Prezydent USA Donald Trump odwiedził we wtorek Kenoshę, gdzie wizytował zniszczony podczas zamieszek sklep i chwalił służby bezpieczeństwa. Nie spotkał się z rodziną postrzelonego przez policję Afroamerykanina Jacoba Blake'a.

Prezydent - któremu w Kenoshy towarzyszył m.in. prokurator generalny USA William Barr - wizytował zgliszcza sklepu, który zniszczono podczas zamieszek i rozmawiał z jego właścicielami. Zobowiązał się do przeznaczenia środków federalnych na pomoc firmom oraz służbom bezpieczeństwa w mieście.

W trakcie wizyty Trump zapewniał o wsparciu dla funkcjonariuszy, chwaląc ich pracę i apelując o potępienie antypolicyjnej retoryki. Wyraził przekonanie, że w służbach nie ma miejsca na rasizm, a większość policjantów jest "honorowymi, odważnymi i oddanymi urzędnikami funkcjonariuszami publicznymi".

W Kenoshy nie doszło do spotkania z Trumpa z rodziną Blake'a. Jak przekazał prezydent, najbliżsi postrzelonego chcieli, by uczestniczył w nim prawnik, co on uznał za "niestosowne".

Blake przebywa w szpitalu w stabilnym, ale poważnym stanie. Siedmiokrotne postrzelenie go w plecy 23 sierpnia zapoczątkowało w Kenoshy gwałtowne protesty, w trakcie których zniszczono i spalono kilkadziesiąt budynków.

Oburzeni brutalnością policji demonstranci kilkukrotnie starli się ze zwolennikami Trumpa, którzy uzbrojeni gromadzili się przed sklepami w celu ochrony mienia. Jeden z nich - 17-latek Kyle Rittenhouse - zastrzelił 25 sierpnia dwie osoby iprzebywa w areszcie. W sprawie trwa śledztwo; adwokaci Rittenhouse'a utrzymują, że nastolatek działał w samoobronie.

Gubernator stanu Tony Evers oraz burmistrz miasta John Antaramian prosili Trumpa, by nie przyjeżdżał do położonej godzinę drogi samochodem na północ od Chicago Kenoshy. Argumentowali to tym, że jego wizyta przyczyni się do zaognienia sytuacji.

Prezydent nie przychylił się do ich apeli. Niektórzy ludzie uważają, że byłoby lepiej, gdybym nie przyjechał. Ja chciałem przyjechać. Przyjechałem, by podziękować służbom bezpieczeństwa - mówił Trump.

Jednodniowa prezydencka wizyta w stutysięcznej Kenoshy odbyła na blisko dwa miesiące przed amerykańskimi wyborami prezydenckimi. W Wisconsin Trump w 2016 roku minimalnie zwyciężył, w tym roku analitycy ponownie prognozują zaciętą walkę o zwycięstwo. Pod koniec sierpnia kandydat Republikanów w kluczowych stanach nadrabia stratę do swojego rywala Demokraty Joe Bidena, którego oskarża o uleganie radykalnym frakcjom w partii.

Sztab Bidena zapowiadał, że ten wkrótce pojedzie do Wisconsin. Nie podano jednak konkretnej daty, nie wiadomo również, czy były wiceprezydenta USA odwiedzi Kenoshę.

W poniedziałek Biden potępiając przemoc demonstrujących oskarżył ubiegającego się o reelekcję przywódcę USA o "dolewanie oliwy do ognia". Trump "nie zatrzyma przemocy", a za jego rządów kryzysy "wciąż się mnożą" - ocenił w trakcie wystąpienia w Pittsburghu.