Nie milkną echa sprawy Dawida Kacprzyka, młodego lekarza, byłego już radnego Koalicji Obywatelskiej, który będąc szefem SOR-u w warszawskim Szpitalu Południowym zarobił aż 1,6 mln złotych. Portal zero.pl donosi, że w placówce stworzono szybką ścieżkę przyjęć dla działaczy KO i ich rodzin. Ponadto w lecznicy miał też zacząć wyznaczony specjalny pokój, w którym polityczni VIP-owie mogli oczekiwać na wyniki badań.

  • Bądź na bieżąco. Informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

W rozmowie z Radiem RMF24 szef klubu parlamentarnego Konfederacji Grzegorz Płaczek zaznaczał, że rezygnacja lekarza Dawida Kacprzyka z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej nie kończy jego sprawy.

Nikt nie zwraca uwagi na to, że to nie pierwszy audyt w tym szpitalu. Już były dwa w tym roku. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego żaden z wcześniejszych audytów nie wykazał takich nieprawidłowości. To chyba normalne, że jeśli ktoś widzi, że lekarz pracuje 11 godzin dziennie przez cały rok łącznie ze sobotami i niedzielami, to komuś powinna się jakaś czerwona lampka natychmiast zapalić. Pytanie, czemu się nie zapaliła - mówił. Najnowsze doniesienia mediów świadczą o tym, że faktycznie w Szpitalu Południowym może być jeszcze sporo do sprawdzenia.

Ekspresowe przyjęcia

Zwykli pacjenci czekali na SOR na przyjęcie nawet 4-5 godzin, a politycy i ich bliscy byli przyjmowani na oddział zarządzany przez byłego szefa młodzieżówki KO w ciągu kilku lub kilkunastu minut. Otrzymywali także szeroki pakiet badań, często w liczbie kilkunastu lub kilkudziesięciu, co nie jest standardem w medycynie ratunkowej.

W jednym z przypadków wpływowa polityk Koalicji Obywatelskiej została przyjęta na SOR z rozpoznaniem "złe samopoczucie, zmęczenie". Już po kilkunastu minutach wykonano jej kilkadziesiąt badań. Po miesiącu sytuacja się powtórzyła - ponownie błyskawiczna obsługa i szeroki zakres diagnostyki.

Zajmowaliśmy się w trybie pilnym znajomą Dawida Kacprzyka, zamiast pacjentami naprawdę potrzebującymi pomocy. Jej przypadek w ogóle nie wymagał interwencji szpitalnej - mówił jeden z medyków.

Polityczni VIP-owie nie musieli oczekiwać w publicznej poczekalni. Dla nich wydzielono specjalny pokój wyposażony w kanapę, fotele i telewizor, formalnie należący do Warszawskiego Centrum Chirurgii Kręgosłupa. Przeciętni pacjenci nie mieli dostępu do tych udogodnień.

Z szybkiej ścieżki korzystali nie tylko politycy, ale także ich bliscy. Jeden z przypadków dotyczył osoby z rodziny znanego polityka, która zgłosiła się z dolegliwościami ze strony przewodu pokarmowego. W ciągu kilku godzin wykonano jej kolonoskopię, gastroskopię i tomografię komputerową. Badania nie wykazały niczego niepokojącego. Przeciętny pacjent na takie badania czeka tygodniami, a nawet miesiącami - mówili o tym sami pracownicy szpitala.

Bez odpowiedzi na pytania

Szpital Południowy nie odniósł się do szczegółowych pytań dotyczących procedur przyjęć i traktowania polityków. W przesłanym oświadczeniu podkreślono jedynie, że "nieuprawnione pozyskiwanie, ujawnianie lub rozpowszechnianie informacji dotyczących zdrowia lub korzystania ze świadczeń zdrowotnych stanowi naruszenie prawa".

O tę sprawę na konferencji prasowej był pytany Włodzimierz Czarzasty. Jeżeli funkcjonują w jakimkolwiek systemie patologie, to po pierwsze trzeba je nazwać, po drugie potępić, po trzecie poprawić - odpowiedział marszałek Sejmu.

Zastrzegł, że "nie będzie odnosił się do żadnych spraw związanych z koalicjantem", ponieważ - jak stwierdził - "to są ludzie, którzy robią określone rzeczy". 

Potępiam działania, które są złe. Od tego, żeby je wyjaśniać, są odpowiednie służby. Znając funkcjonowanie służb w Polsce, uważam, że będą odpowiednie działania - powiedział Czarzasty.

Kacprzyk nie jest już członkiem KO

15 czerwca Marcin Kierwiński, szef warszawskich struktur Koalicji Obywatelskiej, poinformował o przyjęciu rezygnacji Dawida Kacprzyka z członkostwa w partii. Decyzja ta zapadła po serii publikacji medialnych i narastającej presji opinii publicznej.

W 2025 roku Kacprzak miał otrzymać łącznie aż 1,6 miliona złotych, pracując w miejskim Szpitalu Południowym. Kwota ta budzi ogromne kontrowersje, zwłaszcza w kontekście standardowych wynagrodzeń lekarzy w trakcie specjalizacji. Naczelna Izba Lekarska złożyła oficjalne zawiadomienie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej w sprawie medyka. Zarzuty dotyczą przede wszystkim opuszczania dyżurów medycznych, które miały się pokrywać z innymi aktywnościami - m.in. występami w mediach i obecnością w Senacie.