Jak donosi niemiecki "Der Spiegel", administracja prezydenta Donalda Trumpa zamierza drastycznie ograniczyć dostępność kluczowego sprzętu wojskowego dla NATO. Oznacza to mniej amerykańskich myśliwców, okrętów wojennych, dronów i samolotów-cystern dostępnych dla Sojuszu. USA stawia ogromne wyzwanie przed państwami Starego Kontynentu, które już wkrótce będą musiały samodzielnie zadbać o bezpieczeństwo Europy.
- Według informacji niemieckiego "Der Spiegel", władze USA poinformowały Europejczyków o zamiarze cięć w amerykańskim wsparciu wojskowym dla NATO.
- Ruch ten ma być częścią nowej strategii USA, która zakłada większą elastyczność na wypadek konfliktu w rejonie Indo-Pacyfiku.
- Taka sytuacja oznacza, że państwa Europy będą musiały same uzupełnić powstałe w ten sposób luki.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
W piątek w Brukseli odbyło się spotkanie, które może na zawsze zmienić oblicze transatlantyckiej współpracy wojskowej. Alexander Velez-Green, wysoki rangą urzędnik Pentagonu, przedstawił europejskim sojusznikom konkretne liczby i plany dotyczące przyszłości amerykańskiego wsparcia militarnego. Według informacji "Der Spiegel", USA zamierzają utrzymywać w gotowości dla NATO znacznie mniej systemów uzbrojenia i żołnierzy niż dotychczas.
Najbardziej spektakularne zmiany dotyczą myśliwców - liczba amerykańskich samolotów bojowych dostępnych dla Sojuszu ma zostać zmniejszona aż o jedną trzecią. To jednak nie wszystko. Waszyngton planuje ograniczyć liczbę bombowców strategicznych i samolotów-cystern, a także zakończyć udostępnianie okrętów podwodnych w ramach NATO. Dodatkowo, Europejczycy będą musieli sami zapewnić sobie rozpoznawcze drony, które dotąd były dostarczane przez USA.
Jak komentuje "Der Spiegel", przedstawione przez Amerykanów liczby oznaczają prawdziwy przełom w funkcjonowaniu NATO. Plany Waszyngtonu są znacznie głębsze niż mogli się spodziewać europejscy partnerzy. Na państwa Starego Kontynentu wywierana jest ogromna presja - muszą one w ekspresowym tempie zapełnić powstające luki i wziąć na siebie ciężar konwencjonalnej obrony kontynentu.
To nie tylko kwestia sprzętu, ale i ludzi, infrastruktury oraz gotowości do działania w sytuacjach kryzysowych. Europejskie rządy już rozpoczęły narady, jak odpowiedzieć na nowe wyzwania. Niemcy, Francja, Polska i inne kraje muszą w krótkim czasie zdecydować, jakie własne zdolności mogą zaoferować, by zamknąć powstałe luki w systemie obronnym NATO.
Co stoi za tą radykalną zmianą kursu? Oficjalnie, ograniczenia nie oznaczają wycofywania amerykańskich wojsk z Europy. Waszyngton chce jednak uzyskać większą elastyczność na wypadek konfliktu w regionie Indo-Pacyfiku, gdzie rośnie napięcie związane z Chinami. To właśnie tam, zdaniem amerykańskich strategów, może rozegrać się kolejny globalny kryzys, który wymagać będzie pełnej mobilizacji sił USA.
Jednocześnie Stany Zjednoczone zapewniają, że utrzymają odstraszanie nuklearne w Europie w ramach NATO.
Waszyngton oczekuje, że już na początku czerwca europejskie kraje przedstawią konkretne propozycje, jak zamierzają uzupełnić braki w systemie obronnym Sojuszu. Nowy podział obciążeń ma zostać zaprezentowany podczas lipcowego szczytu NATO w Ankarze.


