"Dywizjon 303. Historia prawdziwa" to - jak zapowiada sam tytuł - oparta na faktach historia polskich asów przestworzy, inspirowana bestsellerem Arkadego Fiedlera o tym samym tytule. Poznajemy polskich pilotów myśliwskich, którzy przyczynili się do zwycięstwa w czasie bitwy powietrznej o Anglię w 1940 roku. Katarzyna Sobiechowska-Szuchta rozmawiała z Maciejem Zakościelnym o przedwojennych dżentelmenach, graniu w kostiumie pilota i o tym, dlaczego "Dywizjon 303" spodoba się młodym widzom.

Maciej Zakościelny /P. Fotek /materiały promocyjne

Katarzyna Sobiechowska-Szuchta, RMF FM: Jak sądzisz? Dlaczego tak ważne jest to, żeby mówić i przypominać o tym, że jest to prawdziwa historia?

Maciej Zakościelny: Są to prawdziwe nazwiska, są to prawdziwe bitwy, ale cała fabuła, fabularny wątek tego filmu, taka oś, jest wymyślona. Te główne sceny bitew, czyli daty, samoloty, imiona i nazwiska pilotów, jak mieszkali, gdzie mieszkali, jak ich traktowano - to wszystko jest rzeczywiście prawdziwe. Ale jest tam taka oś losów bohatera, którego gram, czyli Jana Donalda Zumbacha, która musi mieć jakiś przebieg dramaturgiczny, jakąś fabularną historię, żeby było to filmem. Bo jeżeli oparlibyśmy wszystko tylko na książce Arkadego Fiedlera pt. "Dywizjon 303", to byśmy widzieli tylko bitwy. Myślę, że po szóstej bitwie dla takiego przeciętnego widza, to by było już nie do zniesienia. Tak można oglądać film dokumentalny, a nie fabularny. Dlatego trzeba było wymyślić jakąś historię, żeby można było pokazać te bitwy. A ja starałem się jak najbardziej, jak najwierniej oddać charakter postaci. Nie było tam scen, które umożliwiałby zupełnie pokazanie każdej barwy Zumbacha, koloru jego charakteru. Ale myślę, że to, co jest najważniejsze, znalazło się w tym filmie.

Jan Donald Zumbach to jest człowiek, o którym niektórzy mówią, że właściwie jego losy to jest taka personifikacja losów wszystkich lotników, którzy znaleźli się w Anglii. Ale przypomnijmy może tym, którzy nie pamiętają z lekcji historii, albo po prostu nie widzą, kim on był. Bo to fascynująca postać. Nie tylko wojskowy i pilot, ale też ciekawy człowiek.

Tak, urodził się na Ursynowie. Kiedyś to nie była dzielnica Warszawy, tylko po prostu taka miejscowość Ursynów. Od dziecka chciał być pilotem. W książce "Sprawa honoru", która dla mnie była chyba nawet taką podstawową książką, wyczytałem trochę więcej o tym czasie i o tych bohaterach. Zresztą polecam! Piloci byli po husarii kolejnymi bohaterami narodowymi. Taki mały Janek, będąc chłopcem, widząc samoloty i myśliwce, które przelatują nad jego głową, zamarzył sobie, że będzie pilotem. Czyli to było tak naprawdę marzenie od zawsze. Fajnie by było, gdyby wiele osób miało marzenia od dzieciństwa i potem je realizowało. Teraz często jest tak, że ludzie po studiach nie wiedzą, co robić ze sobą. A on już wiedział. Był bardzo określony. I to jest fantastyczne, mieć coś takiego. Mieć takiego drive’a, który cię niesie przez całe życie. On lubił myślę tę adrenalinę i dlatego później, po wojnie również działał w tym fachu. Chociaż w trochę innej odsłonie, bo był przemytnikiem, najemcą, brał udział w wojnach. Miał klub w Paryżu, był takim prawdziwym człowiekiem życia. Na pewno był właśnie taki. Spotkałem zresztą ludzi, którzy go znali i też mi mówili, że on po prostu wiedział, jak przeżyć życie.


Ale też bardzo podobał się kobietom.

Tak, chociaż nie spotkałem kobiet, które z nim miały coś do czynienia. Więc nie wiem, czy aż tak się podobał. Natomiast pewnie działał jak pozostali panowie z tych dywizjonów. Bo - przypomnę - oprócz dywizjonu 303 były jeszcze inne dywizjony, które też stacjonowały Anglii. Mieli dużo zestrzeleń, działali skutecznie. I pewnie ci mężczyźni funkcjonowali podobnie. Czyli mieli po prostu pewne zasady dżentelmena, które przed wojną były bardzo istotne dla wielu panów, właściwie chyba dla wszystkich. To też chcieliśmy pokazać, czym różnili się ci piloci od pilotów czeskich, francuskich i brytyjskich przede wszystkim.

Eleganccy, dystyngowani, dżentelmeni, przedwojenna szkoła...

... z manierami. Dokładnie, mieli pewne zasady i tego się trzymali. Taki kodeks.

"Dywizjon 303. Historia prawdziwa" to jest film kostiumowy, choćby dlatego, że jesteście w kostiumach tych słynnych lotników z dywizjonu 303, macie przepiękne mundury. Macie, bo mam na myśli twoich kolegów z planu, czyli Piotra Adamczyka, Janka Wieczorkowskiego i wielu innych. Chciałam zapytać o emocje związane właśnie z filmem z epoki. Bo masz ogromne doświadczenie w graniu w kostiumie, ale czy i jak ten film był inny, a jak był podobny. I czy na początku przebierałeś się w strój lotnika, a potem utożsamiałeś z tą postacią? I czy dobrze się czułeś w tym kostiumie?

Myślę, że kostium był dopełnieniem. Ja wychodzę z takiej  szkoły, która mówiła, że... Zbigniew Zapasiewicz był na przykład moim profesorem czy Anna Seniuk. I oni mówili, że aktor, żeby dobrze zrobić rolę, to powinien tak naprawdę nie ograniczać się, czyli nie wspierać się podpórkami. Tak naprawdę, jak aktor wyjdzie w majtkach i tak zrobi rolę. A potem nałoży wszystko na siebie. W związku z tym, przygotowania przygotowaniami. To czytanie, oglądanie, słuchanie, radzenie się. A potem, jak wkładasz kostium, to tylko jest to dopowiedzenie tej postaci. To, co człowiek, aktor ma w środku, to co przerobił, jak on sobie, ten skrypt, scenariusz, złamał - to właśnie jest podstawa. Bo wszystko potem już jest kwestią wizualną. Natomiast nie ukrywam, że w tych mundurach człowiek się od razu prostuje. To jest, jak gorset u kobiety. Taki mundur powoduje, że człowiek od razu ma tę postawę. To bardzo pomaga, ale jak mówię, ja jestem zwolennikiem tego, żeby najpierw zrobić rolę, a potem się ubrać.

Mam wrażenie, że ten film może trafić do młodych ludzi, którzy chcieliby oglądać filmy o polskiej historii. I wy, aktorzy tego - możesz protestować, ale tak powiem - wciąż młodego pokolenia, jesteście w stanie do nich trafić.

Nie... no ja się cieszę bardzo jak tak mówisz.

Janek, Piotrek, Antek, ty w mundurach. I polska historia, z resztą fantastyczna. Myślisz, że ten film ma szansę trafić do tak młodych ludzi?

Ja ten film zobaczyłem i uważam, że jest dla młodych ludzi. On jest, powiedziałbym nawet, głównie dla młodych ludzi. Co ich może pociągnąć? To co i mnie urzeka. Dlaczego ja na przykład trenowałem różne sporty? Dlatego, że lubiłem być w grupie. Lubiłem czuć, że jestem częścią pewnej grupy. Lubiłem być w zespole teatralnym. Lubiłem czuć, że jestem częścią jakiejś bandy. I oni byli właśnie taką bandą. Takich niesamowitych szaleńców, ale w tym dobrym znaczeniu tego słowa. Bo to jest wielkie ryzyko. Mam kolegę, Artura Kielaka, który jest mistrzem świata w akrobacji. Jak ja widzę, co on robi w tym samolocie... Ma kamerki GoPro, więc też wszystko możemy zobaczyć. To są mistrzowie. I właśnie to jest niesamowite. To, co oni robili tam w powietrzu. Wtedy były oczywiście inne maszyny - Spitfire’y czy Hurricane’y, ale mimo wszystko. To niebywałe. Właśnie oni chyba mieli nawet trudniej niż teraz, bo teraz wszystko inaczej działa. A wtedy? Trzeba było być naprawdę niesamowitym pilotem, a my byliśmy. Mówię o polskich pilotach, byliśmy najlepsi na świecie! I tacy dalej jesteśmy!

I tym optymistycznym akcentem kończymy. Zapraszamy wszystkich do kin. "Dywizjon 303. Historia prawdziwa" od 31 sierpnia do zobaczenia w kinach w całej Polsce. I Maciek Zakościelny w roli Jana Donalda Zumbacha, fantastycznej postaci. Bardzo dziękuję za spotkanie.

Bardzo dziękuję, ja jeszcze tylko jedną rzecz dodam: że takiego filmu jeszcze  w Polsce nie było. Naprawdę! 

(ks)