Śledczy potwierdzili, że Cole Allen, niedoszły zamachowiec z gali dziennikarskiej w Waszyngtonie, oddał strzał, który trafił agenta Secret Service. Poinformowała o tym szefowa waszyngtońskiej prokuratury Jeanine Pirro. Do zdarzenia doszło 26 kwietnia podczas corocznej gali Stowarzyszenia Korespondentów przy Białym Domu (WHCA), gdzie obecny był prezydent USA Donald Trump.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Jak ujawniła Pirro w niedzielnej rozmowie z CNN, analiza wykazała, że fragment śrutu ze strzelby Mossberg, której użył Allen, utkwił we włóknach kamizelki kuloodpornej funkcjonariusza. To definitywnie jego pocisk - podkreśliła prokurator.
Dotychczas prokuratura i FBI nie przesądzały, czy Allen rzeczywiście postrzelił agenta, a dostępne nagrania nie dawały jednoznacznej odpowiedzi. Pojawiały się spekulacje, że kula mogła pochodzić od innego funkcjonariusza Secret Service.
Nowe dowody mogą skutkować dodatkowymi zarzutami wobec Allena. Z pozostawionego przez niego manifestu wynika, że planował zamach na prezydenta Trumpa i urzędników jego administracji. Jak przekazał p.o. prokuratora generalnego Todd Blanche w wywiadzie dla NBC, nie wyklucza się kolejnych oskarżeń. W poniedziałek Allen usłyszał już zarzut usiłowania zabójstwa prezydenta USA.
Postrzelony agent Secret Service został przewieziony do szpitala, jednak już następnego dnia opuścił placówkę - nie odniósł poważnych obrażeń.


