Rok temu Polacy czekali na start, oglądali transmisje, sprawdzali prognozy pogody nad Florydą. Kiedy rakieta wreszcie wystartowała, w mediach społecznościowych dominowało jedno hasło: "Polak leci w kosmos". Potem Sławosz Uznański-Wiśniewski wrócił na Ziemię. I właśnie o to, co wydarzyło się później, toczy się dziś spór.

  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Mam wrażenie, że trochę przez ten brak aktywności zarżnęliśmy kurę, która potencjalnie mogłaby znieść złote jajko - mówi RMF FM Maciej Myśliwiec, właściciel Space Agency, która zajmuje się komunikacją sektora kosmicznego. 

Zdaniem Myśliwca, który non profit wspiera komunikacyjnie Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, Polska nie wykorzystała wyjątkowej szansy, jaką był lot pierwszego od pół wieku polskiego astronauty. Myśliwiec przekonuje, że w Polsce poza Uznańskim-Wiśniewskim nie ma osób, które mogą opowiadać o Kosmosie z własnego doświadczenia.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Zamiast świętowania, ostry konflikt. Sławosz Uznański-Wiśniewski ujawnia, co działo się po powrocie z kosmosu

OBEJRZYJ rozmowę Grzegorza Krychowiaka z polskim astronautą:

Rzeczywistość skromniejsza od oczekiwań

Dla środowiska kosmicznego jego lot miał być czymś więcej niż tylko sukcesem. Miał przyciągnąć młodych ludzi do nauki, zwiększyć zainteresowanie kosmosem i pokazać, że Polska nie jest wyłącznie odbiorcą zagranicznych technologii. Nie ma lepszej osoby do inspirowania ludzi niż ktoś, kto widział Ziemię z orbity - mówi Myśliwiec.

Według niego jeszcze przed misją przygotowano plan działań komunikacyjnych, którego ważnym elementem miał być objazd kraju po powrocie astronauty na Ziemię. Tyle że, jak twierdzi nasz rozmówca, rzeczywistość okazała się znacznie skromniejsza od oczekiwań.

On i inni przedstawiciele branży kosmicznej przekonują, że zainteresowanie społeczne misją było ogromne, ale szybko zaczęło wygasać. Nie można odsunąć takich działań o kilka miesięcy, bo ludzie żyją tym tu i teraz - zauważa Myśliwiec. 

Według niego zabrakło szerokiej ogólnopolskiej kampanii i otwartych spotkań z mieszkańcami miast. Część takich wydarzeń miały organizować oddolnie organizacje związane z sektorem kosmicznym.

POLSA widzi sprawę inaczej

Polska Agencja Kosmiczna (POLSA) przedstawia zupełnie inny obraz sytuacji. Podkreśla, że nie była jedynym podmiotem odpowiedzialnym za działania po misji. Przypomina, że jest agencją wykonawczą Ministerstwa Rozwoju i Technologii (MRiT). O kształcie programu promocyjnego decydowały trzy resorty: poza MRiT także Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Ministerstwo Edukacji Narodowej, a także POLSA i Europejska Agencja Kosmiczna.

Jak informuje Agencja, w ramach projektu astronauta odwiedził 17 miast, spotykając się z uczniami, studentami i środowiskiem akademickim. Pracownicy POLSA odpowiadali za logistykę, organizację wydarzeń, współpracę z uczelniami oraz obsługę medialną.

Twierdzenie, że POLSA nie była zaangażowana w obsługę astronauty jest absolutnie nieprawdziwe i krzywdzące dla pracowników Agencji - podkreślają przedstawiciele instytucji.

Agencja przypomina również o projektach edukacyjnych takich jak "Pomachaj astronaucie", "Dogoń Astronautę", "Kosmiczny Wrzesień" czy "Klucz do kosmosu", w ramach którego do szkół trafiło blisko 100 tysięcy zestawów edukacyjnych.

Odejścia pracowników

W tle pojawia się jeszcze jeden problem. Maciej Myśliwiec zwraca uwagę na odejścia pracowników Polskiej Agencji Kosmicznej związanych z misją i odpowiedzialnych za komunikację. W rozmowie z RMF FM przywołuje informacje o 25 osobach, które miały opuścić Agencję w ciągu ostatniego roku. Ten wątek pojawia się również w ujawnionym wcześniej w mediach liście sygnalistów, opisującym sytuację wewnątrz instytucji.

POLSA nie chce komentować indywidualnych spraw pracowniczych. Zapewnia jedynie, że wszystkie decyzje kadrowe były podejmowane "zgodnie z prawem pracy i potrzebami organizacyjnymi Agencji".

Opracowanie: