Izraelska armia wprowadziła nowe, restrykcyjne zasady dla dziennikarzy relacjonujących wydarzenia wojenne. Jak informuje niemiecki tygodnik "Der Spiegel", armia "naciska na media, by relacjonowały wydarzenia wojenne z większą powściągliwością". Media mają ograniczać informacje, a każde słowo jest od teraz pod ścisłą kontrolą wojskowych cenzorów.

  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Zgodnie z ujawnionymi przez "Der Spiegel" wytycznymi, dziennikarze nie mogą już informować o trafieniach rakiet w obiekty wojskowe czy strategiczne, zarówno na lądzie, jak i na morzu. Zakazane jest także publikowanie zdjęć działań systemów przechwytujących oraz podawanie lokalizacji, gdzie spadły szczątki rakiet.

Media mają ograniczać się do ogólnikowych sformułowań, takich jak "pojedyncze" lub "dziesiątki" wrogich rakiet, bez podawania dokładnych liczb.

W przypadku wątpliwości relacje lub zdjęcia muszą być przed publikacją pokazane cenzorowi wojskowemu. Absolutnie nie ma interesu w robieniu prezentów wrogowi - tłumaczy izraelska armia, cytowana przez niemieckie medium.

Izraelskie siły zbrojne nie tylko ograniczają dostęp do informacji, ale także sugerują dziennikarzom konkretne sformułowania. "Nie publikujcie doniesień o rakietach, które chybiły celu albo spadły w trakcie lotu. Zamiast tego podawajcie, że ‘nie osiągnęły celu’" — brzmi jedna z instrukcji, przytaczana przez "Der Spiegel".

Eskalacja konfliktu i wojna informacyjna

Noc z niedzieli na poniedziałek przyniosła pierwsze od 8 kwietnia bezpośrednie ataki Iranu i Izraela, co groziło powrotem do pełnowymiarowej wojny na Bliskim Wschodzie. Władze Iranu powiązały swój atak z działaniami Izraela przeciwko libańskiemu Hezbollahowi i ostrzałem Bejrutu.

Nowe zasady relacjonowania konfliktu pokazują, jak ważna stała się dziś wojna informacyjna. W obliczu zagrożenia bezpieczeństwa narodowego Izrael stawia na pełną kontrolę przekazu, ograniczając swobodę mediów.