Latem 2025 roku fiord Tracy Arm na południowo-wschodniej Alasce został nawiedzony przez jedno z największych megatsunami w historii. Gigantyczna fala osiągnęła niemal 500 metrów wysokości, będąc drugą co do wielkości kiedykolwiek zarejestrowaną na świecie. Naukowcy ostrzegają, że podobne zjawiska mogą zdarzać się coraz częściej w związku z przyspieszonym topnieniem lodowców i zmianami klimatycznymi.
- Gigantyczne tsunami na Alasce 10 sierpnia 2025 roku wywołało osunięcie ziemi o objętości 64 mln m³, tworząc falę wysoką aż 481 metrów - wyższą niż Wieża Eiffla!
- Fala zniszczyła roślinność i ziemię w fiordzie Tracy Arm, a sejsza trwała aż 36 godzin, odpowiadając trzęsieniu ziemi o magnitudzie 5,4.
- Katastrofa niemal uderzyła w statki wycieczkowe, które odwiedzają ten popularny rejon - liczba turystów wzrosła tu do 1,6 mln rocznie.
- Naukowcy ostrzegają, że topniejące lodowce podnoszą ryzyko takich kataklizmów, bo przestają stabilizować zbocza gór.
Wczesnym rankiem 10 sierpnia 2025 roku potężne osunięcie ziemi o objętości 64 milionów metrów sześciennych runęło z górskich zboczy do fiordu Tracy Arm, wywołując niespotykane zjawisko - ujawniają dopiero teraz naukowcy. Skały i ziemia spadły pionowo na odległość kilometra, uderzając w lodowiec South Sawyer i wąski, 48-kilometrowy fiord. Efektem tego był gwałtowny wzrost poziomu wody i powstanie fali o wysokości aż 481 metrów - to niemal pół kilometra, czyli więcej niż mierzy Wieża Eiffla.
Siła tej katastrofy była porażająca. Tylko dzięki wczesnej porze żaden ze statków wycieczkowych, które licznie odwiedzają ten rejon, nie został uwięziony w epicentrum zniszczeń.
Porównania są niezwykle obrazowe - fala sięgająca 481 metrów przewyższa niemal dwukrotnie wysokość Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Zniszczenia po przejściu megatsunami były ogromne: połamane drzewa leżały rozrzucone na zboczach, a znaczne obszary fiordu zostały pozbawione gleby i roślinności.
Wydarzenie wywołało także 36-godzinną sejszę, czyli oscylującą falę w zamkniętym akwenie wodnym. Osunięcie ziemi wygenerowało długookresowe fale sejsmiczne, których energia odpowiadała trzęsieniu ziemi o magnitudzie 5,4.
Skutki były odczuwalne nawet dziesiątki kilometrów od miejsca katastrofy. Grupa kajakarzy biwakujących 55 km dalej relacjonowała, że woda przelała się przez ich obóz, zabierając sprzęt. Z kolei motorówka w No Name Bay, oddalona o 50 km, została zaatakowana przez fale o wysokości 2-2,5 metra.
Naukowcy są zgodni: to właśnie przyspieszony zanik lodowców, napędzany globalnym ociepleniem, zwiększa ryzyko takich katastrof. Zespół badaczy, analizując dane sejsmiczne, satelitarne i prace terenowe, potwierdził, że topniejący lodowiec przestał stabilizować zbocze góry.
Lodowiec wcześniej pomagał podtrzymywać ten fragment skały, więc gdy lód się cofnął, odsłonił podstawę klifu, pozwalając, by materiał skalny nagle osunął się do fiordu - tłumaczył dr Stephen Hicks z University College London, cytowany przez BBC.
W ostatnich latach fiordy południowo-wschodniej Alaski stały się niezwykle popularnym celem statków wycieczkowych. Liczba pasażerów rejsów w regionie wzrosła z 1 miliona w 2016 roku do 1,6 miliona w 2025 roku. Katastrofa w Tracy Arm była o włos od tragedii - kilka godzin po zdarzeniu do fiordu miały wpłynąć dwa duże statki wycieczkowe, a dzień wcześniej w okolicy przebywały tysiące turystów.
Naukowcy alarmują, że "wraz z rosnącą liczbą statków wycieczkowych odwiedzających regiony fiordów oraz zmianami klimatycznymi zwiększającymi prawdopodobieństwo podobnych zdarzeń, to nieoczekiwane, o mały włos niebezpieczne zdarzenie podkreśla rosnące ryzyko osunięć ziemi i tsunami w środowiskach przybrzeżnych".
Niektóre firmy wycieczkowe już zapowiedziały, że przestaną wysyłać swoje statki do fiordu Tracy Arm z powodu obaw o bezpieczeństwo.
Źródło: BBC, The Guardian


