Morze Bałtyckie w lutym zanotowało najniższy poziom wody od początku systematycznych pomiarów w 1886 roku. Skutki tego zjawiska odczuwalne są nie tylko w Polsce, ale także w Szwecji, gdzie niezwykły odpływ odsłonił wrak kilkusetletniego okrętu wojennego. Eksperci mówią, że tak niski poziom wody może mieć pozytywne skutki dla ekosystemu. I dodają, że odsłonięty właśnie wrak jest jednym z nawet 100 tysięcy, które leżą na dnie Bałtyku.
- W lutym poziom wody w Bałtyku spadł rekordowo o 67 cm poniżej normy - najniżej od 1886 roku.
- Przyczyną jest długotrwały, silny wiatr ze wschodu, wypychający wodę przez cieśniny duńskie.
- W centrum Sztokholmu odsłonięty został wrak okrętu wojennego z XVII wieku, będący dawniej fundamentem mostu.
- Eksperci szacują, że Bałtyk skrywa nawet 100 tysięcy wraków, z których tylko niewielka część została zbadana.
Na początku lutego średni poziom wody w Bałtyku spadł aż o 67 centymetrów poniżej normy. To najniższy odczyt od początku systematycznych obserwacji, prowadzonych już od 1886 roku. Głównym winowajcą jest utrzymujący się silny, wschodni wiatr, który wypycha wodę z Bałtyku przez cieśniny duńskie.
Profesor Jan Marcin Węcławski z Instytutu Oceanologii PAN tłumaczy:
W rozmowie z reporterem RMF FM Stanisławem Pawłowskim ekspert podkreśla, że za parę dni czy za parę tygodni wszystko wróci do normy. To zdarzało się już w przeszłości.
Mamy duże szanse na tak zwany wlew z Morza Północnego. Woda bałtycka jest bardzo mało słona, jest lekka, więc płynie sobie po powierzchni, wypływa z Cieśnin Duńskich do Morza Północnego i Atlantyku, a na jej miejsce napływa ciężka, słona woda, która jest zwykle dobrze natleniona. Jest to generalnie dobra wiadomość, bo ten napływ z Morza Północnego jest zawsze odżywczy - dodaje.
Według obliczeń SMHI (szwedzki odpowiednik IMGW - red.) chodzi o 275 kilometrów sześciennych - to niewyobrażalne 275 000 miliardów litrów wody.
Niskie wody Bałtyku odsłoniły prawdziwy skarb historii - tuż przy wyspie Kastellholmen w centrum Sztokholmu, zaledwie kilka metrów od brzegu, wynurzył się drewniany kadłub statku o długości 40 metrów.
Jim Hansson, ekspert i nurek z Muzeum Wraków w Sztokholmie, wyjaśnia w rozmowie z AFP:
Okręt, mimo upływu wieków, zachował się w zaskakująco dobrym stanie. Wrak, który obecnie można oglądać na wyciągnięcie ręki, pochodzi z końca XVI lub początku XVII wieku i prawdopodobnie został zbudowany w Holandii. Początkowo spekulowano, że może to być duński okręt wojenny Graa Ulv, zdobyty przez Szwedów w XVII wieku, jednak najnowsze badania wskazują, że to inna jednostka.
Jak tłumaczy Jim Hansson:
Statki, które kończyły służbę, często zatapiano celowo, by służyły jako fundamenty mostów. Tak było też w tym przypadku - wrak wraz z kilkoma innymi jednostkami stanowił podstawę pierwszego mostu między Skeppsholmen a Kastellholmen.
Eksperci szacują, że na dnie Bałtyku może spoczywać nawet 100 tysięcy wraków - to liczba trudna do wyobrażenia! Słonawa woda sprzyja ich zachowaniu, bo nie występuje tu spuszczel, który w innych akwenach niszczy drewniane konstrukcje. Mimo to tylko niewielka część wraków została zmapowana i zbadana.
Wraki są częścią wspólnej historii regionu, ale tylko ułamek z nich został zmapowany - podkreśla archeolog morski Eric Östergren w SVT Nyheter.
Wrak odsłonięty przy Kastellholmen nie jest jedynym, który na przestrzeni lat wyłaniał się z wód podczas wyjątkowo niskich stanów morza. To właśnie te momenty pozwalają naukowcom i pasjonatom historii spojrzeć w przeszłość i lepiej poznać dzieje regionu.


