Śledczy potwierdzili, że Cole Allen, niedoszły zamachowiec z gali dziennikarskiej w Waszyngtonie, oddał strzał, który trafił agenta Secret Service. Poinformowała o tym szefowa waszyngtońskiej prokuratury Jeanine Pirro. Do zdarzenia doszło 26 kwietnia podczas corocznej gali Stowarzyszenia Korespondentów przy Białym Domu (WHCA), gdzie obecny był prezydent USA Donald Trump.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Jak ujawniła Pirro w niedzielnej rozmowie z CNN, analiza wykazała, że fragment śrutu ze strzelby Mossberg, której użył Allen, utkwił we włóknach kamizelki kuloodpornej funkcjonariusza. To definitywnie jego pocisk - podkreśliła prokurator.

Dotychczas prokuratura i FBI nie przesądzały, czy Allen rzeczywiście postrzelił agenta, a dostępne nagrania nie dawały jednoznacznej odpowiedzi. Pojawiały się spekulacje, że kula mogła pochodzić od innego funkcjonariusza Secret Service.

Nowe dowody mogą skutkować dodatkowymi zarzutami wobec Allena. Z pozostawionego przez niego manifestu wynika, że planował zamach na prezydenta Trumpa i urzędników jego administracji. Jak przekazał p.o. prokuratora generalnego Todd Blanche w wywiadzie dla NBC, nie wyklucza się kolejnych oskarżeń. W poniedziałek Allen usłyszał już zarzut usiłowania zabójstwa prezydenta USA.

Postrzelony agent Secret Service został przewieziony do szpitala, jednak już następnego dnia opuścił placówkę - nie odniósł poważnych obrażeń.

Kim jest Cole Allen?

Napastnik nazywa się Cole Tomas Allen, ma 31 lat i pochodzi z miasta Torrance w Kalifornii. Jest m.in. twórcą gier komputerowych i byłym stażystą w NASA. Nie ma przeszłości kryminalnej.

Z ustaleń "Financial Times" wynika, że w 2017 roku ukończył on studia licencjackie z inżynierii mechanicznej w Kalifornijskim Instytucie Technicznym w Los Angeles oraz uzyskał w maju 2025 roku tytuł magistra informatyki na Uniwersytecie Stanowym Kalifornii Dominguez Hills.

Ostatnio pracował na pół etatu jako nauczyciel w C2 Education, firmie oferującej korepetycje i przygotowanie do egzaminów na studia. Pracował tam, jak twierdzi sam Allen, sześć lat. Z jego wpisu na Facebooku wynika, że w grudniu 2024 roku został w tej firmie "nauczycielem miesiąca".

Napastnik jest też związany z branżą gier komputerowych. Według amerykańskich mediów siedem lat temu wydał grę zatytułowaną Bohrdom. Współtworzył także inne tytuły.

Dorobek zawodowy Allena obejmuje także pracę w charakterze asystenta dydaktycznego w 2016 roku w Kalifornijskim Instytucie Technicznym oraz letni staż studencki w Jet Propulsion Laboratory NASA w Pasadenie w 2014 roku. Tam jego pasją było tworzenie modeli planet wokół gwiazd.

Manifest Allena

Do manifestu Allena dotarł "New York Post". Dziennik opublikował go na swoich stronach internetowych. Napastnik miał go wysłać do swojej rodziny na 10 minut przed planowanym zamachem. Tekst otrzymał jeden z członków rodziny i przekazał policji. 

Napastnik nazwał Donalda Trumpa w swoim manifeście pedofilem i oskarżył go o zbrodnie. W tekście, określonym przez "NYP" jako "niezrównoważony", niedoszły zabójca w ogólny i lakoniczny sposób określa swoją motywację. Pisze, że jest "obywatelem Stanów Zjednoczonych Ameryki", a to co robią jego przedstawiciele, odbija się na nim. "Nie zamierzam dłużej pozwalać pedofilowi, gwałcicielowi i zdrajcy na obciążanie moich rąk swoimi zbrodniami" - napisał.

Dużą część manifestu Allen poświęcił krytyce służb odpowiedzialnych za ochronę prezydenta. Opisał swoje doświadczenia z pobytu w hotelu Washington Hilton, gdzie wynajął pokój specjalnie na czas imprezy z udziałem Trumpa. Według Allena, ochrona była skupiona na protestujących i osobach wchodzących do hotelu, zupełnie ignorując możliwość, że potencjalny zamachowiec mógłby zameldować się wcześniej.

W swoim liście Allen wyjaśniał, że zdecydował się użyć śrutu zamiast pocisku do strzelby, by zminimalizować ryzyko zranienia przypadkowych osób znajdujących się za prezydentem. Podkreślał, że nie zamierzał atakować pracowników i uczestników imprezy, choć przyznawał, że mógłby być zmuszony "przejść przez nich", by zbliżyć się do celu.

Allen deklarował, że strzelałby do agentów ochrony tylko w sytuacji absolutnej konieczności. Przyznał również, że gdyby istniała inna możliwość zbliżenia się do prezydenta, skorzystałby z niej zamiast użycia przemocy.

Napastnik napisał, że jest chrześcijaninem, ale nie wierzy w tym przypadku w "nadstawianie drugiego policzka". "Nie jestem osobą zgwałconą w obozie detencyjnym. Nie jestem rybakiem straconym bez procesu. Nie jestem uczniem wysadzonym w powietrze, dzieckiem zagłodzonym ani nastolatką molestowaną przez licznych przestępców w tej administracji" - napisał.