Po czterech dniach akcji ratunkowej w górach Sierra Nevada służby i wolontariusze odnaleźli ciała dziewięciu osób porwanych przez lawinę. Akcję utrudniały intensywne opady śniegu i wysokie ryzyko kolejnych lawin. Trudne warunki wciąż uniemożliwiają pełne zakończenie operacji.

  • Po czterech dniach akcji ratunkowej w Sierra Nevada wydobyto ciała dziewięciu osób porwanych przez lawinę.
  • Do tragedii doszło we wtorek w rejonie szczytu Castle Peak, niedaleko jeziora Tahoe.
  • Lawina zaskoczyła piętnastoosobową grupę narciarzy wysokogórskich, w tym doświadczonych przewodników.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Jak przypomina agencja AP, do tragedii doszło w miniony wtorek w rejonie szczytu Castle Peak, niedaleko jeziora Tahoe w USA. Piętnastoosobowa grupa narciarzy wysokogórskich, w skład której wchodzili również doświadczeni przewodnicy, znajdowała się w końcowej fazie trzydniowej wyprawy. Z powodu nadciągającej burzy śnieżnej jej uczestnicy podjęli decyzję o skróceniu trasy i powrocie, ale właśnie wtedy zeszła lawina o szerokości odpowiadającej długości boiska piłkarskiego. Sześciu osobom udało się wezwać pomoc. Uratowani odnaleźli w pobliżu miejsca zdarzenia pierwsze trzy ofiary śmiertelne.

Ratownicy dotarli w rejon katastrofy dopiero po sześciu godzinach, operując w skrajnie niebezpiecznych warunkach, wykorzystując dwie niezależne drogi podejścia. Ze względu na zerową widoczność i niestabilną pokrywę śnieżną natychmiastowy transport ciał był początkowo niemożliwy. Przez kolejne dni rodziny zmarłych czekały na poprawę pogody, podczas gdy ratownicy monitorowali sytuację meteorologiczną pod kątem bezpieczeństwa ekip.

Przełom w poszukiwaniach

Przełom w działaniach nastąpił w piątek. Przy użyciu śmigłowców przeprowadzono kontrolowane zejście lawin, co pozwoliło na zabezpieczenie terenu i umożliwiło ratownikom bezpieczne wejście w strefę poszukiwań. Tego dnia wydobyto pięć ciał. W sobotę rano, mimo porywistego wiatru, śmigłowce przetransportowały ostatnie cztery ofiary, opuszczając je na linach do specjalistycznych pojazdów śnieżnych czekających w bezpiecznej strefie.

Szeryf hrabstwa Nevada, Shannon Moon, podkreśliła ogromne zaangażowanie służb oraz ponad 40 wolontariuszy, którzy wspierali akcję w jej kulminacyjnym momencie. Mamy szczęście, że w naszej górskiej społeczności jesteśmy tak zżyci i potrafimy stanąć razem w obliczu tragedii. Brak słów, by wyrazić współczucie, jakie kierujemy do rodzin dotkniętych tą katastrofą - oświadczyła.

Wiele pytań, mało odpowiedzi

Bliscy ofiar w krótkim komunikacie przekazali, że są "zdruzgotani" i poprosili o uszanowanie ich prywatności. Zaznaczyli, że wciąż mają wiele pytań dotyczących okoliczności wypadku, które pozostają bez odpowiedzi.

Władze poinformowały, że rejon Castle Peak pozostanie całkowicie wyłączony z ruchu turystycznego i sportowego do połowy marca. W tym czasie biegli przeprowadzą szczegółowe dochodzenie i ocenią stabilność stoków, aby zminimalizować ryzyko zagrożenia dla osób przebywających w górach.