Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier i minister obrony narodowej, spotka się w Warszawie z Kyryłem Budanowem, szefem kancelarii prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Głównym tematem rozmów ma być próba złagodzenia napięć na linii Warszawa-Kijów po decyzji ukraińskiego prezydenta dotyczącej nadania jednej z jednostek wojskowych imienia "Bohaterów UPA".
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Sprawa nadania przez Wołodymyra Zełenskiego Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" nazwę "Bohaterów UPA" wywołała oburzenie w Polsce i stała się przedmiotem dyplomatycznych rozmów między oboma krajami.
Ministerstwo Obrony Narodowej nie ujawnia szczegółów spotkania. To kolejny przyjazd Budanowa do Warszawy w tej sprawie - w piątek odbyło się spotkaniu ukraińskiego polityka z wiceministrem spraw zagranicznych Marcinem Bosackim.
Tematem głównym była kwestia nazwy jednej z jednostek wojskowych odnoszących się do "Bohaterów UPA". Minister Bosacki przedstawił bardzo jasno nasze stanowisko i podkreślił, że decyzja prezydenta Ukrainy wywołała ból i oburzenie w naszym społeczeństwie, które przecież wspiera broniącą się Ukrainę od początku rosyjskiej agresji - powiedział rzecznik MSZ Maciej Wewiór.
Jak ustalił reporter RMF FM, również dzisiejsze rozmowy w MON mają być w dużej mierze poświęcone tej sprawie. Polska strona chce jasno przekazać swoje stanowisko dotyczące odwołań do UPA w ukraińskiej przestrzeni publicznej i wojskowej.
Nieoficjalnie mówi się także, że jeszcze dziś Kyryło Budanow może spotkać się z ministrem w Kancelarii Prezydenta RP Marcinem Przydaczem. Na razie jednak nie potwierdzono oficjalnie tego punktu wizyty.
Historyk Jarosław Hrycak - pytany o całą sprawę - podkreśla, że inicjatywa nadania jednostce imienia "Bohaterów UPA" nie wyszła od prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, lecz od wojskowych. Honorowe imię zostało zatwierdzone po wieloetapowej procedurze w armii.
Trudno mi powiedzieć, dlaczego podpisał tę decyzję, bo nie siedzę w jego głowie. Mam jednak podstawy, aby sądzić, że jego wiedza o Wołyniu i UPA jest bardzo znikoma - stwierdził Hrycak w rozmowie z "Newsweekiem".
Jego zdaniem ukraińskie wojsko regularnie kieruje do prezydenta propozycje nazw dla poszczególnych jednostek. W tym przypadku - jak podkreślił historyk - autorzy mieli świadomość, że decyzja może spotkać się z krytyką, jednak ich celem było przede wszystkim budowanie ukraińskiej tożsamości i wzmacnianie morale społeczeństwa, a nie wysyłanie sygnału pod adresem Polski.
Hrycak zaznacza też, że ocena UPA w Ukrainie pozostaje złożona i niejednolita. Przypomina, że w szeregach armii służą zarówno mieszkańcy zachodniej, jak i wschodniej części kraju. Wybrane patronackie odniesienie miało - według niego - dotyczyć wyłącznie tych członków UPA, którzy są postrzegani przez część społeczeństwa jako bohaterowie, bez utożsamiania się z całą organizacją czy osobami odpowiedzialnymi za zbrodnie.
W ten sposób - w rozumieniu inicjatorów - upamiętnieni zostaną tylko bohaterowie UPA, a nie wszyscy jej żołnierze, w tym zbrodniarze, których w jej szeregach też nie brakowało. Poza tym pojęcie 'bohaterowie' jest bardzo szerokie, bo każdy Ukrainiec może mieć własnych - wyjaśnił Hrycak.


