Potężny wir polarny sprowadza na nasz kontynent ekstremalne mrozy, śnieżyce i zamiecie – a wszystko wskazuje na to, że ta zimowa ofensywa potrwa co najmniej do połowy stycznia. Sprawdzamy, co dokładnie czeka Europę w najbliższych dniach i dlaczego wir polarny znów daje o sobie znać.
- Nowy Rok przyniósł Europie potężną falę arktycznego zimna, która ma trwać do połowy stycznia 2026.
- Temperatury spadną nawet o 12-15°C poniżej normy, szczególnie w Skandynawii, gdzie może być aż -40°C!
- Na Bałkanach i we wschodniej Europie czekają nas śnieżne "bomby" z pokrywą śnieżną do 100 cm i silnymi wiatrami bora.
- Zimowa ofensywa to efekt "blokady grenlandzkiej", która blokuje ciepłe masy powietrza i sprowadza mroźny wir polarny na południe.
Nowy Rok przyniósł Europie prawdziwą zimową rewolucję. Modele pogodowe nie pozostawiają złudzeń - do połowy stycznia 2026 roku niemal dwie trzecie kontynentu znajdzie się pod wpływem potężnego wybuchu arktycznego zimna. Wir polarny sprowadza masy mroźnego powietrza aż do rejonów, które rzadko doświadczają takiej zimy. Efekty tej sytuacji już są widoczne: głębokie opady śniegu, zamiecie, ekstremalny mróz i poważne utrudnienia w podróżowaniu.
Meteorolodzy ostrzegają: w Europie Środkowej, Zachodniej i Południowo-Zachodniej słupki rtęci spadną miejscami o 12-15°C poniżej średnich sezonowych.
To oznacza nie tylko siarczyste mrozy, ale też niebezpieczne warunki na drogach i możliwe paraliże komunikacyjne. Szczególnie trudna sytuacja zapowiada się w Skandynawii, gdzie prognozowane są spadki temperatury nawet do -40°C.
Zimowy krajobraz Europy będzie kształtowany przez dynamiczne zjawiska atmosferyczne. Głębokie układy niskiego ciśnienia nadciągające znad Morza Śródziemnego, tzw. "bałkańskie bomby śnieżne", przyniosą intensywne opady śniegu i zamiecie od Bałkanów po wschodnią Europę. Lokalnie pokrywa śnieżna może przekroczyć 50 cm, a w niektórych miejscach nawet 100 cm! Najbardziej zagrożone są Bośnia, Chorwacja, północna Serbia, południowa Słowenia, południowe Węgry, północna Rumunia i Ukraina.
Za zimową ofensywę odpowiada tzw. "blokada grenlandzka" - potężny wał wysokiego ciśnienia, który zatrzymuje ciepłe masy powietrza i wymusza spływ lodowatego arktycznego powietrza na południe Europy. To zjawisko powoduje trwałe zaburzenie wiru polarnego, dzięki czemu zimowa aura może utrzymać się nawet do końca stycznia.
Czym jest wir polarny, który wzbudza takie emocje wśród meteorologów? To gigantyczny, trójwymiarowy pierścień potężnych wiatrów, przemieszczający się na wysokości 20-50 km nad powierzchnią Ziemi. Kiedy wir polarny jest stabilny, trzyma zimno na północy. Jednak jego rozbicie lub osłabienie pozwala mroźnemu powietrzu "uciec" na południe, przynosząc falę ekstremalnej zimy do Europy, Azji czy Ameryki Północnej.
Największym zagrożeniem w najbliższych dniach będzie starcie lodowatego powietrza z północy z ciepłą, wilgotną masą znad Morza Śródziemnego. Efektem będą intensywne burze zimowe, zamiecie, a miejscami tzw. "biała ściana" - warunki, w których widoczność spada do zera. Na południowym wschodzie Europy, zwłaszcza w rejonie Bałkanów, spodziewane są silne wiatry bora, osiągające prędkość nawet 150 km/h, co w połączeniu z opadami śniegu może doprowadzić do blokad dróg i poważnych utrudnień w ruchu.
W tym roku zima nie zna granic. Mroźne powietrze dotrze aż do północnej Afryki, przynosząc śnieg do Algierii i Maroka.
W nadchodzącym tygodniu Europa pozostanie pod wpływem arktycznego powietrza, a kolejne burze zimowe będą przemieszczać się przez kontynent. Największe opady śniegu i zamiecie prognozowane są na Bałkanach i we wschodniej Europie, ale śnieg nie ominie także Polski, Niemiec, Francji, Czech i Słowacji.
Sytuacja może się zmienić pod koniec tygodnia, gdy nad Europę Zachodnią nadciągnie nowa, głęboka burza atlantycka - możliwe są intensywne opady śniegu nawet w Irlandii i Wielkiej Brytanii.


