​Sara S. - ostatni świadek w procesie Łukasza Żaka, oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie - zeznała w sądzie, że oskarżony mężczyzna po wypadku groził jej. Wiadomo też, że kobieta jechała razem z nim samochodem. W środę na rozprawie nie pojawił się biegły, w związku z tym sędzia nie zamknął przewodu sądowego.

  • Po więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata zapraszamy na stronę główną rmf24.pl.

Proces w tej sprawie ruszył w czerwcu 2025 r. w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście. Oprócz Łukasza Żaka (jest zgoda na podanie nazwiska - red.) na ławie oskarżonych zasiadło jego sześciu kolegów. Sprawa jednego z nich - Kacpra D. - została wyłączona do odrębnego procesu.

Biegły sądowy nie pojawił się na rozprawie

Prokuratura zarzuciła im m.in. utrudnianie postępowania karnego poprzez pomoc w uniknięciu odpowiedzialności karnej Łukaszowi Żakowi, nieudzielenie pomocy osobom znajdującym się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

W środę w warszawskim sądzie odbyła się kolejna rozprawa. Jak informował wcześniej sędzia Maciej Mitera, w jej trakcie miał zostać przesłuchany m.in. biegły, po czym zamknięty przewód sądowy oraz udzielone głosy stronom postępowania. Biegły nie pojawił się jednak w sądzie, a kolejny termin rozprawy wyznaczono na 13 lipca. Wówczas po jego wysłuchaniu mogą zostać wygłoszone mowy końcowe.

Zeznania ostatniego świadka w sprawie Łukasza Żaka

W trakcie środowej rozprawy na pytania Żaka odpowiadał za to ostatni świadek - Sara S., która razem z Żakiem w momencie wypadku jechała Volkswagenem Arteonem. Oprócz niej i Żaka w samochodzie byli jeszcze Adam K., Maciej O. i Paulina K., ówczesna partnerka Żaka, która także została poważnie ranna. 

Na czas zeznań Sary S. Łukasz Żak i pozostali oskarżeni z uwagi na złożony przez kobietę wniosek musieli opuścić salę rozpraw. Kobieta już wcześniej zeznawała przed sądem i zmieniała zeznania, tłumacząc to obawą zemsty ze strony głównego oskarżonego.

"Groził mi po wypadku"

Kobieta podkreśliła, że bardzo żałuje, że po wypadku nie poinformowała żadnych służb.  Powinnam zadzwonić na policję. (...) Byłam wtedy bardzo zestresowana - mówiła. Wskazała m.in., że po wypadku Żak mówił, że jego dziewczyna, która również podróżowała z nim samochodem, nie żyje. Miał też rozmawiać o tym, że "odj..ł typa".

Sara S. zeznała też, że po wypadku Łukasz Żak miał grozić jej i partnerowi. Powiedział, że mamy się zamknąć, bo zaraz weźmie nóż - stwierdziła.

Odniosła się również do prędkości samochodu, który miał prowadzić Żak. Ostatnia prędkość, jaką zauważyłam na liczniku, to 171 km/h, a 191 km/h po wypadku powiedział mi partner - zaznaczyła. Do wypadku doszło 15 września 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. 

Tragiczny wypadek na Trasie Łazienkowskiej

W wyniku zderzenia Volkswagena i Forda zginął 37-letni pasażer drugiego auta. Do szpitala trafiły trzy osoby z tego samochodu: kierująca nim 37-letnia żona zmarłego mężczyzny i ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Do szpitala trafiła także Paulina K., która podróżowała Volkswagenem. Po wypadku na miejsce zdarzenia dojechali znajomi Żaka, którzy pomogli mu uciec. Żaka zatrzymano w Lubece w Niemczech na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.

Według opinii biegłych Łukasz Żak w chwili wypadku był pijany i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją brawurową jazdę. Miał pędzić z prędkością 226 km/h. Na Trasie Łazienkowskiej obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h.