Rosja zwiększa presję ekonomiczną na Armenię przed zaplanowanymi na 7 czerwca wyborami parlamentarnymi. Erywań, pod przywództwem premiera Nikoli Paszyniana, coraz mocniej skłania się ku Brukseli i Waszyngtonowi, co wywołuje furię na Kremlu. Moskwa, choć zaabsorbowana wojną w Ukrainie, postanowiła uderzyć w najczulszy punkt dawnego sojusznika: surowce energetyczne oraz eksport żywności.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Armenia jest niemal całkowicie uzależniona od rosyjskich surowców. W 2025 roku kraj ten kupował aż 82 proc. swojego gazu z Rosji. Podczas niedawnego spotkania Władimir Putin przypomniał Paszynianowi, że Erywań płaci preferencyjną stawkę 177,5 dolara za 1000 metrów sześciennych, podczas gdy w Europie cena ta przekraczała 600 dolarów.

Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przeszło od sugestii do otwartych gróźb. Zapowiedziano, że jeśli Armenia nie porzuci planów zacieśniania więzi z Unią Europejską, dostawy taniej ropy, gazu oraz nieobrobionych diamentów zostaną całkowicie wstrzymane lub zawieszone. Co więcej, kontrolowana przez Moskwę Euroazjatycka Unia Gospodarcza (EUG) zagroziła zawieszeniem członkostwa Armenii i zażądała rozpisania referendum, w którym obywatele mieliby wybrać między Wschodem a Zachodem. Paszynian propozycję zorganizowania głosowania odrzucił.

Rosja odpowiadała za około 35 proc. handlu zagranicznego Armenii w 2025 roku. Dla porównania, wymiana handlowa z całą Unią Europejską stanowiła w tym samym okresie zaledwie 11 proc.

Rosja zaczęła "dbać" o jakość importowanych produktów z Armenii

Tradycyjną bronią rosyjskich władz w konfliktach geopolitycznych są nagłe "problemy sanitarne" zgłaszane przez tamtejsze urzędy regulacyjne. W ciągu zaledwie kilku dni poprzedzających czerwcowe wybory, rosyjski nadzór rolniczy i konsumencki zalał Armenię falą zakazów importowych. Moskwa uderzyła w kluczowe sektory armeńskiego eksportu, dla których Rosja była dotychczas największym rynkiem zbytu.

Tymczasowe ograniczenia dotyczą importu armeńskich świeżych pomidorów, ogórków, papryki, warzyw liściastych i truskawek od 30 maja z powodu rzekomych obaw o bezpieczeństwo fitosanitarne - poinformował rosyjski organ nadzoru rolnego. 

Rosja zwróciła się także do Armenii "z prośbą" o zawieszenie certyfikacji na rynku rosyjskim dla wszystkich armeńskich eksporterów ryb, z wyjątkiem dwóch, od 2 czerwca. Powodem ma być domniemane nieprzestrzeganie warunków inspekcji zakładów przetwórstwa rybnego.

23 maja rosyjski organ nadzorujący bezpieczeństwo konsumentów nakazał rosyjskim sprzedawcom detalicznym i importerom wstrzymanie sprzedaży niektórych "niespełniających norm" produktów winiarskich i brandy produkowanych przez trzy armeńskie firmy.

22 maja Rosja nałożyła tymczasowe ograniczenia na armeńskie produkty kwiatowe. Powód? Obawy przed rozprzestrzenianiem się "chorób roślinnych".

28 kwietnia Rosja tymczasowo zawiesiła import niektórych produktów wody mineralnej "Jermuk" po tym, jak organ nadzorujący bezpieczeństwo konsumentów stwierdził nieprawidłowości w etykietowaniu - wylicza Reuters.

Wreszcie dziś przyszła pora na owoce. Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego wprowadziła od 2 czerwca tymczasowy zakaz importu wiśni, czereśni, moreli, śliwek, brzoskwiń, nektarynek i winogron z Armenii.

Rozłam Armenii i Rosji

W ubiegły wtorek w Erywaniu amerykański sekretarz stanu Marco Rubio oraz minister spraw zagranicznych Armenii Ararat Mirzojan podpisali strategiczną umowę o partnerstwie. Porozumienie obejmuje m.in. współpracę gospodarczą, bezpieczeństwo oraz ramowe ustalenia dotyczące surowców krytycznych. Podpisano także umowę o współpracy przy planowanym 43-kilometrowym korytarzu tranzytowym przez południową Armenię, tzw. "Trump Route for International Peace and Prosperity (TRIPP)".

Podpisanie umów i zacieśnianie relacji z USA spotkało się z ostrą reakcją Rosji.

Rząd premiera Nikola Paszyniana kontynuuje kurs na zbliżenie z Zachodem - w ubiegłym roku rozpoczęto proces akcesji do Unii Europejskiej, a na początku maja Armenia była gospodarzem szczytu z Unią Europejską.

Podczas szczytu Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej w Astanie przywódcy Rosji, Białorusi, Kazachstanu i Kirgistanu zaapelowali do Armenii o zorganizowanie referendum, w którym obywatele mieliby zdecydować o przyszłości kraju - pozostaniu w EAUG czy dążeniu do członkostwa w UE. Premier Paszynian uznał jednak, że taki krok byłby obecnie nielogiczny.

Zmiana kierunku polityki zagranicznej Armenii rozpoczęła się po objęciu władzy przez Paszyniana w 2018 roku. Do zwrotu przyczyniło się rozczarowanie postawą Rosji podczas konfliktu z Azerbejdżanem o Górski Karabach, kiedy to Moskwa - zdaniem Erywania - nie wywiązała się ze swoich zobowiązań sojuszniczych. Armenia, choć wciąż należy do EAUG i utrzymuje bliskie relacje handlowe z Rosją, coraz wyraźniej zbliża się do Zachodu.

Niedzielne wybory parlamentarne w Armenii będą starciem prozachodniego Paszyniana z prorosyjską opozycją. W ostatnich tygodniach Rosja nasiliła kampanię dezinformacyjną w kraju na Kaukazie. W sieci pojawiły się m.in. fałszywe informacje o rzekomej korupcyjnej umowie premiera z amerykańskimi senatorami. Za działaniami stoi m.in. sieć botów "Storm-1516" oraz firmy konsultingowe i agencje objęte sankcjami w UE i Wielkiej Brytanii.

Jednym z najbardziej śmiałych pomysłów Kremla miało być przetransportowanie dziesiątek tysięcy Ormian mieszkających w Rosji, by wpłynęli na wynik głosowania. Według źródeł Reutersa, Moskwa oszacowała koszty transportu 100 tys. wyborców na około 50 milionów dolarów. Nie wiadomo jednak, czy plan ten jest realizowany i czy wystarczy, by zniwelować przewagę Paszyniana.

Sondaże wskazują jednak, że partia premiera Kontrakt Obywatelski prowadzi z poparciem 30 proc.