"Tenis nie jest sportem drużynowym. Dlatego jest potwornie drogi. Wynajęcie kortu, trener, wyjazdy. Bez sponsora jest bardzo trudno" - mówi w rozmowie z dziennikarzem RMF FM były tenisista Dawid Olejniczak. Pytany, czy zgadza się z Jerzym Janowiczem odpowiada, że ktoś o takiej pozycji w świecie tenisowym nie powinien zgłaszać takich pretensji. "Można grać pod balonem, z wilgocią i wodą kapiącą na głowę. Ale można też mieć cywilizowane warunki. Wszystko zależy od pieniędzy - dodaje.

Maciej Jermakow: Wypowiedź Jerzego Janowicza podzieliła środowisko tenisowe? Miał rację, czy może poniosły go emocje?

Dawid Olejniczak: Ciężko, ciężko powiedzieć. Ile ludzi tyle zdań. Myślę, że ta wypowiedź na pewno była niefortunna, nie było to miejsce ani czas, być może miał Jurek część racji w tym, ale na pewno ktoś o takiej pozycji, o takim ukształtowaniu w świecie tenisowym nie powinien zgłaszać takich pretensji.

Zostawmy kwestię krytyki dziennikarzy. Jeżeli chodzi o tenis, jeżeli chodzi o rozwój w tym sporcie. Jaką pomoc otrzymuje młody zawodnik? Przychodzą tutaj do klubu jego rodzice i mówią: chcielibyśmy, żeby nasze dziecko grało w tenisa. Nie mamy fortuny, ale chcielibyśmy, żeby dziecko w przyszłości było zawodowym tenisistą.

Tenis jest bardzo drogi. Na początku kariery pieniądze są bardzo ważne. Najważniejsze jest znalezienie sponsorów, żeby nie rujnować budżetu rodziców. Wiemy, że teraz na świecie sytuacja ekonomiczna nie jest najlepsza, więc o to drugie jest niezwykle ciężko. W tenisa nie grają ludzie ci najbardziej utalentowani, przede wszystkim grają dzieci tych rodziców, którzy mogą sobie na to pozwolić.

Z czego biorą się takie koszty? Wynajem kortu? Trener? Wyjazdy?

To jest zupełnie inaczej niż w sportach drużynowych. Tam kluby zapewniają wyjazdy, mecze, treningi. Tenis jest sportem indywidualnym. O tyle mam trochę do Janowicza może nie pretensje, ale myślę, że nie powinien tak mówić. Tak naprawdę gra dla siebie i te pieniądze, które zarabia nikomu ich nie oddaje. Dlaczego więc na początkowych etapach kariery miałby mu ktoś pomagać. W tenisie jak mówiłem wszystko jest drogie. Opieka trenerska: jeden trener jest dla jednego zawodnika. Wynajem kortów jest drogi. Kortów w Polsce cały czas jest za mało. Wszelkie wyjazdy to są ogromne koszta, bo przejazdy, przeloty, wyżywienie, sprzęt.

Jest szansa żeby to zmienić? Ponoć w Chinach kiedy młody zawodnik zaczyna karierę podpisuje coś na kształt umowy. Część nagród, które potem wygrywa, oddaje. A może po prostu jest tak, że trzeba uznać, że tenis jest sportem elitarnym i musi kosztować? 

W Polsce brakuje systemu finansowania. Mamy jednak duże nazwiska: Radwańska, Janowicz. To nazwiska rozpoznawalne na całym świecie. Polski Związek Tenisowy absolutnie tego nie wykorzystuje. W Polsce podczas Pucharu Davisa w hali mieszczącej cztery, pięć tysięcy ludzi, trybuny są wypełnione w połowie. Brakuje systemu. Ale, żeby był system muszą być i pieniądze. Pieniądze mogą się znaleźć tylko wtedy, kiedy ludzie odpowiedzialni za polski tenis będą szukali sponsorów. Kiedyś pan Krauze sponsorował polski tenis. Jak były pieniądze od razu pojawiły się sukcesy. Ale wiemy jak to się skończyło. Brakuje przede wszystkim kontynuacji tego, żeby ktoś był odpowiedzialny za to żeby znaleźć sponsorów.

Janowicz wściekły. "Trenujemy po szopach. Skąd takie oczekiwania?"

"Jesteśmy krajem, który nie ma jakiejkolwiek perspektywy w sporcie, biznesie, życiu prywatnym. Nie ma perspektywy dla nikogo" - mówił Jerzy Janowicz po przegranym meczu z Marinem Cilicem. "Trenujemy gdzieś po szopach - nie tylko w tenisie. Zbigniew Bródka musi trenować za granicą.... czytaj więcej

W tym roku cztery miliony złotych ma przeznaczyć ministerstwo na Polski Związek Tenisa. Co PZT mógłby zrobić? Skupić się na szukaniu sponsorów?

Jak najbardziej. Znaleźć sponsora, tak jak mówiłem, nie jest łatwo. Ale trzeba walczyć. Zachodnie federacje, takie tak francuska, czy niemiecka, najbardziej wykorzystują te marketingowe możliwości. U nas prawie nie ma turniejów. Są one organizowane przez osoby prywatne a nie PZT.

Czyli, jeżeli ktoś marzy, żeby jego dziecko grało w tenisa, musi liczyć tylko na siebie. Pieniądze z PZT idą m.in. na programy stypendialne. Słyszałem, że jest to 18 tys. złotych rocznie. 

Nie jest to oszałamiająca kwota, to raz. A dwa, żeby dostać stypendium, trzeba prezentować poziom w czołówce kraju, albo nawet pierwsze miejsce w kraju i jakiś poziom na arenie europejskiej. Czołówka rankingu europejskiego w danej kategorii, żeby ją osiągnąć, to już jest masa pieniędzy.

Na wczesnym etapie szkolenia ile miesięcznie kosztują treningi? Kilka tysięcy złotych?

Jak najbardziej. Oczywiście zależy od ilości treningów, od tego z kim się trenuje, od tego gdzie się trenuje, bo ceny kortów też są bardzo różne. Można grać pod balonem, z wilgocią i wodą kapiącą na głowę. Warunki można powiedzieć mało tenisowe. Można też grać na hali, gdzie jest ciepło, gdzie jest równa nawierzchnia, gdzie są cywilizowane szatnie. Także wiadomo, te ceny są bardzo rozbieżne. Ja sam przecież przez wiele lat byłem zawodnikiem i wiem ile to kosztowało moich rodziców. Potem kiedy już sam zarabiałem na graniu to te pieniądze cały czas inwestowałem. Więc tak naprawdę żyłem z dnia na dzień, żeby móc siebie samego finansować.

Osiągnięcie pierwszej setki to jest milion złotych?

Ja myślę, że to jest jak najbardziej kwota realna. Może nawet zaniżona. Wszystko zależy od tego, czy jeździ się samemu na turnieje, czy z trenerem, bo wiadomo - jak się jeździ z trenerem, to koszta rosną. Zależy ile się wykłada z własnej kieszeni, ile się dostaje, czy się ma jakieś dodatkowe dochody np. granie lig zagranicznych. To też są możliwe źródła dochodów obok turniejów. Jednak, żeby tam grać trzeba reprezentować wysoki poziom. 

(ug)