Po raz pierwszy od ubiegłorocznej wojny dwunastodniowej przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Iranu spotkali się twarzą w twarz na rozmowach dotyczących programu nuklearnego. Negocjacje w Omanie, mogą być początkiem nowego etapu w relacjach obu krajów, choć na razie nie padły żadne przełomowe deklaracje.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
W piątek w stolicy Omanu, Maskacie, odbyły się kilkugodzinne negocjacje pomiędzy delegacjami USA i Iranu. Było to pierwsze takie spotkanie od czasu dwunastodniowego konfliktu z czerwca ubiegłego roku. Rozmowy rozpoczęły się o godzinie 10:00 czasu lokalnego i trwały do 18:00. Gospodarzem i głównym mediatorem był minister spraw zagranicznych Omanu, Badr al-Bousaidi.
W skład amerykańskiej delegacji weszli m.in. specjalny wysłannik Białego Domu Steve Witkoff, doradca prezydenta Donalda Trumpa i jego zięć Jared Kushner oraz dowódca CENTCOM admirał Brad Cooper. Iran reprezentował minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi wraz z zastępcami.
W ostatnich dniach trwały przygotowania do spotkania w Omanie, ale rozbieżności między stronami były tak wielkie, że obawiano się, iż do rozmów w ogóle może nie dojść. Przedstawiciele USA wysyłali sygnały, że fiasko dyplomacji będzie oznaczać, że problemy irańskiego programu nuklearnego i zbrojeń trzeba będzie rozwiązać innymi sposobami. Głośno było o amerykańskiej marynarce wojennej krążącej w liczbie wielu okrętów w pobliżu Iranu i gotowej do podjęcia natychmiastowych działań.
W międzyczasie na Morzu Arabskim doszło też do kilku incydentów - siły USA otworzyły m.in. ogień do jednego z irańskich dronów patrolujących rejon.
Dzięki intensywnym zabiegom dyplomatycznym kilku państw regionu udało się uratować perspektywę rozmów - podaje Axios. Jak podkreślił minister al-Bousaidi, spotkanie miało "bardzo poważny" charakter, a obie strony "wyjaśniły swoje stanowiska i zidentyfikowały obszary możliwego postępu".
Minister Araghchi ocenił atmosferę rozmów jako "bardzo pozytywną" i zaznaczył, że negocjacje muszą odbywać się "w spokojnej atmosferze, bez napięć i gróźb". Strona amerykańska nie wydała oficjalnego komunikatu na temat przebiegu spotkania.
Stany Zjednoczone chciały prowadzić rozmowy dwutorowo: oprócz kwestii nuklearnej poruszyć także temat irańskiego programu rakietowego i wspierania sieci sojuszników Teheranu w regionie. Jednak, jak poinformował Araghchi, omawiano wyłącznie sprawy nuklearne.
"Nie rozmawiamy z Amerykanami o żadnych innych kwestiach" - podkreślił w rozmowie z mediami państwowymi.
USA zgodziły się także na zmianę miejsca rozmów z Turcji do Omanu oraz na wykluczenie innych państw Bliskiego Wschodu, które miały być obserwatorami. Amerykańscy urzędnicy przyznali, że zaakceptowali irańskie warunki, by wysłuchać stanowiska Teheranu, choć nie spodziewali się przełomu.
W międzyczasie Waszyngton ogłosił nowe sankcje wobec tzw. floty cieni irańskich tankowców.
Według informacji przekazanych przez amerykańskiego urzędnika portalowi Axios, w najbliższych dniach planowana jest druga runda rozmów. "To był dobry początek, ale kontynuacja zależy od konsultacji, które musimy przeprowadzić w naszych stolicach i decyzji, jak dalej postępować" - powiedział Abbas Araghchi.


