Afganistan pogrąża się w najgłębszym kryzysie humanitarnym od lat. Według danych ONZ aż 4,7 mln ludzi - ponad jedna dziesiąta mieszkańców kraju - znajduje się o krok od klęski głodu. W wielu prowincjach rodziny nie są już w stanie zapewnić dzieciom nawet kawałka chleba. Zdesperowani ojcowie sprzedają córki za kilka tysięcy dolarów, by zdobyć pieniądze na jedzenie i leczenie dla pozostałych dzieci. O dramatycznej sytuacji informuje BBC.

  • W Afganistanie głód popycha ojców do najbardziej radykalnych kroków.
  • BBC przytacza historię m.in. Abdula Rashida Azimiego, który chce sprzedać swoje siedmioletnie bliźniaczki, by wyżywić resztę dzieci. Przykładów jest więcej.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Jednym z regionów Afganistanu najbardziej dotkniętych głodem jest prowincja Ghor. Bezrobocie jest tam powszechne, pomoc humanitarna niemal znikoma, a kryzys pogłębiła wieloletnia susza.

Reporterzy BBC opisują sceny rozgrywające się każdego dnia w lokalnych miasteczkach. Gdy właściciel piekarni zaczyna rozdawać tłumowi czerstwy chleb, w ciągu kilku sekund bochenki zostają rozszarpane przez bezrobotnych mężczyzn. Bez pracy są tu dziesiątki Afgańczyków.

Według danych ONZ obecnie trzy na cztery osoby w Afganistanie nie są w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb życiowych. Pomoc humanitarna, która jeszcze kilka lat temu utrzymywała miliony rodzin, została drastycznie ograniczona.

"Chętnie sprzedam moje córki"

W jednej z ubogich wiosek reporterzy BBC odwiedzili Abdula Rashida Azimiego. Mężczyzna chce sprzedać swoje siedmioletnie bliźniaczki - Roqię i Rohilę - by wyżywić resztę dzieci.

Chętnie sprzedam moje córki - mówi ze łzami w oczach. Jestem biedny, zadłużony i bezradny. Wracam z pracy głodny, spragniony i zrozpaczony. Moje dzieci przychodzą do mnie i mówią: "Tato, daj nam trochę chleba". Ale co mogę dać? 

Mężczyzna przyznaje, że jest gotów sprzedać córki "do małżeństwa" lub pracy domowej. Jeśli sprzedam jedną córkę, będę mógł wyżywić resztę moich dzieci przez co najmniej cztery lata - tłumaczy.

Ich matka, Kayhan, mówi, że rodzina żyje praktycznie wyłącznie o chlebie i gorącej wodzie. Nawet nie pijemy herbaty - tłumaczy w rozmowie z BBC.

Sprzedał córkę, by sfinansować operację

Jeszcze bardziej dramatyczna jest historia Saeeda Ahmada. Mężczyzna sprzedał swoją pięcioletnią córkę Shaiqi krewnemu, aby zdobyć pieniądze na jej leczenie.

Dziewczynka cierpiała na zapalenie wyrostka robaczkowego i torbiel wątroby. Operacja kosztowała równowartość około 3,2 tys. dol. Nie miałem pieniędzy na pokrycie kosztów leczenia. Sprzedałem więc córkę krewnemu - mówi Saeed. Transakcja wyniosła 200 tys. afgani, czyli 3,2 tys. dol.

Mężczyzna wyjaśnia, że nie przyjął całej kwoty od razu. Powiedziałem mu, żeby dał mi teraz wystarczająco dużo na jej leczenie, a resztę da mi za pięć lat, potem będzie mógł ją zabrać. Gdybym miał pieniądze, nigdy nie podjąłbym takiej decyzji. Ale potem pomyślałem: Co, jeśli umrze bez operacji? W ten sposób przynajmniej będzie żyła - dodaje.

W Afganistanie pomoc humanitarna skurczyła się o 70 proc.

Jeszcze dwa lata temu wiele afgańskich rodzin otrzymywało regularną pomoc żywnościową - mąkę, olej, soczewicę i suplementy dla dzieci. Dziś większość wsparcia została pozbawiona.

Stany Zjednoczone, które przez lata były największym darczyńcą Afganistanu, niemal całkowicie ograniczyły pomoc dla kraju. Podobnie Wielka Brytania. Według aktualnych danych ONZ poziom pomocy humanitarnej dla Afganistanu jest obecnie o 70 proc. niższy niż w 2025 roku.

Talibowie, którzy przejęli władzę w Afganistanie po wycofaniu się wojsk USA i państw NATO w 2021 r. (w 2001 r., po zamachach z 11 września, USA i sojusznicy wkroczyli do Afganistanu, obalając pierwszy rząd talibów; w 2021 r. talibowie ponownie przejęli kontrolę nad większością Afganistanu, w tym nad stolicą - Kabulem), odpowiedzialnością za sytuację obarczają poprzedni rząd oraz załamanie gospodarki.

W ciągu 20 lat inwazji stworzono sztuczną gospodarkę dzięki napływowi dolarów amerykańskich - mówi BBC Hamdullah Fitrat, zastępca rzecznika talibskiego rządu. Po zakończeniu inwazji odziedziczyliśmy biedę, trudności, bezrobocie i inne problemy.

Jednocześnie organizacje międzynarodowe wskazują, że część darczyńców wycofała wsparcie również z powodu restrykcyjnej polityki talibów wobec kobiet.

Najbardziej dramatyczne skutki kryzysu widać w szpitalach. W głównym szpitalu prowincjonalnym w Chaghcharan oddział noworodkowy jest przepełniony. Na części łóżek leży po dwoje dzieci i większość cierpi z powodu niedowagi i problemów z oddychaniem.

Pielęgniarka Fatima Husseini przyznaje, że śmierć dzieci stała się codziennością. Na początku było mi bardzo ciężko, gdy widziałam umierające dzieci. Ale teraz stało się to dla nas prawie normalne - mówi.

Lekarze alarmują, że śmiertelność dzieci gwałtownie wzrosła. Szpital nie ma jednak wystarczającej ilości leków, by móc je ratować.