Zawieszenia broni między Izraelem a Libanem ogłoszone przez Donalda Trumpa za pośrednictwem platformy Truth Social budzi zaskoczenie nie tylko na arenie międzynarodowej, ale także w samym Izraelu. Jak wynika z informacji BBC, decyzja została przyjęta z dużym sceptycyzmem przez ministrów, którzy podczas posiedzenia rządu zostali postawieni przed faktem dokonanym.
- Donald Trump ogłosił rozejm na linii Izrael-Liban, zaskakując nie tylko opinię publiczną, ale także izraelskie władze.
- Decyzję krytykuje m.in. szef sztabu Sił Obronnych Izraela Gadi Eisenkot. "Zawieszenie broni musi zostać dokonane z pozycji siły, aby służyć interesom narodowym Izraela" - mówi.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Donald Trump w czwartek po południu czasu polskiego ogłosił, że przywódcy Libanu i Izraela zgodzili się na 10-dniowe zawieszenie broni. Wejdzie ono w życie za kilka godzin - dokładnie, jak napisał Trump - o godz. 17 czasu wschodniego (o godz. 23 w Polsce - przyp. red.). "Miałem zaszczyt zakończyć dziewięć wojen na świecie, a ta będzie moją dziesiątą, więc DO DZIEŁA!" - napisał Trump.
W Izraelu pojawiły się głosy oburzenia. Mam wrażenie, że rząd nas okłamał - mówi BBC Gal, student z Naharijji. Obiecali, że tym razem skończy się inaczej, ale wygląda na to, że znów zmierzamy w kierunku porozumienia, które niczego nie rozwiązuje.
Podobnego zdania jest Maor, 32-letni kierowca ciężarówki, którego dom został trafiony rakietą w ubiegłym roku. Daliśmy szansę libańskiemu rządowi, ale nie udało im się wywiązać z porozumienia. Nie rozbroili Hezbollahu. Jeśli my tego nie zrobimy, nikt tego nie zrobi - podkreśla.
W czwartek wieczorem premier Izraela Benjamin Netanjahu zwołał posiedzenie rządu zaledwie pięć minut przed ogłoszeniem rozejmu przez Donalda Trumpa. Z przecieków wynika, że ministrowie nie mieli możliwości głosowania w tej sprawie, a sama decyzja prezydenta USA zaskoczyła członków rządu.
Dla wielu obserwatorów to kolejny przykład ulegania presji ze strony Waszyngtonu. W opinii części izraelskich polityków działania rządu są podporządkowane oczekiwaniom administracji USA.
Krytycznie o sytuacji wypowiedział się były szef sztabu Sił Obronnych Izraela i lider partii Yashar, Gadi Eisenkot. Zawieszenie broni musi zostać dokonane z pozycji siły, aby służyć interesom narodowym Izraela - zaznaczył. Narzuca się nam zawieszenia broni - w Strefie Gazy, w Iranie, a teraz w Libanie. Netanjahu nie wie, jak przekuć osiągnięcia militarne w korzyści dyplomatyczne - dodał.
Sam Netanjahu przedstawił rozejm jako "szansę na zawarcie historycznego porozumienia pokojowego z Libanem", jednocześnie podkreślając, że Izrael nie zamierza iść na ustępstwa. Odnosząc się do warunków stawianych przez Hezbollah - wycofania wojsk i zasady "cisza za ciszę" - powiedział: Nie zgodziłem się ani na to pierwsze, ani na to drugie. Te dwa warunki nie są spełnione. Pozostajemy w Libanie. (...) Jesteśmy tam i nie zamierzamy się stamtąd wynosić.
Izraelskie władze zaznaczają, że zawieszenie broni nie ogranicza ich działań militarnych. Izrael "zachowuje prawo do podjęcia wszelkich niezbędnych środków samoobrony w dowolnym momencie przed planowanymi, nadchodzącymi lub trwającymi atakami". Podobne zapisy obowiązywały podczas wcześniejszego rozejmu z listopada 2024 roku, kiedy izraelska armia kontynuowała uderzenia na cele uznane za zagrożenie.


