Prowokacje Roberta Bąkiewicza i w Polsce, i za granicą służą Federacji Rosyjskiej - mówił w Sejmie wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Komentował w ten sposób wydarzenia, do których doszło wczoraj w Berlinie, gdy członkowie nieformalnego Ruchu Obrony Granic, w tym sam Bąkiewicz, zostali czasowo zatrzymani przez niemiecką policją.

  • Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził w Sejmie, że prowokacje Roberta Bąkiewicza w Polsce i za granicą służą Federacji Rosyjskiej.
  • Wypowiedź była komentarzem do incydentu w Berlinie, gdzie członkowie nieformalnego Ruchu Obrony Granic, w tym Bąkiewicz, zostali czasowo zatrzymani przez niemiecką policję.
  • Chcesz wiedzieć, co dzieje się w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.

Podczas dzisiejszego posiedzenia Sejmu wiceprezes PiS Przemysław Czarnek dopytywał o opiekę konsularną nad zatrzymanymi we wtorek w Niemczech działaczami tzw. Ruchu Obrony Granic. Do tego pytania odniósł się szef MON. Jak zapewnił Władysław Kosiniak-Kamysz, wszyscy obywatele Polski mogą liczyć na opiekę polskich pracowników placówek dyplomatycznych.

"Prowokacje służą Federacji Rosyjskiej"

Ona jest udzielana zawsze i wszystkim obywatelom RP, ale zgody na prowokacje, które są wywoływane tylko po to, żeby niszczyć relacje między Polską a sojusznikami - nigdy z naszej strony nie będzie, a dla tych, którzy tak często upominają się o krzyż i wartości chrześcijańskie - używanie krzyża jako tarana do swoich misji politycznych jest po prostu niegodne - mówił Kosiniak-Kamysz.

Prowokacje pana Bąkiewicza i w Polsce, i za granicą służą Federacji Rosyjskiej, to jest realizacja strategii niebezpieczeństwa państwa polskiego, nie strategia bezpieczeństwa państwa polskiego, to niszczenie wspólnoty narodowej, niszczenie państw europejskich i rozbijanie NATO - dodał.

Zamieszanie przed Reichstagiem

We wtorek grupa członków nieformalnej inicjatywy Ruch Obrony Granic chciała umieścić krzyż przy znajdującym się w centrum Berlina tymczasowym pomniku upamiętniającym polskie ofiary II wojny światowej i okupacji niemieckiej.

Zgodnie z komunikatem berlińskiej policji krótko przed godz. 16 przed Reichstagiem zebrało się kilkanaście osób w żółtych kamizelkach. "Z transparentami, dużym drewnianym krzyżem i przy głośnych okrzykach chciały one udać się pod polski Głaz Pamięci. Taki przemarsz do miejsca pamięci został im jednak zakazany przez nasze siły policyjne" - napisano w komunikacie.

Zebranym - przy pomocy tłumacza - miano zaproponować zorganizowanie zgromadzenia w pobliskim Skulpturenparku albo "udanie się pojedynczo do miejsca pamięci".

Bąkiewicz skuty kajdankami

"Gdy mimo to grupa, wraz z krzyżem i transparentami, udała się wspólnie w kierunku pomnika, policjanci zastosowali wobec sześciu osób środki ograniczające wolność. Ponieważ doszło przy tym do stawiania oporu, nasze siły interwencyjne zastosowały również środki przymusu bezpośredniego" - poinformowała berlińska policja. Po zakończeniu czynności wszystkie osoby zostały zwolnione na miejscu.

Nagrania, na których niemieccy policjanci próbują zatrzymać niosących krzyż członków Ruchu Obrony Granic (ROG), zaczęły się pojawiać późnym popołudniem w mediach społecznościowych. W pewnym momencie między demonstrantami a funkcjonariuszami wywiązała się szarpanina. Niektórzy spośród członków ROG, m.in. jego lider Robert Bąkiewicz, zostali unieruchomieni przez policjantów oraz skuci i tymczasowo zatrzymani.

Na nagraniu opublikowanym we wtorek na platformie X Bąkiewicz informował, że członkowie ROG nie prowadzą żadnego zgromadzenia; chcą pomodlić się przed pomnikiem upamiętniającym polskie ofiary oraz umieścić tam krzyż i tabliczki informujące o niemieckich zbrodniach. Bąkiewicz apelował także do polskiej ambasady w Berlinie o pomoc w negocjacjach z niemiecką policją.

O godzinie 20 przed Ambasadą Niemiec w Warszawie zebrało się kilkudziesięciu zwolenników m.in. ROG oraz środowisko związane z Telewizją Republika. Następnie kilku polityków PiS udało się do zamkniętej już siedziby MSZ, deklarując zamiar wejścia tam z kontrolą poselską.