procedura tych skomplikowanych negocjacji, tak jak pani profesor mówi, dopiero się zaczęła, jest po prostu nieodpowiedzialnością. Wystarczy powiedzieć jedno, można prosić o 100 mld złotych, ale nie ma żadnej gwarancji, że pozostałe 27 państw się na to zgodzi. Po drugie, te pieniądze mogą być, w ogóle pieniądze z Unii, mogą być używane  jako wsparcie inwestycji, innowacji i one płyną do polskiego systemu służby zdrowia. Natomiast na pewno nie mogą być skierowane na finansowanie świadczeń, a więc w ogóle żadnego połączenia między dodatkowymi środkami z Unii Europejskiej a skróceniem kolejek do lekarzy po prostu nie ma. W kontekście wyborów europejskich w ogóle nie ma sensu o tym mówić.

D.H.: Przepraszam, muszę o tych pieniądzach powiedzieć, bo to są pieniądze, które w Parlamencie Europejskim, ci którzy odpowiadali za przygotowanie propozycji w imieniu Parlamentu Europejskiego dotyczących budżetu, czyli Platforma Obywatelska, zaproponowali, parlament to przegłosował i to jest celem parlamentu, żeby utrzymać na tym samym poziomie, na którym jest w tym roku, w tej obecnej kadencji Parlamentu Europejskiego i funduszów budżetowych, tego samego poziomu. Te pieniądze już są zażądane, czy ustalone, że będziemy o nie walczyć dzięki interwencji Platformy w Parlamencie Europejskim, więc zakładamy, że będą dodatkowe środki.