W badaniach przodków człowieka nie szukamy już jednego "brakującego ogniwa", znajdujemy ich wiele - mówi RMF FM John Hawks, wybitny ekspert w dziedzinie genetyki i ewolucji człowieka. Każde odkrycie otwiera jednak nowe niewiadome. Gość niedawnego Copernicus Festival w Krakowie podkreśla, że kolejne badania potwierdzają, jak niezwykle złożone jest drzewo naszych dalekich krewnych. W rozmowie z Grzegorzem Jasińskim, współodkrywca dwóch nowych gatunków przodków człowieka ujawnia, że wkrótce świat dowie się o kolejnej paleoantropologicznej sensacji.
- Więcej informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej rmf24.pl
John Hawks jest światowym ekspertem w dziedzinie genetyki i ewolucji człowieka. Jest kierownikiem Katedry Antropologii na Uniwersytecie Wisconsin-Madison. Pracuje również na Uniwersytecie Witwatersrand w Republice Południowej Afryki.
Badania Hawksa obejmują siedem milionów lat historii człowieka. Jego praca w dziedzinie genetyki człowieka pomogła odkryć przyspieszenie tempa ewolucji genetycznej, jakie zaszło wraz z rozwojem rolnictwa. Był jednym z pierwszych, którzy wykazali, w jaki sposób geny starożytnych grup, takich jak choćby neandertalczycy, mogły wpłynąć na losy współczesnych ludzi.
Przez ostatnie piętnaście lat współpracował z naukowcami i odkrywcami w Republice Południowej Afryki, co zaowocowało odkryciem nowych skamieniałości krewnych człowieka. Do najbardziej znanych należą te pochodzące z systemu jaskiń Rising Star, gdzie w 2013 roku zespół specjalistów odkrył nowy gatunek, Homo naledi. Hawks współpracował też w badaniach dotyczących odkrycia innego, znacznie starszego gatunku Australopithecus sediba.
John Hawks jest współautorem dwóch książek. Prowadzi bloga i kanał YouTube. Prezentowane przez niego wykłady i materiały edukacyjne dotarły do milionów ludzi na całym świecie. Był gościem niedawnego Copernicus Festival w Krakowie.
Grzegorz Jasiński: Czy wciąż szukamy brakującego ogniwa, czy nowe teorie mówią raczej, że takiego jednego nie było i że był to ciągły proces stawania się człowiekiem?
John Hawks: Za każdym razem, gdy znajdujemy nowe skamieniałości, dodajemy nowy dowód, który wypełnia dużą lukę i umieszcza coś w jej środku. W tym sensie cały czas znajdujemy brakujące ogniwa. Gdy znajdziesz coś na tej linii ewolucyjnej, pojawiają się nowe niewiadome po obu stronach. To jest trochę jak paradoks Zenona z Elei. Zbliżasz się coraz bardziej, ale za każdym razem o coraz mniej. Mogę więc powiedzieć, że mamy niezwykle złożone drzewo przodków i krewnych człowieka, a odkrywając ich coraz więcej, czasem bardzo zaskakujących, dodajemy elementy do całej złożoności tej historii. Pokazujemy, że wszyscy jesteśmy powiązani na więcej sposobów, niż myśleliśmy.
Południowa i wschodnia Afryka były uważane za kolebkę ludzkości. Czy nie może się okazać, że były więcej niż jedna czy dwie kolebki? Może były też w Azji Wschodniej? Czy więc pojęcie kolebka ludzkości to coś, co może odchodzić w przeszłość i będą się w przyszłości rozwijać inne idee?
Tak, jestem pewien, że dokładnie tak jest. Moja praca skupia się głównie na Południowej Afryce, ale pracowałem też w wielu innych częściach świata i wszędzie mają one swoje powiązania z naszą historią. Ludzie stali się gatunkiem, którym jesteśmy, dzięki wielu różnym zwrotom. Nasza oryginalna, pierwotna grupa była afrykańska. Wywodzimy się od krewnych takich jak szympansy i goryle, które są afrykańskimi małpami, więc wiemy, że mamy korzenie w Afryce. Ale po tym, jak nasz gatunek stał się bardziej globalny, zróżnicował się w różnych częściach świata, które mają też powiązane z nami historie. Przypadek Azji Wschodniej jest dziś bardzo interesujący, ponieważ odkrywamy gałęzie powiązane z dzisiejszymi ludźmi, ale też bardzo zróżnicowane. Gałąź znana jako Denisowianie, o której dowiedzieliśmy się najpierw dzięki dowodom DNA, to gałąź, której nie rozumieliśmy ani nie spodziewaliśmy się, że będzie z nami powiązana, ale jest to rozdział historii ludzi żyjących dziś w wielu częściach świata.
Mówi pan o znaczeniu odkryć. Muszę zapytać o pańskie odkrycia, a konkretnie znalezienie aż dwóch gatunków naszych przodków. To naprawdę bardzo dobry dorobek kariery naukowej. Porozmawiajmy więc o obu tych odkryciach, jak do nich doszło. Chciałbym zapytać o ten moment "Eureka", kiedy zdał pan sobie sprawę, że ta konkretna kość należy do kogoś... innego.
Tak. Najbardziej pamiętnym przypadkiem jest Homo naledi. W Południowej Afryce, w jaskini Rising Star, nasz zespół pracował pod ziemią, bardzo głęboko, w miejscu o bardzo trudnym dostępie. Dla mnie jest to tak pamiętne, ponieważ nie mogłem i nadal nie mogę wejść do komory, gdzie znajdują się kości. Nie mieszczę się w bardzo wąskim przejściu. Bardzo dokładnie analizowałem każdą kość, która była wydobywana z jaskini. Kiedy mieliśmy już kilka kości, zaczynał się wyłaniać obraz, który był dla mnie mylący. To były kości, które mogłem określić jako należące do ludzkiego krewnego. Zawsze zapamiętam jedną z pierwszych kości, kość kciuka ręki, która u ludzi jest bardzo ważna, bo wspiera nasz chwyt. U tego gatunku była w pewnym sensie nawet bardziej podobna do ludzkiej niż u nas. Była bardzo rozwinięta. Wtedy powiedziałem sobie: "To coś, czego wcześniej nie widziałem. Myślę, że patrzę na coś nowego". Potem było dużo więcej dowodów, ale ten pierwszy moment, gdy powiedziałem: "To nie pasuje do tego, czego się spodziewałem. To coś innego niż myślałem", był dla mnie bardzo wyraźny.
Ile kości z tej jaskini pan analizował?
Nasza całkowita kolekcja dziś to ponad 2500 fragmentów kości. Należą one do co najmniej 30 osobników i reprezentują gatunek, którego wcześniej nie znaliśmy. To miejsce jest największym odkryciem skamieniałości naszych krewnych w Afryce. Jest bezprecedensowe, a ilość dowodów pozostających w jaskini jest znacznie większa niż to, co wydobyliśmy. Nasze wykopaliska to bardzo mała część tego, co tam jest.
Jak dużą rolę w tym odkryciu odegrało uświadomienie sobie, że kości tam są z powodu jakiejś kultury lub działań innych osobników, że to nie było normalne miejsce ich przebywania?
Dla nas, naukowców, to najtrudniejsza część. Badam kości które znalazły się w jaskiniach z różnych powodów. Zwykle myślimy, że znalazły się tam przypadkowo, że to był jakiś pech, albo że były ofiarą drapieżnika, na przykład lamparta, który przyniósł kości do jaskini. W tym przypadku nie spodziewaliśmy się, że to może być przejaw jakichś kulturowych działań, a gdy dowody zaczęły się mnożyć, było to dla nas po prostu niezwykłe. Znajdujemy kości w różnych sytuacjach, ale bardzo rzadko kościom naszych ludzkich krewnych nie towarzyszą kości innych zwierząt. To pokazało nam, że ta sytuacja w jaskini była bardzo wyjątkowa. Kości były w bardzo odległej części systemu jaskiniowego. To oczywiście może się zdarzyć, bo jaskinie zmieniają się z czasem. Może miejsce, które kiedyś było łatwiej dostępne, stało się bardziej izolowane. Jednak w jaskini Rising Star nasza geologia pokazała, że ta zmiana nie nastąpiła, że patrzymy na coś sprzed około 300 000 lat. To dość młodo w porównaniu z wieloma jaskiniami, w których pracuję. Jednocześnie to miejsce jest bardzo trudno dostępne. Gdy dowody zaczęły się mnożyć, wciąż nie byliśmy chętni, by widzieć w tym jakiś przejaw kultury, coś wyjątkowego, dowody jednak ciągle wskazywały na to, że ten gatunek robił coś, czego nie widzieliśmy u innych ludzkich krewnych.
Jak kompletne są te szkielety?
Różnią się pod tym względem. Najbardziej kompletny osobnik, którego obecnie analizujemy, ma przydomek Neo. Jej szkielet jest w około 40 proc. kompletny. To mniej więcej tyle samo, co szkielet Lucy, znacznie wcześniejszego gatunku Australopithecus afarensis. Mamy też osobniki, gdzie znaleźliśmy tylko części czaszki i kilka zębów. Zęby pomagają nam, bo są bardzo charakterystyczne dla wieku i stopnia rozwoju, więc gdy widzimy kilka zębów od jednego osobnika, zwykle możemy stwierdzić, że nie należą do innego osobnika. Minimalna liczba osobników opiera się na znalezionych zębach i w tej próbce mamy co najmniej 29 osobników. Podejrzewam, że liczba ta jest prawdopodobnie w okolicach 30.
Czy słusznie mi się wydaje, że paleoantropolog musi być bardzo dobry z anatomii? Że trzeba niemal studiować medycynę?
Tak, to prawda. W rzeczywistości wielu moich doktorantów to dziś lekarze medycyny. Lekarze uczą się anatomii od nas. Jesteśmy w tym specjalistami. I skupiamy się nie tylko na kościach, bo choć oczywiście znajdujemy kości, ale musimy przecież rozumieć, jak działa reszta ciała, by funkcję kości zrozumieć. Koncentrujemy się na kształtach kości, jak te kształty różnią się u osobników w różnym wieku, niemowląt, dzieci i dorosłych, musimy umieć je identyfikować. Musimy też wiedzieć, jak szkielet człowieka różni się od szkieletów innych zwierząt. Mam bardzo bliskich kolegów, którzy są ekspertami tylko od ręki, są geniuszami anatomicznymi, znają każdą drobniutką kosteczkę. Mam też kolegę, który jest ekspertem tylko od kręgów, pokażesz mu kręg, a on wie, co to jest, ile ma lat, do jakiego gatunku należy, co może być w nim dziwnego. Tak, to naprawdę szczegółowa wiedza.
Ale jest też inna nowoczesna metoda, stosunkowo nowa, analiza starożytnego DNA. Jak ważna była ta metoda dla poznania naszych przodków?
Tak. Właściwie zacząłem w tej dziedzinie od genetyki. Część mojej pracy dotyczyła genetyki starożytnych neandertalczyków, europejskiej grupy z tego regionu. Bardzo ważne odkrycie w ostatnim roku pochodzi z Polski, z jaskini Stajnia, gdzie znaleziono grupę neandertalczyków sprzed około 100 000 lat, która jest obecnie największą grupą ze zbadanymi sekwencjami DNA z północnej Europy. Wiemy więc coś o pokrewieństwie tych neandertalczyków, jak byli ze sobą spokrewnieni i jak żyli w południowej Polsce. Bardzo mnie cieszą takie wyniki. DNA zrewolucjonizowało naszą zdolność rozumienia powiązań między różnymi osobnikami i grupami. Mogę mówić o relacjach społecznych tej grupy sprzed 100 000 lat, bo wiem, którzy z nich byli krewnymi. Możemy mówić o aspektach ewolucji niewidocznych na podstawie kości, mogę mówić o układach odpornościowych tych gatunków. To wiele zmieniło. Jednak starożytne DNA nie w każdych okolicznościach się zachowuje, a w przypadku miejsc, gdzie pracuję w Południowej Afryce nie mamy jeszcze starożytnego DNA tych gatunków. Wciąż łączymy to, czego uczymy się z kości, z tym, czego możemy dowiedzieć się z genomów, a genomy uzupełniają te części historii, które na podstawie kości były jeszcze tajemnicą. Ale też kości czasem mówią nam rzeczy, których DNA nie pokaże.
Zanim przejdziemy do neandertalczyków, zapytam o Australopithecus sediba, pańskie drugie odkrycie. Jak bardzo się różnił? Był znacznie wcześniejszy na linii ewolucyjnej.
Tak. Homo naledi ma około 300 000 lat. Australopithecus sediba ma około dwóch milionów lat, więc jest bardzo wcześnie w historii ewolucji naszego rodzaju Homo. Cała nasza ewolucja od rozdzielenia się od szympansów i bonobo, naszych najbliższych żyjących krewnych, trwała około sześciu, siedmiu milionów lat. Sediba jest więc blisko ludzi pod tym względem, ale żył w czasie, gdy nie było ludzi używających złożonych narzędzi tak jak dziś. Wszyscy nasi krewni na tym etapie mieli bardzo małe mózgi, sediba nie był wyjątkiem. Odkrycie to miało miejsce w jaskini Malapa i zostało dokonane przez mojego przyjaciela Lee Bergera i jego syna, Matthew Bergera. Niezwykła jest w tym przypadku kompletność szkieletów. Są dwa szkielety: bardzo młodego chłopca i dorosłej kobiety, oba to jedne z najbardziej kompletnych, jakie odkryliśmy. W przypadku szkieletu MH1, młodego chłopca, niedawno udało się wydobyć ze skał prawie połowę brakujących kości. Mamy więc szkielet, któremu brakuje tylko części rąk i stóp. Jest naprawdę wspaniale kompletny i piękny. Dzięki temu zdobywamy niesamowite informacje o życiu tego osobnika, o tym, co go dotknęło. Miał guz na jednym z kręgów, co jest obecnie najwcześniejszym znanym przykładem guza u krewnego ludzi. Nie wiemy, jak to wpłynęło na jego życie, ale dowiadujemy się coraz więcej o jego wzroście i rozwoju. To wspaniałe odkrycie. Patrząc na życie jednego osobnika, otrzymujesz obraz tego, jak żył, a tego DNA nie powie. DNA to element twojego związku z resztą ludzkości, wskazuje na twoje dziedzictwo, ale ważne jest także życie, które prowadzisz, ślady doświadczeń i sposobu, w jaki one cię zmieniają. Ze szkieletu możemy odczytać te doświadczenia.
Jednym z bardzo ważnych elementów życia naszych przodków było krzyżowanie się. Oczywiście miało to duży wpływ na gatunki, ale najpierw musiało być fizjologicznie możliwe, żeby mogły powstać potomstwo. Kiedy, pańskim zdaniem, fizjologia zaczęła działać w ten sposób?
Jednym z prawdziwych wyzwań, na jakie Karol Darwin napotkał w związku ze swoją teorią ewolucji, było zrozumienie, kiedy hybrydyzacja była możliwa między różnymi gatunkami, a kiedy nie. Gdy Darwin to pisał, ludzie naprawdę wierzyli, że różne rasy ludzi to różne gatunki, które nie mogą się krzyżować i mieć potomstwa równie udanego jak one same. Uważano rasę za barierę. Darwin był jednym z pierwszych, którzy pokazali, że to nieprawda, że ludzie na całym świecie krzyżują się ze sobą, a ich potomstwo jest bardzo udane i że nie jesteśmy tak bardzo oddzieleni. W tym samym czasie znano już neandertalczyków i debatowano, czy to inny gatunek, czy mógł się krzyżować z ludźmi.
Ludzie w przeszłości i wielu także dziś doskonale rozumieli i rozumieją, że hybrydy między istotnie różnymi gatunkami często mają problemy. Patrząc na dawnych ludzi, spekulowano, że musiały istnieć bariery uniemożliwiające krzyżowanie. Przed badaniami DNA było wielu naukowców, a ja wśród nich, którzy uważali, że musiało dochodzić do krzyżowania się, ale nie wiadomo było, czy prowadziło to na dłuższą metę do sukcesu. DNA pokazało, że wszyscy dziś mamy dziedzictwo częściowo od afrykańskich przodków, częściowo od neandertalczyków i innych grup, a Denisowianie są przykładem jednej z tych grup. Odkryliśmy też, że w Afryce nasi przodkowie mieli w odległej przeszłości, ponad 100 000 lat temu, większą różnorodność niż dziś, że istniały grupy, które mieszały się ze sobą, a były bardziej różne niż dzisiejsi ludzie. Ewolucja doprowadziła nas do tego, że stajemy się coraz bardziej podobni w różnych miejscach. Zaskakujące dla ludzi jest to, że patrząc na świat, widzą różnice w kolorze skóry, kształtach, rozmiarach i myślą, że to oznacza różne pochodzenie. Większość tych różnic jest bardzo nowa, w ciągu ostatnich 50 000 lat, to bardzo krótki czas, to około 2000 pokoleń. Bardzo mało. Niezwykłe jest to, że oprócz tych pozornie dużych, ale płytkich różnic, mamy w sobie geny o znacznie głębszym pochodzeniu, które różnicowały się przez miliony lat, i które dotyczą rzeczy, które mogą wydawać się niewidoczne. Na przykład grupy krwi ABO. Typy A i B istnieją u ludzi od ponad dwóch milionów lat i ta różnorodność utrzymuje się, ponieważ różne choroby mają różną podatność u osób z różnymi grupami krwi. To adaptacja jest bardzo ważna dla nas, ale niewidoczna na pierwszy rzut oka. Grupy krwi są rozproszone na całym świecie, A jest w Europie, Amerykach, Afryce, ta zmienność jest bardzo głęboka i utrzymuje się w nas. Wiele naszej zmienności ma taki charakter.
Zapytam o neandertalczyków. Spotkanie z nimi było ważne dla nas, na przykład dla naszej immunologii, ale dla nich było tragiczne. Dlaczego? Dlaczego natura wybrała nas, a nie neandertalczyków?
Wynik tych spotkań, a było ich wiele, jest taki, że neandertalczycy oddzielili się od afrykańskich przodków około 700 000 lat temu. Neandertalczycy i denisowianie rozdzielili się około 600 000 lat temu. Istnieli więc przez setki tysięcy lat. Przed 200 000 lat temu geny afrykańskie przeniknęły do neandertalczyków i około 6% późniejszych genów neandertalskich pochodzi z tego afrykańskiego źródła. Mamy więc mieszankę, która wydarzyła się bardzo wcześnie. Gdy nowocześni ludzie, nasi bardzo niedawni przodkowie, zaczęli się rozprzestrzeniać po świecie, niektórzy spotkali neandertalczyków. Mieszali się z nimi i przejęli około 2 proc. genów neandertalskich, a od tego momentu ta populacja rosła i rozprzestrzeniała się wszędzie, niosąc geny neandertalskie. Wielu z nas ma dziś dokładnie taki udział genów z tamtego wydarzenia. Neandertalczycy jednak zaniknęli, byli jakby przed falą, która się potem po nich przetoczyła. Ta fala zebrała trochę więcej genów neandertalskich, ale niewiele. To było bardzo szybkie wydarzenie w czasie ewolucyjnym i wszędzie wynik był taki sam: neandertalczycy zniknęli, a nowocześni ludzie tu zostali. Trudno nam zrozumieć, dlaczego tak się stało. Część przyczyn jest genetyczna, coś w tej rosnącej populacji było skuteczne, potrafiło przetrwać tam, gdzie były już inne grupy ludzi. To wskazuje na coś trwałego w tym wzroście. Trwałość może oznaczać, że ta pula genów była dobrze przystosowana do chorób, na które neandertalczycy byli podatni. To coś, co dziś zdarza się u wielu zagrożonych gatunków. Może to też było coś kulturowego, choć kultury różniły się w różnych miejscach, więc musiało to być coś bardzo zorganizowanego, część ich kulturowego dziedzictwa. Nadal zastanawiamy się, jaka była dokładnie ta dynamika, dlaczego ta populacja rosła tak bardzo? Moja własna praca skupia się na aspektach, które działają jak kula śnieżna tocząca się w dół zbocza, po prostu rośnie i rośnie. Czasem liczebność jest sama w sobie sukcesem. Gdy rośniesz, masz potencjał jako populacja, jako pula genów, a populacja, która pozostaje mała zawsze ma słabości. Gdy populacja rośnie, to jak samospełniająca się przepowiednia, rośnie aż do napotkania bariery. W tym przypadku bariery zniknęły. Gdy ta populacja dotarła do krańców Eurazji, neandertalczycy, denisowianie i inne populacje już zniknęły.
Zapytam jeszcze o znajdowanie kości w jaskiniach, zwłaszcza w przypadku Homo naledi, gdzie prawdopodobnie zostały tam celowo umieszczone. Czy czujecie państwo, że w pewien sposób zakłócacie coś? Jak paleoantropolodzy radzą sobie z tym problemem?
To fascynujące pytanie. Wczoraj spacerowałem tutaj, na wzgórzu zamkowym i trwały wykopaliska archeologiczne, odkrywano szkielety. To tak samo dotyczy historii, jak i historii starożytnej, czy ewolucji. Czasem znajdujemy osoby, które zginęły przypadkowo i oto mamy szkielet. To prawda także w przypadku współczesnych spraw kryminalnych, gdy policja znajduje kogoś, kto zginął przypadkowo i prowadzi potem dochodzenie. Ale często znajdujemy ludzi tam, gdzie zostali celowo pochowani.
Oczywiście wszyscy wiemy, że dziś mamy rozwój, który zakłóca spokój starych kości. Powstaje budynek i nie wiedziałem, że jest tu grób. Albo wiem, że jest cmentarz, ale musimy coś z tym zrobić, bo droga musi tędy przejść. Radzimy sobie z tym, a większość antropologów pracujących w terenie pomaga przy budowach, dokumentacji dziedzictwa, znajduje nowe miejsca do przechowywania tych szczątków. W przypadku szczątków dawnych ludzi właściwym było zachowanie ich w muzeum. W przypadku bardzo starych kości nie mamy dziś krewnych, z którymi moglibyśmy rozmawiać i nie są one szczególnie powiązane z żadną współczesną grupą. W USA, gdzie pracuję, mamy plemiona, których miejsca pochówku przodków są czasem zakłócane przez budowy, drogi, prace archeologiczne. I konsultujemy się z potomkami, by ustalić, co jest właściwe. W przypadku bardzo starych kości, jak naledi, pytanie nie brzmi, co jest właściwe dla ludzi dziś powiązanych z nimi, ale co jest właściwe dla tych starożytnych zwierząt, które są naszymi krewnymi. Mieli jakiś pomysł, nie wiem jaki, nie wiem, czy byłby to nasz system wierzeń, ale mieli jakiś pomysł, gdy umieszczali te kości w jaskini. To było dla nich emocjonalne, mogę to powiedzieć z pewnością. Chcę to przekazać ludziom, chcę pomóc im zrozumieć, że to było coś, co jest dla nas rozpoznawalne. I chcę też uczcić miejsce, gdzie te szczątki były. Z tego powodu jesteśmy bardzo powściągliwi, nie lubimy kopać więcej niż trzeba, by zrozumieć sytuację. Pracujemy na terenie światowego dziedzictwa, wszyscy tam rozumieją, jak ważne jest to dla ludzkości i jej dziedzictwa, więc staramy się też wskazywać na trwałe dziedzictwo tego miejsca, by pomóc ludziom dziś zrozumieć, dlaczego to miejsce ma znaczenie i by je zachować. Nasza praca jest bardzo ważna dla tworzenia miejsc pracy i możliwości ekonomicznych, by chronić te miejsca jako dziedzictwo. Ale gdy przychodzi co do czego, zapytamy te szkielety, gdzie jest dla nich właściwe miejsce? Czy powinny pozostać w muzeum? Czy w magazynie podobnym do miejsca, z którego pochodzą? Czy przenieść je z powrotem tam, gdzie je znaleźliśmy? Decyzję podejmą nie naukowcy tacy jak ja, ale wiele osób, które rozumieją rolę dziedzictwa i wiedzą, co możemy zrobić, by kontynuować odkrycia naukowe i uczcić w prawdziwy sposób starożytnych ludzi i naszych krewnych, których znajdujemy.
Na koniec chciałbym zapytać o przełom, którego pan oczekuje lub może ma nadzieję, że nastąpi w niedalekiej przyszłości. Czy się wydarzy?
Cóż, prawdziwym przywilejem pracy naukowej jest to, że często wiem o rzeczach, nad którymi pracujemy, które mają naprawdę dobre wyniki, ale nie są jeszcze na etapie, by dzielić się nimi z wszystkimi. Mogę więc odpowiedzieć, że już wiem o niesamowitych odkryciach, które ludzie wkrótce poznają i które będą naprawdę zaskakujące. Jeśli ktoś będzie śledził naszą pracę, co można robić choćby przez moją stronę internetową i przez naszą współpracę z National Geographic Society, przekona się, że pracujemy nad czymś, czego ludzie jeszcze nie widzieli, nad naprawdę nowymi odkryciami. Nie jesteśmy jakoś szczególnie tajemniczy w sensie, że dzielimy się tym, co robimy. Ale tu mamy wyniki, co do których nasi współpracownicy, specjaliści wielu dziedzin - a pracuję z grupą około 200 osób, ekspertów w różnych dziedzinach nauki, stosujących swoje metody i podejścia - muszą mieć pewność co do tego, co znaleźli. Jestem tym bardzo podekscytowany, ale oni muszą przejść proces recenzji przez innych naukowców. Powiem, że mamy rzeczy, które mnie zaskoczyły, których nigdy nie myślałem, że zobaczę, a oto są.
Dobrze, będziemy czekać na publikację.


