Donald Trump staje się w Europie "politycznie toksyczny" dla środowisk, które dotąd uważane były za sojusznicze - pisze portal Politico. Coraz więcej prawicowych i populistycznych polityków uznaje, że bliskie relacje z prezydentem USA mogą negatywnie wpłynąć na wynik wyborów - tak jak to stało się na Węgrzech.
- Prawicowi politycy coraz częściej dystansują się od Donalda Trumpa, uznając, że jego wsparcie może szkodzić w wyborach.
- Porażka Viktora Orbana na Węgrzech oraz kontrowersje wokół polityki Trumpa (m.in. konflikt z papieżem i wojna w Iranie) przyspieszyły ten trend.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Zmianę tonu dobrze oddają słowa liderki francuskiego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen, którą dla portalu "Politico" cytuje wysoki rangą dyplomata. Musimy zachować dystans - powiedziała polityczka podczas wtorkowego spotkania partyjnego.
Proces dystansowania się od Trumpa rozpoczął się jeszcze przed niedawnymi wyborami parlamentarnymi na Węgrzech. Choć Viktor Orban mógł liczyć na wyraźne wsparcie ze strony amerykańskiego prezydenta oraz wizytę wiceprezydenta J.D. Vance’a tuż przed głosowaniem, poniósł dotkliwą porażkę.
To wydarzenie - w połączeniu z napięciami wokół wojny w Iranie oraz publicznym konfliktem Trumpa z papieżem Leonem XIV - przyspieszyło zmianę nastawienia europejskich populistów.
Porażki (Orbana) nie można zrzucić wyłącznie na zmęczenie wyborców. Bliskość ze Stanami Zjednoczonymi w obecnym kontekście nie została dobrze przyjęta przez węgierskich wyborców - powiedział portalowi "Politico" jeden z wysokich rangą działaczy Zjednoczenia Narodowego, prosząc o anonimowość.
Podobne wnioski płyną z Niemiec. Choć niektórzy dostrzegają korzyści z utrzymywania stosunków z Trumpem, "w kontekście wyborów nie wróżą one jednak zbyt dobrze" - powiedział Torben Braga, poseł skrajnie prawicowej partii Alternatywa dla Niemiec.
Dla części europejskich liderów punktem zwrotnym okazały się działania Trumpa wobec Kościoła. W przypadku włoskiej premier Giorgii Meloni ataki prezydenta USA na papieża Leona XIV miały szczególne znaczenie - zarówno ideologiczne, jak i czysto polityczne, biorąc pod uwagę katolicki elektorat.
Dodatkowo, jak zauważają analitycy, wielu Europejczyków obwinia Trumpa za eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz rosnące ceny energii.
W efekcie partie prawicowe zaczynają traktować relacje z Waszyngtonem bardziej pragmatycznie. Bliskie relacje z Waszyngtonem mogą być obciążeniem - wyborcy mogą je błędnie interpretować - przyznał jeden z bliskich współpracowników Le Pen. Lubimy naszych przyjaciół w Waszyngtonie, ale nie chcemy, żeby mówili nam, co mamy robić.
Nie wszyscy jednak odwracają się od Trumpa w tym samym stopniu. Liderka skrajnie prawicowej niemieckiej partii AfD Alice Weidel dostrzega znaczenie dobrych relacji z administracją prezydenta USA i przekonuje, że nie stanowią one problemu. Jej zdaniem Orban "przeprowadził bardzo dobrą kampanię".
Jednocześnie inni politycy tej samej partii są bardziej sceptyczni. Matthias Moosdorf stwierdził, że "ostentacyjny pokaz przyjaźni" między Budapesztem a administracją Trumpa "wisiały niczym kamienie młyńskie u szyi (Orbana)".
We Francji podejście jest jeszcze bardziej ostrożne. Według byłego działacza jednej z prawicowych formacji, już po wydarzeniach na Kapitolu w 2021 roku Le Pen uznała, że zbyt bliskie relacje z Trumpem są ryzykowne. Jest bardzo ostrożna i trzyma dystans - podkreślił.
Dystans wobec Trumpa ma wyraźny wymiar wyborczy. Zjednoczenie Narodowe, które przygotowuje się do wyborów prezydenckich we Francji w 2027 roku, stara się unikać jednoznacznych skojarzeń z amerykańską administracją.
Podobne ruchy obserwowane są w Niemczech, gdzie AfD przygotowuje się do kluczowych wyborów regionalnych. Nie oznacza to jednak całkowitego zerwania kontaktów. Przedstawiciele europejskiej prawicy nadal uczestniczą w spotkaniach z amerykańskimi dyplomatami czy politykami, traktując je jako element budowania międzynarodowej pozycji.
Jak ujął to jeden z działaczy Zjednoczenia Narodowego: spotkania z przedstawicielami USA "pokazują, że potrafimy rozmawiać z najlepszymi graczami na świecie".
Mimo politycznej porażki Viktora Orbana jego wpływ na europejską prawicę pozostaje znaczący. Model polityki oparty na konfrontacji z instytucjami Unii Europejskiej, krytyce mediów i podważaniu liberalnych standardów nadal inspiruje wiele ugrupowań, także w Polsce.
Co więcej, część polityków uważa, że o wyniku wyborów na Węgrzech przesądziły raczej kwestie wewnętrzne - takie jak korupcja czy problemy codzienne - niż sama polityka zagraniczna.
Potrzebujemy dużego kraju, który poprowadzi buntowników - powiedział jeden z sojuszników Le Pen. Jeśli wygramy w 2027 roku, inne kraje pójdą w nasze ślady.
Na razie jednak europejska prawica stoi przed dylematem: jak pogodzić ideologiczną bliskość z Trumpem z rosnącym przekonaniem, że politycznie staje się on coraz większym obciążeniem.


