Liczne rodzeństwo może wpływać na preferencje co do wyboru partnera - pisze na łamach prestiżowego czasopisma "Scientific Reports" dr Urszula Marcinkowska z Instytutu Zdrowia Publicznego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wyniki jej badań pokazują, że mężczyźni, którzy mieli liczne siostry w podobnym do nich wieku, preferują potem kobiety o... mniej kobiecych rysach twarzy. To ewolucyjny efekt tak zwanego negatywnego imprintingu, który ma nas chronić przed wiązaniem się z osobami zbyt blisko z nami spokrewnionymi. Takie związki są ewolucyjnie niekorzystne ze względu na zwiększone ryzyko chorób potomstwa.

Zdj. ilustracyjne / Andrzej Rybczyński /PAP


Grzegorz Jasiński: Półtora roku temu rozmawialiśmy o czymś takim jak imprinting, rozmawialiśmy o tym, że wybory naszych partnerów życiowych niekoniecznie od nas samych zależą, że natura, ewolucja tym rządzi. Zgodnie z ówczesną zapowiedzią przedstawia pani nowe wyniki badań, z której jak rozumiem wynika, że bracia i siostry mogą mieć wpływa na wybór swojej szwagierki...

Urszula Marcinkowska: Tak, w sposób co prawda bardzo niebezpośredni, mogą mieć wpływ. A raczej sam fakt ich istnienia może mieć wpływ.

Nie chodzi tu oczywiście o żadne działania czy wybory świadome, to, czy kogoś lubimy, czy nie, ale o to, jak sam fakt istnienia rodzeństwa wpływa na preferencje danej osoby, w tym konkretnym przypadku mężczyzn. Jak to jest?

Udało nam się zgromadzić dużą grupę respondentów, ponad 1300 mężczyzn. Na podstawie liczby rodzeństwa i płci rodzeństwa zanalizowaliśmy, jak przedstawiają się preferencje w stosunku do twarzy kobiet. Odkryliśmy, że u mężczyzn, którzy mieli więcej sióstr i różnica wieku była nieduża, preferencja w stosunku do kobiecości twarzy była niższa niż u mężczyzn, którzy nie mieli sióstr lub którzy byli od swoich sióstr znacząco starsi.

Jak można to tłumaczyć, czy to wynika z faktu, że taki mężczyzna jest przyzwyczajony do "babińca" w domu, ma dość i jego oczekiwania są nieco inne, czy może wytłumaczenie jest bardziej "chytre"?

Nasze wyniki najlepiej tłumaczy teoria negatywnego imprintingu płciowego, czyli inaczej negatywnego wpojenia. Chodzi o to, że z ewolucyjnego punktu widzenia nie opłaca nam się z osobami blisko spokrewnionymi mieć dzieci. Fakt, że to osoby genetycznie do nas podobne sprawia, że rośnie u takich dzieci ryzyko chorób genetycznych. Teoria negatywnego imprintingu mówi, że ewolucja wyposażyła nas w narzędzie unikania, a przynajmniej niepreferowania osób podobnych do nas, podobnych do naszego rodzeństwa, brata lub siostry. Nasza idea przewidywała, że sam fakt przebywania z siostrami w okresie wczesnego dzieciństwa, kiedy uczymy się twarzy, kiedy nasz mózg uczy się tego, jak wygląda rodzic, jak wygląda kobieta, mężczyzna, sam fakt spędzania czasu z wieloma kobiecymi twarzami wpływa na nasze późniejsze preferencje. Mówimy o obniżeniu preferencji kobiecości twarzy, przy czym nigdy nie przechodzi to na preferencję męskiej twarzy. Może to być kwestia siły preferencji kobiecości, ale nigdy nie na tyle, by mężczyzna preferował kobiety o męskiej twarzy. 

To nie jest efekt symetryczny. To znaczy nie można się spodziewać, że na podstawie tego badania można też coś powiedzieć o preferencjach kobiet. Tutaj jest kompletnie inaczej?

Dobrze pan zakłada. To według mnie często popełniane nadużycie, że rozszerza się wyniki badania przeprowadzonego wśród respondentów jednej płci na drugą płeć. Warto zawsze powtórzyć takie badania wśród osób drugiej płci, bo ewolucja kobiety i mężczyzny nie musiała przebiegać w danej sprawie tak samo. Co więcej, nasz interes ewolucyjny jest inny. Kobiety mają dużo niższy potencjał reprodukcyjny, mogą mieć znacznie mniej dzieci, niż potencjalnie może mieć mężczyźni. Dlatego mechanizmy preferencji w wybierania potencjalnego partnera u kobiet i mężczyzn działają inaczej. Założenie imprintingu stanowi, że u kobiet wyczulenie na partnera genetycznie do nas podobnego powinno być mocniejsze i jest to prawdopodobnie powodowane tym, że kobieta ponosi dużo wyższe podstawowe koszty reprodukcyjne, chodzi o ciążę, poród i laktację. U mężczyzn nie ma tu odpowiednika energetycznego. 

Czy można w takim razie sądzić, że jeśli państwo przeprowadzilibyście te badania wśród kobiet, to ten efekt - dotyczący w tym wypadku braci - byłby silniejszy?

Tak bym oczekiwała, choć jak większość moich badań do tej pory pokazała, to czego oczekujemy od początku wcale nie musi się potem okazać hipotezą, która najlepiej tłumaczy powstałe wyniki. Faktycznie jednak oczekiwalibyśmy, że kobiety, które mają wielu braci w podobnym do nich wieku, powinny mieć preferencję w stosunku do męskich twarzy automatycznie obniżoną. Właśnie teraz analizujemy wyniki badań na dużej próbie kobiet, chcemy sprawdzić, jak rodzeństwo wpływa na ich preferencje. 

Porozmawiajmy o metodzie badawczej, o której mówiła pani już podczas naszej poprzedniej rozmowy. Badanym pokazywano specjalnie, komputerowo zmodyfikowane twarze...

Używaliśmy tego samego co poprzednio programu PsychoMorph, który pozwala nam manipulować konkretnymi cechami naszych twarzy. Prezentowaliśmy naszym uczestnikom zawsze dwie twarze obok siebie i pytaliśmy, która jest bardziej atrakcyjna, bardziej sympatyczna, wygląda młodziej, zdrowiej. Tu mamy duże pole do popisu. Twarze mogą różnić się tylko jedną, konkretną wybraną cechą. W przypadku tych najnowszych badań była to właśnie męskość i kobiecość. Ale można też modyfikować na przykład symetrie twarzy...

Która bywa często utożsamiana z urodą, zdrowiem i dobrymi rokowaniami na zdrowe potomstwo...

Dokładnie. Ponieważ ilość energii dostarczanej do naszego organizmu jest skończona, nasz organizm musi wybierać priorytetowe dla niego cele. Jest to między innymi rozwój bilateralny, by na przykład prawa i lewa ręka była tak samo długa, by lewa małżowina uszna była tak samo zbudowana, jak prawa. Jeśli w czasie naszego rozwoju tej energii zabraknie, przez jakiś czas nie dostajemy wystarczającej ilości jedzenia, wtedy ta symetria może być zaburzona. Symetrie twarzy obniżają też przebyte choroby. A więc faktycznie preferencja symetrii twarzy, bazuje na preferencji w stosunku do zdrowego organizmu, czy tak zwanych "dobrych genów".

Z tych wyników, które pani opublikowała, wydaje się wynikać pewna rada dla kobiet, dziewcząt, jeśli poznają kogoś, powinny spytać, czy ma wiele sióstr. Odpowiedź może sugerować, jakie są jego preferencje i wskazać, czy samemu się je spełnia...

Ja bym bardzo nie chciała nikomu radzić. Po pierwsze dlatego, że my badamy biologiczne podstawy narzędziami statystycznymi, gdzie mamy dużą grupę respondentów i szukamy generalnych trendów. Bardzo często, rozmawiając z ludźmi o mojej pracy, spotykam się z komentarzami: "ale u mnie tak nie jest, mój partner jest zupełnie inny od mojego ojca". Albo "mój partner jest identyczny, jak mój ojciec, moja matka jest zupełnie inna od mojej żony". Ze względu na to, że dobór płciowy dotyczy nas wszystkich, mamy w tym jakieś doświadczenie, mamy swoje zdanie. Tak wiec chciałabym podkreślić, że to, że biologicznie jesteśmy uwarunkowani do pewnych wyborów, czy też ewolucja w jakiś sposób wykształciła nasze preferencje, wcale nie znaczy, że u pojedynczych jednostek, u mnie, u pana, będzie to działało w stu procentach w konkretny sposób. 

Jeśli macie ochotę wziąć udział w takich badaniach, możecie wejść na stronę, gdzie jest najnowsza ankieta.