Zarząd Koalicji Obywatelskiej podejmie decyzje w sprawie warszawskich struktur partii - dowiedział się dziennikarz RMF FM Kacper Wróblewski. To pokłosie medialnych doniesień o Warszawskim Szpitalu Południowym, w którym politycy Koalicji Obywatelskiej i ich rodziny mieli być przyjmowani poza kolejką i w lepszych warunkach. Politycy KO przyznają zakulisowo, że afera może mocno odbić się na wizerunku partii.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Decyzje mogą zapaść już w przyszłym tygodniu - dowiedział się dziennikarz RMF FM.
To będzie decyzja zarządu partii - mówiła wiceprzewodnicząca KO Dorota Niedziela, odpowiadając na pytanie, czy w grę wchodzić może nawet rozwiązanie struktur partii w Warszawie. Myślę, że ten zarząd się spotka, ale najpierw trzeba wszystko wyjaśnić. Trzeba zebrać wszystkie dokumenty i dane - dodawała.
To się w głowie nie mieści - ocenia natomiast Szymon Hołownia, przypominając sprawę Dawida Kacprzyka, lekarza i warszawskiego radnego KO (już poza partią), który zarobił fortunę w czasie specjalizacji, pracując w miejskim Szpitalu Południowym. To musi zostać wyjaśnione - stwierdza były marszałek Sejmu.
Według ustaleń portalu zero.pl, za czasów kierownictwa Dawida Kacprzyka - lekarza i byłego radnego Koalicji Obywatelskiej - politycy oraz ich rodziny mieli być przyjmowani poza kolejnością, a dla VIP-ów przygotowano specjalny salonik. Sprawa wywołała burzę w środowisku politycznym i lekarskim.
Zwykli pacjenci na przyjęcie do SOR-u czekali nawet 4-5 godzin, podczas gdy politycy i ich bliscy byli obsługiwani w ciągu kilku lub kilkunastu minut. Otrzymywali także szeroki pakiet badań, często w liczbie kilkunastu lub kilkudziesięciu, co nie jest standardem w medycynie ratunkowej. Pracownicy szpitala przyznają, że przypadki te nie wymagały pilnej interwencji, a szybka ścieżka była zarezerwowana dla osób powiązanych z Koalicją Obywatelską.
Jak podkreślają politycy KO - w publikacjach nie wskazano żadnych konkretnych nazwisk osób, które miałyby korzystać z takich przywilejów. Trudno komentować doniesienia dotyczące bliżej nieokreślonej grupy osób; nie ma nazwisk, nie ma o czym mówić - mówił szef klubu radnych KO w Radzie Warszawy Jarosław Szostakowski.
Politycy KO wskazują, że wyjaśnienie sprawy leży w gestii władz Warszawy, prezydenta Rafała Trzaskowskiego oraz uprawnionych instytucji kontrolnych. Nie ma przyzwolenia na jakiekolwiek uprzywilejowanie kogokolwiek w publicznej ochronie zdrowia - zapewnił Szostakowski.
Część polityków KO przyznaje, że sprawa - jeśli się potwierdzi - jest wizerunkowo niekorzystna dla partii. Zwracają uwagę, że Polacy są szczególnie wyczuleni na kwestie kolejek i dostępu do publicznej służby zdrowia. Ta sprawa zostanie bardzo źle odebrana - oceniła jedna z posłanek, z którą rozmawiała PAP. Inny działacz KO zauważył, że sytuacja obciąża szefa warszawskiej KO Marcina Kierwińskiego i rodzi pytania o funkcjonowanie struktur partii w stolicy.
Do sprawy odniósł się także premier Donald Tusk, zapowiadając, że każdy polityk KO, na którego padnie zarzut korzystania z ułatwień w dostępie do usług medycznych, będzie musiał się publicznie wytłumaczyć. Premier oczekuje precyzyjnych informacji od władz Warszawy i zapowiedział, że jeśli złamano prawo, sprawą zajmie się prokuratura, a w przypadku naruszenia dobrych obyczajów - odpowiedzialność polityczna. Tusk poinformował również o zwróceniu się do NIK o kontrolę wykorzystania publicznych środków na ochronę zdrowia.



