W piątek wieczorem podczas spotkania z polskimi mediami w Polskim Muzeum w Ameryce w Chicago, wicepremier i szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski nie krył zaniepokojenia ostatnimi wypowiedziami ambasadora USA Toma Rose’a. Słowa amerykańskiego dyplomaty, które padły w kontekście marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, wywołały w Warszawie niemałe poruszenie. “Będę chciał wiedzieć na ile to było stanowisko władz amerykańskich” – mówił Sikorski.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Radosław Sikorski, pytany przez dziennikarzy o stanowisko polskiego rządu wobec deklaracji ambasadora, nie pozostawił wątpliwości, że sprawa wymaga wyjaśnienia na najwyższym szczeblu. Ja nie zamierzam się odnosić do tego, będąc w Stanach Zjednoczonych, rozważę to po powrocie do kraju. Natomiast, będę chciał wiedzieć na ile to było stanowisko władz amerykańskich, a na ile osobiste pana ambasadora i czy tu była jakaś koordynacja z naszą opozycją - podkreślił wicepremier.
Do tej pory Departament Stanu USA nie zajął oficjalnego stanowiska w sprawie wypowiedzi Rose’a, a pytania o to, czy zapowiadane przez ambasadora zerwanie kontaktów z marszałkiem Sejmu jest oficjalną polityką Białego Domu, pozostają bez odpowiedzi.
Sikorski, zapytany o możliwą koordynację działań ambasadora z polską opozycją, nie chciał wchodzić w szczegóły. Wskazał jednak, że w przeszłości sojusznicy unikali ingerencji w wewnętrzne procesy polityczne swoich partnerów. Rzeczywiście w przeszłości tak bywało, że wśród sojuszników nie ingerowaliśmy w procesy rywalizacji partyjnej w swoich krajach nawzajem i mnie się to bardziej podobało - zaznaczył.
Wicepremier nie odpowiedział także jednoznacznie na pytanie, czy decyzja marszałka Sejmu o odmowie poparcia wniosku o Nagrodę Nobla dla Donalda Trumpa była konsultowana z rządem. Ograniczył się do stwierdzenia, że "jest zawsze do dyspozycji najwyższych władz państwowych, a więc i prezydenta i drugiej osoby w państwie, jaką jest marszałek".
Podczas briefingu w Chicago Sikorski odniósł się również do piątkowego spotkania europosła i wiceprezesa PiS Patryka Jakiego z Anną Pauliną Luną, amerykańską kongresmenką znaną z prorosyjskich sympatii. Minister porównał to spotkanie do wcześniejszych kontaktów Antoniego Macierewicza z byłym kongresmenem Daną Rohrabacherem, niegdyś określanym jako "człowiek Putina" w Kongresie. Tradycja zobowiązuje (...) Wydaje mi się, że to się samo komentuje - skwitował Sikorski.
W ostatnich dniach media obiegła informacja o symulacji wojennej opisywanej przez "Wall Street Journal", według której Rosja już w przyszłym roku mogłaby zająć państwa bałtyckie, wykorzystując do tego zaledwie 15 tysięcy żołnierzy. Sikorski jednak uspokaja: Rosyjskie zdolności okazały się w wyniku agresji na Ukrainę znacznie słabsze, niż my sądziliśmy i niż Putin sądził, ale ich intencje okazały się jeszcze gorsze niż wielu na Zachodzie sądziło. Myślę, że dopóki Ukraina dzielnie się broni, Rosja nie ma zdolności ofensywnych.
Minister dodał, że Rosja znajduje się obecnie w znacznie gorszej sytuacji strategicznej niż przed wojną w Ukrainie i stopniowo traci sojuszników, czego przykładem jest ostatni zwrot w polityce Wenezueli. Zaznaczył jednak, że prowadzenie tego typu symulacji jest potrzebne i pozwala lepiej przygotować się na ewentualne zagrożenia.


