W ciągu dwóch miesięcy władze w regionach syberyjskich skonfiskowały i przeprowadziły ubój 90 500 sztuk bydła. Władze regionu Nowosybirskiego ogłosiły stan wyjątkowy w związku z wybuchem chorób u trzody rogatej, co doprowadziło do masowych protestów rolników. Straty hodowców wycenia się na miliardy rubli, a władze regionalne zamykają dostęp do całych wsi. Mieszkańcy jednej z nich postulują zmianę nazwy na imię Władimira Putina, co miałoby stanowić magiczną ochronę przed chorobą bydła. Niektórzy eksperci wskazują natomiast, że odstrzał w ogóle nie był potrzebny.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
W rosyjskiej sieci zaroiło się od nagrań, przedstawiających kordony policjantów i weterynarzy przybywających na farmę w miejscowości Kozicha, położonej ponad 40 km od stolicy regionu - Nowosybirska. Władze regionalne zamknęły dostęp do wsi dla osób z zewnątrz. Lokalni urzędnicy i samorządowcy prowadzili negocjacje z rozwścieczonymi hodowcami. W środę do Kozich przybyła także delegacja z Moskwy, w skład której weszli przedstawiciele rządowej komisji.
Lokalne władze obiecały rolnikom odszkodowania za straty. Przez dziewięć miesięcy, do czasu odbudowy gospodarstw rolnych, mieszkańcy otrzymają znaczną pomoc finansową z budżetu obwodu nowosybirskiego. Zapewniono wszystkie niezbędne środki - powiedział cytowany przez Reutersa gubernator Andriej Trawnikow w parlamencie regionalnym. Dodał, że na terenie obwodu wdrażane są "surowe, ale niezbędne" środki mające na celu zapobieganie rozprzestrzeniania się choroby.
Tymczasem przewodniczący rządowej komisji Siergiej Dankvert poinformował, że choroba przybrała nietypową, zmutowaną formę. To miał być główny powód zarządzenia masowego uboju. Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja w obwodzie nowosybirskim jest pod kontrolą - skonkludował Dankvert. Mieszkańcy są jednak kompletnie innego zdania, twierdząc, że władze coś ukrywają.
Jedenastu mieszkańców wsi Kozicha nagrało przemówienie, w którym zaapelowali o zmianę nazwy miejscowości i nadanie jej imienia Władimira Putina, co - ich zdaniem - ochroni trzodę. Nie jest jasne, czy władze przychylą się do prośby.
Regionem nowosybirska wstrząsnęły również gwałtowne protesty. Reuters przekazuje, że były to największe demonstracje od początku wojny w Ukrainie. Rolnicy byli wściekli na dążące do masowego uboju władze. Hodowcy twierdzili, że chorobę, pasterelozę (chorobę bakteryjną) można leczyć antybiotykami.
Jak podaje "The Moscow Times", na przestrzeni lutego i marca, uśmiercono ponad 90 tys. sztuk bydła. Straty poniesione przez lokalnych rolników wyniosły 1,59 mld rubli, czyli około 73-80 mln zł. Straty w dostawach mięsa, w przeliczeniu na sprzedaż detaliczną, wynoszą około 3,72 mld rubli (ponad 140 mln zł). Jednocześnie potencjalne straty mleka sięgają 18 mln litrów rocznie. Mimo to rosyjskie ministerstwo rolnictwa poinformowało, że sytuacja ma charakter "lokalny" i nie będzie miała znaczącego wpływu na rozwój hodowli zwierząt w kraju.
Do środy - jak informuje agencja Reutera - choroby bydła określane w oficjalnej dokumentacji jako pastereloza i wścieklizna rozprzestrzeniły się na dziesięć regionów Rosji.
Władze wprowadziły kwarantannę w części Czuwaszji nad Wołgą, aż 2500 km od obwodu nowosybirskiego, gdzie ogłoszono stan wyjątkowy.
Rolnicy z Nowosybirska twierdzą, że stan wyjątkowy w regionie ogłoszono już w połowie lutego, ale utrzymywano to w tajemnicy aż do obecnego tygodnia.


