14 stycznia 1973 roku, czyli 50 lat temu Elvis Presley dał koncert dla miliarda widzów na całym świecie. Transmitowany satelitarnie koncert „Aloha from Hawaii” był największym wydarzeniem rozrywkowym tamtych czasów. Dziś, 8 stycznia 2023 roku Elvis Presley obchodziłby swoje 88. urodziny.

Pomysł Pułkownika Parkera

Przez wiele lat fani Elvisa i dziennikarze muzyczni zadawali sobie pytanie, dlaczego największy amerykański piosenkarz koncertuje wyłącznie na terenie Stanów Zjednoczonych. Jedyny zagraniczny występ Presleya odbył się w Kanadzie w 1957 roku. Przyczyną tego miała być niechęć do organizacji tego typu przedsięwzięć głównego menedżera Elvisa - Pułkownika Toma Parkera.

Prawdopodobnie kontrowersyjny Pułkownik, holender z pochodzenia (właściwe nazwisko Andreas Cornelis van Kuijk) dostał się na teren USA nielegalnie i przez całe życie nie uregulował swojego statusu. Dlatego nigdy nie opuścił terytorium Stanów Zjednoczonych i bał się podejmować takich prób nawet będąc menadżerem największego artysty znanego na całym świecie.

Naciskany po raz kolejny na początku lat 70., znalazł sprytny sposób na to, by bez opuszczania Ameryki jego słynny klient mógł zagrać koncert dla europejskiej, a nawet i światowej widowni. W swojej książce "Wszystkie płyty Króla. 1966-1977" Mariusz Ogiegło, założyciel serwisu Elvis Promised Land, kompendium wiedzy o historii Elvisa Presleya, opisuje kulisy tego przedsięwzięcia.

Wszystko zaczęło się w lutym 1972 roku kiedy ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych, Richard Nixon, pojechał z wizytą do Chin. Była to pierwsza wizyta amerykańskiego prezydenta w państwie komunistycznym. Ranga tego wydarzenia była tak duża, że relację z jej przebiegu zdecydowano się transmitować za pośrednictwem satelity. To rozwiązanie z kolei podsunęło przedsiębiorczemu Parkerowi gotowy pomysł na to, w jaki sposób pokazać występ Presleya publiczności spoza granic USA.

Kilka miesięcy później, 8 lipca, impresario piosenkarza poinformował oficjalnie opinię publiczną o swoich planach przeprowadzenia transmisji satelitarnej jednego w koncertów Elvisa. Wcześniej kilkukrotnie wspominał już o niej podczas prywatnych rozmów z fanami Elvisa, którzy przybyli na jego występy do Las Vegas. Przekaz miał objąć swoim zasięgiem całe Stany Zjednoczone oraz część krajów europejskich. Początkowo rozważano zorganizowanie pokazu jeszcze pod koniec 1972 roku. Pod uwagę brana była sobota, 18 listopada. Termin ten jednak mocno kolidował z datą premiery filmu dokumentalnego "Elvis On Tour", który na ekrany kin wszedł zaledwie kilka tygodni wcześniej - 1 listopada.

Po naradzie z dyrektorem MGM, Jamesem T. Aubrey'em, termin historycznego pokazu przesunięto więc na początek nowego roku. Nową, ostateczną już tym razem datę koncertu, Parker przedstawił w Las Vegas, 4 września. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, zorganizowanej pomiędzy popołudniowym a wieczornym występem Elvisa w tamtejszym hotelu Hilton wyjawił dziennikarzom, że show zatytułowany "Aloha From Hawaii" odbędzie się 14 stycznia 1973 roku w Honolulu i według wstępnych szacunków obejrzy go od miliarda do półtora miliarda osób na całym świecie!

Wszystkie kraje za pośrednictwem satelity - mówił wyraźnie wyczerpany, ale i podekscytowany nowym projektem Presley. To coś zupełnie innego od tego co robiliśmy do tej pory - podkreślał.

Dodatkowo pojawił się też pomysł, by koncert połączyć ze zbiórką charytatywną na rzecz jednej z fundacji do walki z rakiem. Wszystkie zyski ze sprzedaży biletów zostały przekazane fundacji. Nawet Pułkownik Parker i Elvis Presley zakupili dla siebie bilety.

Przygotowania

"Aloha From Hawaii" miał być ważnym wydarzeniem, zrealizowanym z rozmachem i dbałością o najdrobniejszy detal. Z tego też powodu wyreżyserowanie i produkcję całego show powierzono 41-letniemu wówczas Martinowi Allenowi Pasettcie (w środowisku znanym jako Marty Pasetta) - cenionemu producentowi telewizyjnemu i reżyserowi związanemu ze stacją NBC, który pracował nie tylko przy wielu kultowych formatach, takich jak chociażby "Wheel Of Fortune" ("Koło fortuny") czy "Love Connection", lecz także nad wielkimi galami - wręczenia Oscarów czy Nagród Grammy. Ruszyły przygotowania do tego historycznego widowiska.

O ile Pułkownik Parker niechętnie słuchał odważnych pomysłów reżysera, o tyle wiele bardziej skory do współpracy okazał się sam Elvis, który na skutek szczerej rozmowy z producentem zgodził się nawet zrzucić przed styczniowymi koncertami kilka zbędnych kilogramów. Pasetta przekonał go do tego mówiąc, że kręcąc występy, będzie chciał zrobić kilka mało popularnych w tamtym czasie zbliżeń i byłoby dobrze, gdyby piosenkarz wypadł na nich korzystnie.

Przygotowywał się do tego występu zupełnie jak jakiś Rocky - mówili przyjaciele Króla. W sumie, przed koncertem "Aloha From Hawaii" Elvis stracił aż dwanaście kilogramów. Żyłem z Elvisem przez kilka lat i nigdy nie widziałem go bardziej niespokojnego niż na dwa, trzy dni przed Aloha Show - wyznał autorowi książki podczas wywiadu Donnie Sumner z kwartetu The Stamps.

Elvis zaangażował się w powstawanie tego wyjątkowego koncertu od początku do końca. Oprócz zmian wizerunkowych zadbał również o artystyczną stronę widowiska i samodzielnie opracował listę utworów, które miały wybrzmieć w jego trakcie. W efekcie, obok żelaznych punktów każdego z dotychczasowych show, w tzw. setliście pojawiło się aż osiem piosenek, których nigdy wcześniej nie nagrał na żadnej płycie, ani nie zaśpiewał podczas któregokolwiek ze swoich koncertów. Znalazły się wśród nich kompozycje takich cenionych przez niego autorów i wykonawców jak Hank Williams ("I'm So Lonesome I Could Cry") czy Jim Reeves ("Welcome To My World" z muzyką i tekstem Raya Winklera i Johna Hathcocka). O dziwo zaśpiewał też "Something" grupy The Beatles, którą wymyślił George Harrison.

Koncert "Aloha From Hawaii" miał być wyjątkowy pod każdym względem. Z tego też powodu równie istotną kwestią co zaprezentowane w jego trakcie piosenki pozostawała kwestia kostiumu scenicznego, w którym Elvis miał wystąpić przed największą w swojej dotychczasowej karierze widownią. Kostium "American Eagle" oraz jumpsuit "Aloah"-  zaprojektowany na ten koncert miał symbolizować wielkość i potęgę USA oraz jedność Hawajczyków z Amerykanami.

7 stycznia 1973 roku Elvis opuścił Memphis i odleciał do Los Angeles, skąd ostatecznie udał się na Hawaje. Tego samego dnia ruszyła także sprzedaż biletów na główny koncert w Honolulu.  Większość, bo aż cztery z sześciu tysięcy, wejściówek została jednak wyprzedana już znacznie wcześniej, w przedsprzedaży, można je było otrzymać po uprzednim listownym złożeniu zamówienia.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem, Elvis w towarzystwie członków swojej sekcji rytmicznej i chórzystów rozpoczął kilkudniowe przygotowania do występu. Pierwsze próby odbyły się w hotelu. Próby kontynuowano aż do dnia wielkiego koncertu.

10 stycznia do Elvisa i członków jego grupy dołączyła również orkiestra Joe Guercio. Halę Honolulu International Center (obecnie Neal S.Blaisdell Center), do której wkrótce przeniesiono próby przebudowano specjalnie na potrzeby show. Nad imponujących rozmiarów sceną rozbłysły dekoracje - olbrzymia migocąca postać Elvisa z gitarą w dłoniach oraz jego imię wypisane w językach z całego świata. Wprowadzone zmiany sprawiły, że mogące dotąd pomieścić blisko osiem i pół tysiąca osób audytorium, teraz było w stanie przyjąć ich zaledwie sześć tysięcy. Na dzień przed pierwszym z dwóch koncertów, niejako zapobiegawczo. podjęto także decyzję o zarejestrowaniu próbnego show - na wypadek gdyby dwa dni później nastąpiły jakiekolwiek problemy techniczne bądź kłopoty z transmisją.

Wieczorem 12 stycznia Elvis miał więc pojawić się na scenie ubrany w ten sam kostium co podczas głównego koncertu i zaprezentować publiczności te same piosenki, które miały wybrzmieć podczas przekazu satelitarnego. I tak się stało. Elvis dał 12 stycznia pełnowymiarowy koncert, który był próbą generalną przed wydarzeniem głównym zaplanowanym na 14 stycznia.

W uznaniu zasług dla trzydziestoośmioletniego piosenkarza oraz jego wkład w promocję miasta dzień 13 stycznia 1973 roku burmistrz Honolulu ustanowił Dniem Elvisa Presleya. Z kolei tuż po wieczornej, ostatniej przed historycznym koncertem, próbie dźwiękowej, Matt Esposito, ówczesny menedżer Honolulu International Center, wręczył Elvisowi specjalny prezent.

Koncert "Aloha from Hawaii"

W książce Mariusza Ogiegło "Wszystkie płyty Króla, 1966-1977" jest pełny opis wydarzenia. 14 stycznia 1973 roku, punktualnie o godzinie pół do dwunastej w nocy, w Honolulu International Center, ponownie rozległy się dźwięki tematu z filmu Stanleya Kubricka, "Odyseja Kosmiczna 2001". Towarzyszące im napięcie i oczekiwanie na pojawienie się Elvisa przerwał Ronnie Tutt, który bębniąc z pasją w dziesięcioczęściowy zestaw perkusyjny dał sygnał do rozpoczęcia koncertu.

Wśród ogłuszającego aplauzu, Elvis Presley wszedł na scenę. Zmierzając pewnym krokiem w kierunku mikrofonu zapisywał kolejny, szalenie ważny rozdział na kartach historii muzyki i telewizji.

Godzinny występ zapoczątkowało porywające "See See Rider", po którym niemal od razu Elvis przeszedł w równie energetyczne "Burning Love". Repertuar występu, który z wyjątkiem trzech piosenek dodanych na prośbę reżysera, był identyczny z tym zaprezentowanym przez piosenkarza 12 stycznia, zdaniem obserwatorów był "przemyślany i skonstruowany tak, by zadowolić wszystkie obozy zwolenników Presleya". Raz jeszcze obejmował on jego stare klasyki, takie jak "Love Me", "Blue Suede Shoes" czy "Hound Dog", kilka ostatnich przebojów - takich jak "Suspicious Minds" oraz zaśpiewane z niebywałą pasją i zaangażowaniem ballady - "What Now My Love", You Gave Me A Mountain", "I'm So Lonesome I Could Cry" czy "Welcome To My World". Tej nocy nawet patriotyczne "An American Trilogy" zabrzmiało o wiele wznioślej niż zwykle.

Elvis nawiązał też do charytatywnego celu koncertu. Poproszono nas byśmy zebrali dwadzieścia pięć tysięcy dolarów... - zwrócił się do słuchaczy. Po czym dodał szczęśliwy: "Udało się zebrać siedemdziesiąt pięć tysięcy. To dzięki  wam. Dziękuję bardzo".

Następnie, podobnie jak dwa dni wcześniej, zadedykował widowni swój wielki przebój z komedii "Blue Hawaii" - "Can't Help Falling In Love", po którym show z wolna zaczął dobiegać końca. Po chwili przemierzając po raz ostatni scenę, z uniesionymi w górę, jakby na znak odniesionego zwycięstwa, rękoma, Elvis odbierał od wdzięcznego tłumu swoich wielbicieli ostatnie wyrazy uwielbienia. Oprócz niezliczonej ilości tradycyjnych hawajskich wieńców także piękną, złotą koronę.

"Elvis Presley otrzymał złotą koronę i owacje na stojąco na zakończenie swojego bezprecedensowego satelitarnego koncertu telewizyjnego nadawanego 'na żywo' wczoraj we wczesnych godzinach porannych dla widowni, której łączna liczba osiągnęła półtora miliarda osób!", relacjonował ostatnie minuty koncertu "Aloha From Hawaii", Wayne Harada. "Presley po prostu trzymał koronę w ręce, ponieważ tak przyjął dowód uznania. W ten sposób Król zniknął za kulisami".

Nim jednak piosenkarz na dobre opuścił estradę, zatrzymał się na jej skraju i ku zaskoczeniu wszystkich odpiął zdobioną drogimi, sprowadzanymi specjalnie z Europy, kamieniami pelerynkę i rzucił ją w szalejącą widownię. Pochwycił ją reporter lokalnej gazety "Honolulu Advertiser" Bruce Sprinks (obecnie przebywa ona na wystawie w Graceland).

Transmitowany za pośrednictwem satelity Globecam Sattelite, hawajski występ Elvisa obejrzało blisko półtora miliarda osób w czterdziestu krajach! Koncert pokazywano m.in w Australii, Korei Południowej, Japonii, Tajlandii, na Filipinach, w Południowym Wietnamie oraz w trzydziestu państwach europejskich.

Co ciekawe, program "Aloha From Hawaii" nie był nigdy transmitowany bezpośrednio do Stanów Zjednoczonych. Jego specjalną wersję, rozszerzoną o pięć dodatkowych piosenek, zarejestrowanych tuż po zakończeniu głównego koncertu, stacja NBC pokazała dopiero 4 kwietnia 1973 roku. Szacuje się, że obejrzało ją wówczas 57 proc. Amerykanów. A to z kolei oznacza, że retransmisja hawajskiego występu Presleya miała znacznie większą oglądalność niż transmisja pierwszego kroku człowieka na Księżycu w 1969 roku!

"Aloha From Hawaii" był kamieniem milowym w karierze Elvisa Presleya. Był bowiem nie tylko najdroższym programem rozrywkowym w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych - jego całkowity koszt wyniósł dwa i pół miliona dolarów, lecz także pierwszym w historii koncertem muzycznym, który transmitowano za pośrednictwem satelity.

Motyw samego przekazu satelitarnego stał się zresztą po latach zarzewiem konfliktu pomiędzy częścią fanów Elvisa i wielbicieli The Beatles. Ci ostatni, poniekąd słusznie, do dzisiaj twierdzą bowiem, że to właśnie występ Wielkiej Czwórki a nie króla rock'n'rolla transmitowano jako pierwszy. Na poparcie swojej tezy przypominają ponadczasowy hymn o miłości, "All You Need Is Love", który Beatlesi wykonali w ramach pierwszego w historii telewizji programu satelitarnego "Our World" nadawanego 'na żywo', 25 czerwca 1967 roku, z londyńskiego studia Abbey Roads. Różnica pomiędzy obydwoma wydarzeniami polegała jednak na tym, że krótki recital Beatlesów nadawano z profesjonalnego studia, a zaśpiewany przez nich utwór był częścią ogólnoświatowego projektu telewizyjnego. Pełnowymiarowy koncert Elvisa wymagał natomiast przeprowadzenia transmisji w warunkach odbiegających od powyższych. Z historycznego punktu widzenia, oba wydarzenia odegrały jednak szalenie istotną rolę w rozwoju telewizji a umniejszanie zasług i miejsca w historii Beatlesom bądź Elvisowi nie ma w tym wypadku najmniejszego sensu - kończy autor książki.

Styczeń dla fanów Króla Rock’n’Rolla to miesiąc jego urodzin oraz wielkiego triumfu, jakim był koncert "Aloha from Hawaii". W styczniu 2023 obchodzimy 88. rocznicę urodzin genialnego piosenkarza i 50.rocznicą jego wielkiego koncertu.

Artykuł powstał we współpracy z serwisem Elvis Promised Land

Opracowanie: